Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Metoda szczegółowa...

Twórcom KNR-ów, najpewniej nawet się nie śniło, że ich normatywy w przyszłości będą służyć nie poprawnemu i dokładnemu obliczaniu cen kosztorysowych, a łapownictwu. Mało tego - szereg określeń, które w słowniku poprawnej polszczyzny świadczą o rzetelności - takich jak "szczegółowość" czy "dokładność", też może służyć uprawianiu tego haniebnego procederu. Dowodem na zasadność tych wręcz paradoksalnych twierdzeń są, obserwowane w przetargach o roboty w ramach zamówień publicznych, oczekiwania właśnie szczegółowości.
Sprawami, które trafiają ostatnio do mojej firmy, są prośby o pomoc składane przez tzw. odrzuconych. I nie są nimi, jak może się niektórym z Czytelników natychmiast skojarzyło - Niemcy (których rozstrzygnięcia zwycięzców II wojny, przemieściły za Odrę), a uczestnicy przetargów których organizatorzy tychże, odrzucają z powodu popełnienia błędów w obliczeniu ceny ofertowej.
A wszyscy dobrze wiemy, że faktycznym powodem odrzucenia oferenta, nie była chęć wybrania zwycięzcy idealnego, czyli niepopełniającego błędów, a jak wiadomo zupełnie inne, bardziej przyziemne powody.

 

Dlatego inwestor łapownik, przygotowując materiały przetargowe, kiedy chce ukierunkować końcowy rezultat przetargu na swego przyjaciela i dobrodzieja, najczęściej żąda złożenia ofert w postaci kosztorysów, opracowanych metodą szczegółową. Mało tego, zdarza się, że taki inwestor potrafi nawet przywoływać nieobowiązujące już przepisy rządowe dotyczące metod kosztorysowania, wymagające jego zdaniem właśnie takiego szczegółowego kalkulowania przez oferentów, nazywając te nieistniejące przepisy z uporem maniaka obligatoryjnymi!? Wszystko po to, aby później badając oferty móc znaleźć "błędy" w obliczeniach kosztorysowych niechcianego oferenta.

 

Cóż, inwestor publiczny w specyfikacji istotnych warunków zamówienia, może stawiać różne, przedziwne żądania, nawet powoływać się na nieaktualne przepisy, natomiast oferenci w pokorze, muszą te żądania spełniać, jeżeli nie chcą być odrzuceni z powodów formalnych. W jednym z moich felietonów zażartowałem sobie kiedyś, że inwestorzy mogą nawet zażądać występów na budowie co rano Placido Domingo, a przy okazji wyraziłem żal, że nie żądają np. prowadzenia ksiąg obmiarów robót.

 

W dalszym ciągu w materiałach przetargowych znajdujemy ignorowanie obowiązujących już od ponad 5-ciu lat metod kosztorysowania inwestorskiego w zamówieniach publicznych, jasno wyłożonych uprzednio w rozporządzeniu MSWiA z 26 lutego 1999 r. a obecnie w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury z 24 stycznia 2004 r.[1]!
O załącznikach nr nr 1, 2 i 3 MRRiB z 26 września 2000 r., też niewielu inwestorów publicznych słyszało![2]
Natomiast koronne, korupcjogenne żądanie przedstawienia oferty w postaci kalkulacji opracowanej metodą szczegółową, spotykamy w specyfikacjach nadzwyczaj często.
I potem czytamy w wyjaśnieniach dlaczego ofertę odrzucono. A, że w kilku pozycjach kilkuset-pozycjowego kosztorysu, oferent nie ujął... Jezus, Maria proszę uważnie posłuchać... materiałów pomocniczych. A czy musiał? Wcale nie musiał!
Albo w poz. 55 w składniku robocizna przyjął normę 0,143 r-g/jedn. zamiast 0,144 r-g/jedn. No tak, ale może ten odrzucony nieszczęśnik korzystał z KNR-W, natomiast wybraniec wiedział, że należy użyć KNR wydanego przez firmę "Paradowski spółka niegłupia wydanie XXXVII" - ha?!
Tymczasem już od wielu lat, nawet w niegdysiejszych metodach rządowych wydanych chyba jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych[3], zafunkcjonowały dwie równoprawne metody kosztorysowania - uproszczona i szczegółowa.
I funkcjonują dalej, nawet w tym już dziś nieaktualnym, żyjącym bardzo króciutko, bo od 2 października 2001r. do 12 grudnia 2001r. rozporządzeniu MRRiB z dnia 13 lipca 2001r. (trzynastego, nomen omen!), też mieliśmy te dwie metody zapisane jako równoprawne.
No tak, ale oferent składając kosztorys opracowany metodą uproszczoną, nie ma "szans" popełnienia błędów, bo przecież komputer w mnożeniu i dodawaniu raczej się nie myli. No to jak ma ten inwestor, miłośnik szczegółowości, znaleźć powód do odrzucenia oferty, kiedy jeszcze cena tego przewidzianego do odrzucenia oferenta jest niższa, od ceny proponowanej przez przyjaciela i dobrodzieja?
Szanowny Oferencie, przyszły i potencjalny, mając to wszystko na uwadze, - kiedy zauważysz w kolejnej specyfikacji istotnych warunków zamówienia żądanie złożenia oferty w postaci kalkulacji szczegółowej, to wal z tym prościutko do prokuratora! Tylko czy ten pan prokurator będzie wiedział, o co to chodzi? Przyjmie papiery, poduma, a potem umorzy postępowanie z powodu niskiej szkodliwości społecznej czynu.
Bo na biegłych, to biednej prokuratury raczej nie stać.
A panowie inwestorzy publiczni, uspokojeni tym faktem, zatarłszy uprzednio łapki usmarowane korupcją, przystąpią do przygotowania następnej specyfikacji istotnych warunków zamówienia (oj istotnych, ale wyłącznie dla nich) żądając - czego?
Kto domyślny - niech pomyśli!

 

 

 

[1] przyp. red. - Dz.U. nr 18, poz.172
[2] przyp.red. - rozporządzenie wprowadzające do stosowania wymienione załączniki przestało obowiązywać 02 marca br.
[3] przyp. red. - Zarządzenie nr 21 Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa z dnia 07 grudnia 1988r. w sprawie metod kosztorysowania obiektów i robót budowlanych