Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Krótki zarys historii wyliczania należności za roboty budowlane i przepisów proceder ten normujących

CZĘŚĆ I
 

Jako prenumeratorzy systemu znacie Państwo zapewne, przynajmniej z nazwisk, znaczną część zespołu ATHENYSOFT. Jednym z członków tego zespołu jest sympatyczna pani, odpowiedzialna za wymuszenie (wymuszenie w ogóle i w dodatku w odpowiednim terminie) cokwartalnych felietonów od autorów wyznaczonych do ich napisania. Wiem co mówię (a właściwie piszę), bo dotyczy to również mnie (co kwartał). Zwyczajowo elementem takiej telefonicznej przypominająco-dyscyplinującej rozmowy jest pewna sugestia odnośnie pożądanej tematyki elaboratu. I słusznie, co by to było, gdyby każdy pisał tak jak w niektórych gazetach, czyli to co mu się akurat podoba.

Tym razem, jakoś tak ze 4 dni po sylwestrze otrzymałem, wyżej opisanym kanałem, dyrektywę, którą w miarę wiernie postaram się zacytować - "Pan prezes cieszyłby się, gdyby to było coś o kosztorysowaniu, może coś o zabarwieniu historycznym i koniecznie z ilustracjami". OK, pomyślałem, życzenie szefa jest rozkazem, ile razy w końcu można pisać o paranoi i patologii, niech raz będzie coś poważnego i historycznego. Z obrazkami. I oczywiście o kosztorysowaniu, o którym tak naprawdę większego pojęcia nie mam (tej ostatniej wiadomości proszę jednak nie upubliczniać zbyt szeroko).
 

Zacznijmy więc od początku.

Nie jest znana data sporządzenia pierwszego w historii kosztorysu na roboty budowlane, podobnie jak nic nie wiadomo o osobie jego twórcy. Ze znacznym jednak poziomem pewności można przyjąć, że miało to miejsce bardzo niedługo po przejściu z rozliczeń w postaci prostej wymiany towarowej do rozliczeń opartych o uniwersalny miernik wartości czyli, jak twierdzi popularne powiedzenie, po wymyśleniu przez Fenicjan czegoś, co górale określają wdzięczną nazwą dutki.

Zresztą, nawet w poprzednim okresie, kwestia kosztów inwestycji budowlanych żywo zaprzątała umysły współczesnych. Mimo iż egipskim chłopom budującym w okresach przymusowego przestoju w pracach polowych, powodowanego wylewem Nilu, piramidy (podobno dobrowolnie, jak zaklinał się całkiem nieźle mówiący po polsku arabski przewodnik Imad w trakcie świąteczno-sylwestrowego rejsu po tymże Nilu) płacono w cebuli, porach i soczewicy (koszty robocizny), to przy szacowaniu kosztów należało uwzględnić także niebotycznie wysokie w stosunku do nich koszty pośrednie zawiązane z ich utrzymaniem w czasie budowy, zakwaterowaniem, przygotowaniem narzędzi, zapewnieniem transportu lądowego i rzecznego materiałów czy zatrudnieniem fachowego nadzoru. Być może, jak sugeruje Herodot w swojej napisanej ok. 460 roku p.n.e. Historii właśnie nieoszacowanie tych ostatnich kosztów, które okazały się przewyższać finansowe możliwości państwa było jedną z podstawowych przyczyn upadku tzw. Starego Państwa ok. XXV wieku p.n.e.

Pozwólcie Państwo, że po tym bardzo starożytnym wstępie przejdziemy do czasów bardziej współczesnych. Co wcale nie znaczy, że nie liczono kosztów budowania w starożytnej Grecji, Rzymie, gdzie po raz pierwszy szerzej zastosowano system przetargowy, którego podstawową procedurą była publiczna, głośna licytacja in minus od sumy określonej (a więc wyliczonej kosztorysowo) przez organizatora przetargu, czy średniowiecznej Europie. Także w Polsce, gdzie od 1785 roku wydawany był urzędowy dziennik publikujący ogłoszenia o przetargach, liczenie kosztów inwestycji budowlanych obecne było tak po stronie Inwestora (przy określaniu sumy startowej do rozpoczęcia licytacji w dół) jak i po stronie potencjalnych wykonawców zmuszonych, pod groźbą plajty, do oszacowania granicznej ceny do jakiej w trakcie takiej licytacji można zejść, tj. za jaką minimalną cenę opłacalne jest jeszcze wzięcie danej roboty. Nic w tej akurat materii nie zmieniło się także po utracie niepodległości; system przetargowej selekcji wykonawców robót budowlanych i związanej z tym konieczności liczenia kosztów robót działał praktycznie przez cały wiek XIX.

