Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Korupcjusz?

Wszyscy narzekamy (bo mamy już tego dość) na nadmiar często zmieniających się sejmowych i rządowych wyrobów, nazywanych ustawami i rozporządzeniami. Chociaż w tym ogromie przepisowej wiedzy znajdujemy dwa, znane kosztorysantom, akty normatywne wydane jeszcze w 2004 r. a ciągle ważne, bo jakoś nikt ich nie aktualizuje. Są to oczywiście znane rozporządzenia związane z kosztorysowaniem inwestorskim i przedmiarowaniem robót w zamówieniach publicznych. Akurat w tym przypadku aktualizacja na pewno by się przydała, chociażby polegająca na wykreśleniu tekstów zbyt głęboko wchodzących w struktury poszczególnych czynników produkcji budowlanej. No bo jakie znaczenie ma dla autora kosztorysu inwestorskiego informacja o strukturze stawki jednostkowej robocizny? Tym bardziej, kiedy rozporządzenie oczekując opracowań w postaci wyłącznie uproszczonej, i ze swej mocy aktu normatywnego obligatoryjnego wręcz zabrania stosowania postaci szczegółowej. Ponadto ustala hierarchię pobierania cen jednostkowych robót budowlanych. Rodzi się pytanie - jakie w opisanej sytuacji ma znaczenie np. analizowana w rozporządzeniu stawka jednostkowa robocizny?
Przecież w § 3 rozporządzenia ustalającego metodologię kosztorysowania wyraźnie napisano, dodatkowo zachowując istotną, wyżej wspomnianą, hierarchię ważności źródeł z których należy pobierać ceny jednostkowe.

cyt.: „Przy ustalaniu cen jednostkowych robót należy stosować w kolejności:

1) ceny jednostkowe robót określone na podstawie danych rynkowych, w tym danych z zawartych wcześniej umów lub powszechnie stosowanych, aktualnych publikacji;

2) kalkulacje szczegółowe” kon. cyt.

Te podane wyżej ceny jednostkowe robót, rynkowe lub publikowane, to nic innego jak ceny w postaci uproszczonej, a więc zawierające wszystkie składniki struktury ceny kosztorysowej. Czasem nawet więcej, bo często można znaleźć informacje, że taka cena ujmuje dodatkowo koszty budowy i rozbiórki niezbędnych rusztowań.
Z takimi cenami mamy najczęściej do czynienia przy kosztorysowaniu modnych (okropnych, ohyda – a co, nie wolno?) ścian osłonowych. A więc występuje w tych cenach przypadek opisany w definicji ceny roboty podstawowej (cyt: definicja 7 roboty podstawowe - należy przez to rozumieć minimalny zakres prac, które po wykonaniu są możliwe do odebrania pod względem ilości i wymogów jakościowych oraz uwzględniają przyjęty stopień zagregowania robót kon.cyt.). Inna sprawa, że to przypadek opisany w definicji może zbyt lakonicznie, ale w końcu jednak opisany, a na wielu konferencjach i w publikacjach wyjaśniony.

 

Ten, najpewniej przydługi, wstęp umieściłem pragnąc podyskutować na temat sposobów obliczenia ceny robót, jakie nam aplikują w SIWZ inwestorzy publiczni.

Na jednej z konferencji ciechocińskich, w obecności prezesa Urzędu Zamówień Publicznych zgłosiłem następujący postulat:

„istnieje potrzeba (oczywiście moim zdaniem) ograniczenia swobody w ustalaniu sposobów obliczenia cen w przetargach o roboty budowlane, np. poprzez wprowadzenie do Pzp obowiązku rozgrywania przetargów na roboty budowlane w oparciu wyłącznie o ceny uproszczone”.

Odpowiedź Pana Prezesa była następująca:

„nie możemy ustawą ograniczać uprawnień inwestorów publicznych, którzy zgodnie ze standardami unijnymi są jedynymi uprawnionymi gospodarzami przetargów”.

Pomyślałem sobie: w Unii to tak sobie mogą gadać, ale u nas, gdy w łapownictwie mamy czołowe miejsce w świecie, to chyba nie.

 

Z tego powodu, prowadząc niedawno seminarium dla przedsiębiorców występujących w roli oferentów, swój wykład poprzedziłem taką inwokacją:

Z góry Państwa uprzedzam i oczywiście przepraszam, że z naszego spotkania nie wyjdziecie usatysfakcjonowani. Postaram się oczywiście udowodnić, że to naprawdę nie moja wina, tylko czy Wam ten mój dowód życie i pracę ułatwi? – wątpię (dodałem) i oczywiście serdecznie Państwu współczuję.

