Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Nowy (lepszy?) rok

Nie tak dawno żegnaliśmy stary rok, był sylwester i zabawa, a tu już mija kolejny miesiąc nowego. Jaki będzie dla nas budowlańców, a co za tym pośrednio idzie - dla wszystkich Polaków, pewnie dowiemy się "niedługo", czyli pod koniec grudnia. Czy jednak możemy patrzeć na to co przed nami z optymizmem? Czas pędzi niemiłosiernie i choćby doba miała 48 godzin, to i tak nie zawsze na wszystko starcza czasu. Oby jeszcze długo brakowało tego czasu zważywszy na trudną sytuację na rynku pracy. Pozostaje zadać sobie pytanie, czy jest szansa na poprawę tego stanu rzeczy? Czy pracując w sektorze budowlanym można dziś liczyć na "zbicie wielkich kokosów", czy też - paradoksalnie - pracując więcej zarabiamy mniej lub tyle samo co rok, czy dwa lata temu przy mniejszym nakładzie czasu?

Wszystkie nurtujące mnie pytania sprawiły, że przystępując do działania w nowym roku postanowiłem sprawdzić na co można, przynajmniej teoretycznie, liczyć w nadchodzących miesiącach. Analizę którą przeprowadziłem oparłem na tym co najściślej związane z pracami budowlanymi, czyli na stawkach roboczogodziny z ostatnich dwóch lat, jakie wystąpiły na rynku budowlanym zarówno dla robót inwestycyjnych, jak i remontowych. Skorzystałem w tym miejscu z wydawnictw cenowych poznańskiego ORGBUD-Serwisu, z których korzystają współpracujący ze mną wykonawcy, a i ja sięgam po nie, gdy potrzebuję chociażby sprawdzić, czy nie "przestrzeliłem" gdzieś ceny sporządzając kosztorys. Równie dobrze każdy może przejrzeć swoje stare kosztorysy i porównać z tymi nowszymi, a wnioski, które otrzyma będą z pewnością bardzo podobne do tych, które wynikają z analizy przeprowadzonej przeze mnie. Ale do rzeczy.
Jak można się było od początku domyśleć, to co uzyskałem, a załączam poniżej na wykresie, nie napawa niestety optymizmem.

 

 

 

Jak wyraźnie widzimy na wykresie, o wzroście stawki robocizny możemy sobie chyba tylko pomarzyć, bowiem z kwartału na kwartał stawka ta jest coraz niższa. W ciągu dwóch lat stawki robocizny netto dla robót inwestycyjnych zmalały o 8%, a dla robót remontowych o 6,5%. Jeszcze większy spadek nastąpił w przypadku stawek robocizny brutto, bowiem o 10% dla robót inwestycyjnych i o 7% dla robót remontowych. Oznacza to, że poza spadkiem samej wartości robocizny wystąpił także spadek narzutów kosztów pośrednich i narzutu zysku - średnio o 3-4 punkty procentowe.
Zabawmy się w tym miejscu i policzmy o ile mniej dostaniemy pieniędzy przy inwestycji, na przeprowadzenie której potrzeba powiedzmy 8 000 godzin (dwa miesiące pracy dla 20 robotników). Mamy więc 23,30 zł/r-g x 8 000 r-g - 21,00 zł/r-g x 8 000 r-g = 18 400 zł.
Jakby nie patrzeć jest to kawał grosza.

 

Do niedawna można było także szukać i osiągnąć dodatkowy, całkiem niezły zysk na kosztach zakupu materiałów. Dziś sytuacja, podobnie jak we wcześniej opisanej sprawie, uległa radykalnej zmianie. Stosowany najczęściej standardowy wskaźnik w wysokości 10 do 15% pozwalał na wygospodarowanie dodatkowych pieniędzy. Obecnie, praktycznie wskaźnik ten nie przekracza 5%, a nie są odosobnione także przypadki stosowania zerowego. Inwestorzy doskonale zdają sobie sprawę, że materiały, kupowane w ilościach hurtowych przeważnie są dowożone na budowę przez producenta lub hurtownika (i w ten sposób w cenie materiału mamy zawarty koszt dowozu) i wręcz odrzucają oferty, gdzie dodatkowo doliczamy koszty zakupu materiałów. Rośnie również grono inwestorów, którzy sami dostarczają materiały, czy też urządzenia do wbudowania. Wszystko to powoduje, że całkowity koszt przedsięwzięcia budowlanego ulega obniżeniu, czyli uzyskujemy to na czym najbardziej zależy inwestorowi - jak najniższą cenę. Natomiast wykonawcy nie znajdują już w tym miejscu dodatkowego zarobku. Co sprytniejsi spróbują jeszcze zaoszczędzić w trakcie budowy wbudowując materiały w ilościach mniejszych od normatywnych (pokazanych w kosztorysach), o ile nie wiąże się to z obniżeniem jakości wykonanego dzieła, czy też nie stwarza sytuacji zagrożenia. Jeśli uda się, a w takim przypadku można mówić o dużym szczęściu - inwestycja jest wykonana, inwestor zadowolony, a wykonawca zyskał dodatkowe pieniądze ... Wszyscy przecież zdajemy sobie sprawę, że normatywy z KNR-ów w wielu miejscach są obecnie zbyt wysokie. Nowoczesne technologie produkcyjne sprawiają, że na budowę otrzymujemy towar w pierwszym gatunku, elegancko zapakowany i przywieziony w stanie nienaruszonym, o czym całkiem nie tak dawno mogliśmy tylko pomarzyć. To, i fakt przestrzegania reżimu wykonawczego na budowie sprawia, że jest dużo mniej odpadów materiałowych, a tym samym możemy zmniejszyć normatywy ich zużycia w stosunku do podanych w KNR-ach. Podobnie wygląda sprawa z czasem pracy (R i S). Jednak nie możemy uczciwie wykazać tego w kosztorysach, gdyż pod presją inwestora i tak będziemy musieli zastosować stawki poniżej naszych kosztów. Czy jednak taki mechanizm nie jest biczem, który kręcą na siebie sami budowlańcy? Przecież takie zachowania to samonakręcająca się spirala z ciągłą tendencją do zaniżania cen.

 

Istnieje też druga strona tego medalu. Zdaniem inwestorów powyżej opisana sytuacja świadczy o tym, że do niedawna stosowaliśmy zbyt wysokie normatywy zużycia, stawki i narzuty kosztów, skoro obecnie możemy pracować za mniejsze wynagrodzenie wykonując tę samą pracę. Ale jeszcze pewniej świadczy to o coraz mniejszej rzeszy zamawiających i problemach z pozyskaniem zlecenia.

 

Czy to wszystko oznacza jednak, że na rynku zostają najlepsi? Czy może tylko, że tacy którzy mają najprężniejsze zaplecze finansowe? A może po prostu zostają ci, którzy chcą przetrwać na rynku nawet za cenę pracy "po kosztach" i poniżej nich, wierząc że to tylko okres przejściowy? Jakie więc szanse mają w tej sytuacji nowe firmy, które dopiero próbują się wejść na rynek budowlany? Czy może dla nich jedynym rozwiązaniem jest stosowanie cen dumpingowych?

 

Te i wiele podobnych pytań nurtuje nas u progu tego nowego na pewno przełomowego dla Polski roku. Nie ulega wątpliwości, że będzie to z pewnością ciekawy rok - zmiana VAT-u na materiały budowlane, wejście Polski do Unii Europejskiej - praktycznie dla większości z nas jest wielką niewiadomą .... Oby dla jak największej ilości osób był to nie tylko interesujący, ale po prostu dobry rok.