 


 

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku w dalszym ciągu dominował znany z przeszłości przetargowy system wyłaniania wykonawców robót budowlanych. Do 1933 roku regulowany był wewnętrznymi uregulowaniami obowiązującymi w jednostkach inwestorskich (np. w większych magistratach), bez oglądania się na jakiekolwiek przepisy ogólnokrajowe (1933 to rok ukazania się ustawy o dostawach i robotach na rzecz Skarbu Państwa, samorządu oraz instytucji prawa publicznego - Dz.U. RP nr 19, poz.127). Kosztorysy, tak inwestorskie w stosunku co do których § 10 późniejszego rozporządzenia Rady Ministrów z 29 stycznia 1937 roku o dostawach i robotach na rzecz Skarbu Państwa, samorządu oraz instytucji prawa publicznego (Dz.U. RP nr 13, poz.92) stanowił, że:

 

"przed wezwaniem do składania ofert na roboty powinny być sporządzane kosztorysy urzędowe dla robót, z wyjątkiem tylko tych przypadków, które oznaczy właściwy minister. Kosztorysy urzędowe są dostępne dla oferentów prócz cen, które stanowią tajemnicę urzędową"

 

jak i ofertowe, opracowywane na potrzeby składanych ofert, pomocą przy zestawianiu których mogły być między innymi orientacyjne normatywy pracochłonności dla najbardziej typowych robót budowlanych, publikowane przez ówczesne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, któremu wówczas, tak jak w latach 1996 - 1999, podlegały sprawy budownictwa.

 

 

CZĘŚĆ II
 

Po II wojnie światowej w rozpasanym, zdziczałym rynkowym systemie zlecania inwestycji budowlanych, opartego o chorą przecież zasadę liczenia się zarówno z publicznym jak i prywatnym groszem, trzeba było zrobić porządek. Może nie od razu, bo system przetargowy działał jeszcze przez kilka lat (w Monitorach Polskich z 1948 roku można znaleźć liczne ogłoszenia o przetargach budowlanych), ale przecież nie można było wszystkiego uzdrowić naraz. Postępowano więc powoli, ale systematycznie, kierując się zasadą wyłuszczoną później przez Wojciecha Młynarskiego w piosence "Co by tu jeszcze (...), panowie, co by tu jeszcze..."

Wzrastająca ilość sztywnych reguł narzucanych przez szybko powiększającą się liczbę przepisów szczegółowych, stanowionych przez najrozmaitsze organa i gremia (w sprawach kosztorysowania na przełomie lat 40-tych i 50-tych maczały palce m.in. Rada Ministrów i Prezydium Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, Prezydium Rządu, Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego, Ministerstwo Odbudowy, resorty branżowe, itp.) skutecznie spowodowała przemianę kosztorysowania ze swego rodzaju sztuki, opartej m.in. o orientację w zakresie technik i technologii budowlanych oraz prawideł rynkowych w żmudną buchalterię opartą o opasłe tomy urzędowych normatywów, cenników i przeliczników. Idee gospodarki planowej sterowanej odpowiednim okólnikiem czy instrukcją w najdrobniejszych kwestiach (było np. zarządzenie nakazujące państwowym jednostkom organizacyjnym zbierać i protokolarnie zdawać zużyte znaczki pocztowe czy, ćwiczona już w kabaretach, instrukcja ręcznego zmywania talerzy) święciły tryumfy. A system przetargowy odszedł całkowicie w niebyt, jako całkowity przeżytek w kraju w którym premier rządu (w latach 70-tych) rozdzielał specjalnym rozdzielnikiem bieżnikowane opony do ciężarówek (bieżnikowane, bo nowych luzem, tj. do kupienia tak sobie, bez ciężarówki czy autobusu, na rynku nie było w ogóle).