Po prelekcji słuchacze zaczęli pytać, a i narzekać, że większość inwestorów publicznych oczekuje (w SIWZ) ofert opracowanych metodą szczegółową. Tymczasem, wyjaśniali uczestnicy seminarium, opracowując tą metodą ofertę bardzo łatwo popełnić, w cudzysłowiu rzecz ujmując, „błąd” prowadzący do wykluczenia z przetargu. Bo przecież wiadomo, że te kaenery są takie, siakie i owakie. Na takie same roboty przewidują różne normatywy, czasem wprowadzone z błędami do baz programów kosztorysowych, więc w takiej sytuacji w oczekiwania inwestora utrafić bardzo trudno, a często nie jest to możliwe.
Ponadto opisy sposobu obliczenia ceny zamieszczane w SIWZ są przedziwne.
Chociażby takie, jak w przykładzie fragmentu z SIWZ opracowanego przez jednego ze stołecznych inwestorów:

cyt: „Obliczenie ceny oferty należy dokonać poprzez opracowanie szczegółowego kosztorysu ofertowego nakładczego, który winien zawierać ceny jednostkowe (tzn. wartość robocizny bezpośredniej, pracy sprzętu oraz wartość materiałów powiększone o koszty ogólne, zysk oraz koszty zakupu materiałów).
Kosztorys ofertowy nakładczy opracowany metodą szczegółową może być sporządzony w dowolnym programie komputerowym (np. Norma 3) lub ręcznie spełniającym powyższe wymogi.
Wykonawca wykona zestawienia robocizny bezpośredniej, pracy sprzętu oraz materiałów”
(kon.cyt.)

Oczywiście w powyższej cytacie porobiłem pewne skróty, pragnąc uwypuklić wyłącznie ewidentne nonsensy.
Przede wszystkim inwestor oczekuje opracowania jakiegoś kosztorysu „nakładczego”. Czy coś takiego na naszym rynku budowlanym jeszcze funkcjonuje? Ano funkcjonuje niestety, u niektórych!
Zacytowane oczekiwanie inwestora jest tym bardziej przedziwne, że przecież zgodnie z przepisami otrzymał kosztorysy inwestorskie w postaci uproszczonej. A w tych kosztorysach zgromadzono szereg cen rynkowych, czy z wydawnictw (publikowanych), a więc cen w postaci uproszczonej, których rozczłonkowanie zawartości na wszystkie czynniki produkcji budowlanej nie jest możliwe. Oczywiście w każdym z takich kosztorysów znajduje się część robót kalkulowanych via kaenery, ale najczęściej tylko pewna część. To po cóż mu zestawienia robocizny, materiałów i pracy sprzętu, których nie będzie mógł zweryfikować.

 

 

Dlaczego Minister ds. budownictwa, w opisanej metodologii kosztorysowania i przedmiarowania, nie oczekuje zestawień czynników produkcji budowlanej? Ano właśnie dlatego, że żąda cen przede wszystkim rynkowych, ewentualnie publikowanych, a nie kalkulowanych szczegółowo!
Jak ma w takiej sytuacji postąpić oferent, zmuszony przez SIWZ, do rozczłonkowania ceny np. ściany kurtynowej i innych składowych obiektu, w którym coraz więcej wyrobów firm specjalistycznych produkujących w warunkach fabrycznych elementy składowe i montujących te elementy siłami własnymi lub wyspecjalizowanych dilerów od czego jest uzależnione uzyskanie niezbędnej gwarancji. A oprócz ścian osłonowych mamy ceny rynkowe okien, drzwi, ślusarki ze stali nierdzewnej, kotłów centralnego ogrzewania, elementów wentylacji, klimatyzacji, nie wspominając o szeregu instalacji teletechnicznych. Jak te ceny rynkowe rozczłonkowywać na zestawienia czynników produkcji oczekiwane w SIWZ, przez inwestora i to stołecznego? Mój Boże, to co się dzieje na prowincji? Wprawdzie mamy jeszcze normę „kaenerowską” robocizny na wykonanie (zgodnie z TZKNC N-K/I t.13b-c.01) rekonstrukcji malarstwa ściennego – wykonanie projektów szkicowych – obiekt prosty – jedn. miary: obiekt - R = 3,33 r-g/obiekt, ale czy można tę czynność konserwatorską zaliczyć do robocizny kosztorysowej? Jest to spadek po peerelu, który zaplątał się do naszych baz programów komputerowych. Bo bywało, oj bywało, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy na pytanie o zawód można było usłyszeć odpowiedź: ja robotnik zajmujący się muzyką, ostatnio napisałem symfonię!

 

Jak łatwo, opierając się na opisanej wyżej SIWZ, dokonać wyboru umiłowanego oferenta. Bo nawet w przypadku formalnej skargi, złożona ze wspaniałych pań prawniczek KIO niewiele nam pomoże.
W tej sytuacji nie można uwolnić się od pytań, czy opisany inwestor publiczny to skończony matoł, czy nie daj Boże łapownik? No, może łagodniej i z łacińska – korupcjusz!