Ponieważ stosunkowo słabo pamiętam tamte czasy (urodziłem się bowiem w 1954 roku) przybliżenie reguł kosztorysowania epoki wczesnego PRL-u zacznijmy właśnie od tego okresu. Tym bardziej, że właśnie wówczas, po okresie radosnej prawodawczej twórczości w dziedzinie kosztorysowania spróbowano wprowadzić w tej materii pewien porządek. Realizując wcześniejszą uchwałę nr 380 prezydium Rządu z 23 maja 1953 roku "w sprawie opracowywania i zatwierdzania cenników oraz katalogów norm kosztorysowych na roboty budowano-montażowe oraz montaż maszyn i urządzeń", 31 grudnia 1955 roku wydano dwie uchwały Prezydium Rządu;

- nr 1058 w sprawie zatwierdzania katalogów scalonych norm kosztorysowych, o wyglądzie jak na zamieszczonej fotografii (proszę nie wpatrywać się zbyt dokładnie, jest to jego wersja graficzna wydana w 1966 roku)
- nr 1059 w sprawie stawek narzutów na normatywne koszty bezpośrednie robót budowlano-montażowych,

 

 

obie podpisane przez premiera Józefa Cyrankiewicza i wydrukowane w Monitorze Polskim nr 9 z 1956 roku pod poz.122 i 123. W pierwszej z nich wprowadzono do obowiązkowego stosowania siedem katalogów scalonych norm kosztorysowych (KSNK) i wyznaczono precyzyjny harmonogram (z dokładnością co do dnia) wydania kolejnych ośmiu.

 

Reprodukcja najważniejszej tabeli z drugiej z ww. uchwał pokazuje natomiast, o jakich to wielkościach procentowych narzutów zapewne myślał jeszcze premier, inaugurując pierwszym tańcem zabawę sylwestrową.

 

Uzupełnieniem dwóch wymienionych uchwał, które jak można się zorientować po ich tytułach, dały kosztorysantom wielkości liczbowe, nie dały jednak samego algorytmu obliczeniowego, było zarządzenie nr 12 Prezesa Rady Ministrów z 14 stycznia 1956 roku w sprawie opracowywania kosztorysów robót budowlanych, montażu konstrukcji oraz montażu maszyn i urządzeń (MP nr 9, poz.125), wprowadzające szczegółową, oddzielnie wydaną instrukcję sporządzania kosztorysów i zobowiązująca wszystkich kierowników urzędów centralnych (ministrów) do przeprowadzenia w pierwszym półroczu obowiązkowych szkoleń pracowników biur projektowych, służb inwestycyjnych i jednostek wykonawstwa inwestycyjnego w zakresie stosowania nowych przepisów. Drugim, równie koniecznym uzupełnieniem stało się wydane tego samego dnia zarządzenie nr 11, w sprawie zatwierdzenia cenników na montaż maszyn i urządzeń przemysłowych, tzw. CMMU.

 

Czy udało się w ten sposób dokonać całkowitej urzędowej wyceny wszystkich robót budowlanych? Niezupełnie, zróżnicowanie asortymentowe budownictwa jest na tyle duże, że coś musiało pozostać poza. Ale przecież jednocześnie pozostać poza (przepisem) nie miało prawa. I nie pozostało. Gdyż przecież na podstawie dekretu z 3 czerwca 1953 roku o ustalaniu cen, opłat i stawek taryfowych (Dz.U. nr 31, poz.122) już w roku 1954 (22 czerwca) pojawiła się Uchwała nr 401 Rady Ministrów "w sprawie zasad ustalania cen jednostkowych na roboty budowlano-montażowe, na które nie ma opracowanych kosztorysów całkowitych lub częściowych" (Monitor Polski A-61, poz.809). Treść uchwały zaczyna się co prawda od nawiązania do rzeczywistych, miejscowych warunków prowadzenia budowy, ale z dalszej lektury jej zaledwie kilku paragrafów wynika, że nie ma lekko. Tak dla kosztorysantów zmuszonych do stosowania obowiązujących katalogów norm, cenników robót i stawek kosztów ogólnych (w tym momencie czasowym pochodzących jeszcze z uchwały Prezydium Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów z 30 marca 1950 roku), jak i dla urzędników kancelarii premiera, zobowiązanych do opracowania zarządzenia w sprawie szczegółowych (tym razem) zasad i trybu ustalania cen jednostkowych na roboty, na które nie opracowano kosztorysów całkowitych lub częściowych, czyli niechybnie kolejnej drobiazgowej instrukcji.

 

Opisane uporządkowanie nie trwa jednak długo, szybko pojawia się szereg nowych przepisów. Dotyczą one zarówno zagadnień o charakterze bardziej ogólnym, jak kwestie przygotowania, prowadzenia i rozliczania inwestycji (lecz mającym istotny wpływ na kwestie kosztorysowania), jak również bardziej szczegółowych, dotyczących kosztorysowania w wybranych rodzajach budownictwa, np. zarządzenie Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z 22 kwietnia 1958 roku w sprawie zatwierdzenie normatywów kosztorysowych z zakresu budownictwa uprzemysłowionego (MP nr 36, poz.206). Cały też czas wprowadzane są permanentnie nowe cenniki; przykładem może być podpisane tego samego dnia inne zarządzenie Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z 22 kwietnia 1958 roku w sprawie zatwierdzenie cenników na roboty budowlane (ten sam MP nr 36, poz.207).

 

W międzyczasie karierę zaczyna robić w budownictwie, jako środek do podniesienia jego wydajności, pojęcie akordu (dla młodszych - akord to nie tylko termin muzyczny i model samochodu Honda, ale, wg Encyklopedii powszechnej, to system wynagrodzenia za pracę mierzoną ilością wykonanej produkcji lub stopniem wykonania normy pracy - czyli nie za samą obecność w miejscu zatrudnienia). Władza organizująca życie kosztorysantów nie zasypia gruszek w popiele. Liczące 18 załączników zarządzenie Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z 28 kwietnia 1958 roku (MP nr 36, poz. 208) wprowadzające jednolite cenniki cen akordowych na roboty budowlano-montażowe, poparte trzema zarządzeniami bardziej szczegółowymi i wykazem nakazanych do powszechnego stosowania Katalogów Norm i Cen Akordowych (KNiCA) pozwala na całe dwa lata zażegnać niebezpieczeństwo groźnego kryzysu, jaki niewątpliwie wybuchłby przy rozluźnieniu gorsetu przepisów kosztorysowych.

 

Dlaczego na dwa lata? Mimo, iż inflacja jest na przełomie lat 50-tych i 60-tych pojęciem klasowo obcym, można ewentualnie mówić o z góry zaplanowanych regulacjach cen, zawsze jednak zestawiając w gazetach ich minimalne wzrosty (dotyczące np. rzadko nabywanych gatunków kiełbasy z szokującą wprost obniżką cen lokomotyw parowych) regulacje te trzeba jakoś uwzględniać. Stąd potrzeba wydania w 1960 roku nowego zarządzenia Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych w sprawie ustalania jednolitych cenników cen akordowych (MP nr 28, poz.131) oraz jego okresowego nowelizowania. Zajmowały się tym różne osoby i instytucje, w 1961 roku zarządzenie nr 62 w sprawie zmian do cenników robót akordowych na roboty budowlano-montażowe wydał Przewodniczący Komitetu Budownictwa, Urbanistyki i Architektury (Dz.Bud. nr 3, poz.11), po 5 latach, 27 sierpnia i 26 września 1966 roku odpowiednie zarządzenia w sprawie zmiany cen akordowych powszechnie obowiązujących (jednolitych) na roboty budowlane, o nr 156 i 167, wydał ponownie Minister Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych. I one nie przetrwały długo, bowiem już od stycznia 1967 roku zaczęły obowiązywać nowe, wprowadzone zarządzeniem nr 220 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z 28 grudnia 1966 roku o analogicznym tytule (Dz.Bud. nr 6 z 1967 roku, poz.34), jednolite normy i ceny akordowe, wydane w osobnym, wcale nie cienkim, bo zawierającym 28 działów pogrupowanych w cztery części "Katalogu norm i cen akordowych", wprowadzone jako załącznik do w/w zarządzenia. Warto w tym miejscu zacytować treść swoistej preambuły do tego zarządzenia, w której zapisano, że jego wydanie stanowi realizację uchwały nr 213 Rady Ministrów z 13 czerwca 1961 w sprawie zasad i organizacji normowania pracy (MP nr 54 z, poz.235) i uchwały nr 254 Rady Ministrów z 30 lipca 1966 w sprawie zasad wynagradzania robotników zatrudnionych w przedsiębiorstwach budowlano-montażowych, realizujących w przeważającej części roboty ogólnobudowlane, a minister BiPMB przekonsultował jego treść z przewodniczącym Komitetu Pracy i Płac oraz z Zarządem Głównym Związku Zawodowego Pracowników Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych, co obrazuje, jak wiele instytucji dbało wówczas o zapewnienie godziwego poziomu wynagrodzeń pracowników zatrudnionych w bezpośredniej produkcji budowlanej.

 

Wspomniane zarządzenie obwiązywało aż całe cztery i pół miesiąca. W Dzienniku Budownictwa nr 8 z 1967 roku, pod poz. 54 ukazało się nowe zarządzenie nr 63 MBiPMB z 12 maja 1967 roku w sprawie zatwierdzenia katalogu jednolitych (powszechnie obowiązujących) norm i cen akordowych, a listę wprowadzonych wraz z nim do obowiązkowego stosowania 8 katalogów KNiCA i jednego CA, przedstawia poniższy wykaz

 

 

W niedługim czasie uzupełniono go zresztą pismem okólnym nr 20 MBiPMB z 24 lipca 1967 roku "w sprawie uzupełnienia wykazu części i działów jednolitego (powszechnie obowiązującego) katalogu norm i cen akordowych (Dz.Bud. nr 10, poz.76), o tom KNiCA nr 13 dla budownictwa wodnego i nowy, znacznie obszerniejszy tom CA dla robót elektromontażowych silnoprądowych.

 

 

CZĘŚĆ III
 

Wszystkie przytoczone w poprzedniej części felietonu przepisy zajmowały się wyceną robót budowlanych na poziomie agregacji odpowiadającej dzisiejszym szczegółowym i uproszczonym metodom kosztorysowania. Nie znaczy to oczywiście, że władza zrezygnowała z próby uproszczenia procedur wycenowych. Skoro można było bowiem bez przeszkód udać się do kiosku i za stałą cenę 50 groszy nabyć Trybunę Ludu, a nawet do sklepu mięsnego i, przy pewnej dozie fartu, kiełbasę zwyczajną za równie stałą cenę złotych 36, to dlaczego nie dałoby się podobnie zrobić z obiektami budowlanymi. Realizacją tego pomysłu był okólnik nr 19 MBiPMB z 7 lipca 1965 roku w sprawie uzgadniania kosztorysów dla budynków mieszkalnych, których projekty objęte są wojewódzkimi zestawami projektów, a następnie zarządzenie nr 103 MBiPMB z 28 maja 1966 roku w spraw ustalania i stosowania cen stałych dla budynków mieszkalnych objętych wojewódzkimi zestawami projektów (Dz.Bud. nr 11, poz.46). Nakazywało ono ustalanie cen tego typu budynków wyłącznie na podstawie stałych zatwierdzonych przez właściwego terenowo dyrektora zjednoczenia budownictwa cen katalogowych, wg wzorcowych "kart cen stałych budynków", opracowanych wg załączonej do tego zarządzenia instrukcji ich tworzenia.

 

Na kilka lat udało się więc w dużej mierze zamrozić ceny części budynków mieszkalnych, choć oczywiście istniała niekłopotliwa procedura zmiany ceny stałej, wystarczyło jedynie wniosek o zatwierdzenie nowej ceny przedłożyć w Departamencie Norm i Cen Ministerstwa Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych, za pośrednictwem Zjednoczenia Biur Projektów Budownictwa ogólnego, po uprzednim uzyskaniu pozytywnej opinii ze strony Biura Projektów Typowych i Studiów Budownictwa Miejskiego oraz uzgodnieniu z Wojewódzkim Zarządem Inwestycji Miejskich i właściwym terenowo oddziałem Centralnego Związku Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego.

 

Cóż, założę się, że pewnie uznacie Państwo opisywane koleje losu kosztorysowania za nudne i postawicie pytanie - czemu wymieniam tak szczegółowo wszystkie akty prawne jego dotyczące. Otóż nie, daleko nie wszystkie. Ba, nawet nie połowę. Przecież mógłbym opisać Państwu co zawierały np.:

  • zarządzenie nr 152 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 15 kwietnia 1965 r. w sprawie podstaw sporządzania kosztorysów na roboty budowlane i montażowe wykonywane po dniu 31 grudnia 1965 r. (Dz.Bud. nr 9, poz.26),

  • zarządzenie nr 153 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 15 kwietnia 1965 r. w sprawie stawek narzutów na normatywne koszty bezpośrednie oraz dodatkowych kosztów robót budowlanych i montażowych (Dz.Bud. nr 9, poz.27 z poźn.zm.),
  • zarządzenie nr 128 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 25 czerwca 1966 r. w sprawie średnich rejonowych dopłat z tytułu kosztów transportu zewnętrznego materiałów masowych dla celów kosztorysowania robót budowlanych i montażowych wykonywanych przez przedsiębiorstwa państwowe (Dz.Bud. nr 9, poz. 42 i z 1968r. nr 11, poz.57),
  • zarządzenie nr 59 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 25 kwietnia 1967 r. w sprawie trybu i zakresu prac związanych ze sporządzaniem danych wyjściowych oraz założeń kosztorysowych do części kosztowych projektów inwestycyjnych (Dz.Bud. nr 7, poz.48),
  • zarządzenie nr 28 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 31 maja 1968 roku w sprawie dodatków do cen kosztorysowych nowych robót budowlanych i montażowych wykonywanych w warunkach górskich zatwierdzenia normatywów kosztorysowych (Dz.Bud. nr 9, poz.32),
  • zarządzenie nr 39 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 5 lipca 1968 r. w sprawie zatwierdzenia normatywów kosztorysowych (Dz.Bud. nr 9, poz.36),
  • zarządzenie nr 26 Ministra Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych z dnia 1 czerwca 1970 r. w sprawie zmiany niektórych przepisów dotyczących sporządzania kosztorysów na roboty budowlane i montażowe (Dz.Bud. nr 8, poz.25).

 

Wtedy, oficerskie słowo honoru, bylibyśmy gdzieś blisko połowy interesujących nas aktów prawnych istniejących w końcu epoki sekretarza Władysława Gomółki. Z tym, że do oficerskich "słów honoru" też trzeba podchodzić z pewną rezerwą. Sam słyszałem w lecie zeszłego roku rozmowę, jaką prowadził z klientką szef jednego z biur podróży (może i niewielkiego, skoro sam szef wisiał na telefonie, ale za to do dzisiaj nie "upadniętego"). Na wątpliwości, czy aby w oferowanej miejscowości wczasowej nie ma plagi komarów, dał właśnie takie "oficerskie słowo honoru", że nie ma tam więcej niż dwa komary. Po czym zasłonił ręką słuchawkę i, nie krępując się mojej obecności, dodał "w każdym cm3 powietrza". A kiedy zażartowałem, że ja, na szczęście zakończyłem karierę armijną jako młodszy podoficer podchorąży, z rozbrajającym uśmiechem przyznał się, że on sam w ogóle od wojska się wymigał.
 

Ale opuśćmy już dekadę zastoju i zajrzyjmy może w czasy budowy drugiej Polski. Ze względu na ograniczenia objętościowe łamów "Buduj z Głową" zrobimy to jednak w następnym odcinku cyklicznym. Czyli najwcześniej za kwartał.