Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Prawo zamówień publicznych - dywersja dla finansów publicznych?

Po dziesięciu latach obowiązywania, 18 razy zmienianej ustawy o zamówieniach publicznych, w przeddzień wejścia do Unii Europejskiej, w pośpiechu z udziałem lobbystów uchwalono nową ustawę nazwaną szumnie "Prawem zamówień publicznych".

 

Każdy kto dobrze zna poprzedni przepis, jego genezę, oraz analizował zmiany tego przepisu musi zauważyć, że Prawo zamówień publicznych jest prymitywnym plagiatem obecnej ustawy, a innowacyjność tego przepisu wynika z chciwości lobbystów oraz niezaspokojonych ambicji autorów nowego przepisu.

 

Tworząc ten przepis, w imię dostosowania polskiego prawa do prawa unijnego:

  1. nie uwzględniono uwarunkowań polskiego rynku, który w dalszym ciągu ma charakter pierwotnego rynku kapitalistycznego, zdominowanego przez jednostki nastawione na korzyści osobiste;

  2. nie oceniono fachowości, staranności i możliwości organów kontroli finansów publicznych. Nie zauważono, że gros doniesień o naruszeniu ustawy o zamówieniach publicznych i przestępstwach popełnianych na tym polu, grzęźnie w biurkach prokuratorów, prezesów, ministrów. Trud kontrolerów jest marnotrawiony przez polityków, leni i ignorantów.
  3. nie skorzystano ze statystyk komisji dyscypliny finansów publicznych przy regionalnych izbach obrachunkowych. Statystyki te są jednoznaczne. Z 16-punktowego katalogu wykroczeń przeciwko ustawie o finansach publicznych dominują wykroczenia przeciwko ustawie o zamówieniach publicznych (40-50% wszystkich wykroczeń).
  4. nie uwzględniono uwag osób uczestniczących w przetargach publicznych, zgłaszających je w czasie rozpraw w Urzędzie Zamówień Publicznych, publikowanych w środkach masowego przekazu, zgłaszanych osobiście Prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych. Praktycy ustawy wskazywali na patologię niektórych przepisów wykonawczych do ustawy, a szczególnie dotyczące robót budowlanych, przestrzegali przed różnego rodzajami lobbystami.

Konsultację nowej ustawy prowadzono na najwyższym szczeblu, ze szczególnym uwzględnieniem lobbystów.

 

Z lektury "Prawa zamówień publicznych" można odnieść wrażenie, że autorzy nowego przepisu brną w tym samym gruncie, co ich poprzednicy. Z uporem maniaka wracają do rozwiązań skompromitowanych przez praktykę, kurczowo trzymają się lobbystów, w tym autorów przepisów wykonawczych dotyczących najdroższego przedmiotu przetargu.
W świetle powyższych uwag, rewelacyjne są innowacje zawarte w nowej ustawie, a mianowicie:

  1. zrównanie przetargu ograniczonego z przetargiem nieograniczonym, podwyższeniu rangi przetargu ograniczonego do przetargu "podstawowego". Dotychczas głoszono, że przetarg nieograniczony, do którego może przystąpić każdy zdolny do zrealizowania zamówienia jest spełnieniem zasady powszechności. Nie trzeba było też tłumaczyć zamawiającym, że jest to tryb dla zamawiającego najkorzystniejszy, gdyż uzyskuje możliwości wyboru z większej grupy. Zrównując przetarg ograniczony z przetargiem nieograniczonym oraz wpisując do ustawy przesłanki, którymi ma się kierować zamawiający wybierając ten tryb, wypaczono sens tego trybu przetargu (ograniczonego). Jeżeli inspiracją do zrównania przetargu ograniczonego z przetargiem nieograniczonym było, że przez minione 10 lat zamawiający nie korzystali z tego trybu - to była to zła motywacja. Przetarg ograniczony zawsze funkcjonował w praktyce zamówień publicznych, a jego celem było niedopuszczenie do udziału w przetargu oferentów niepożądanych. W obecnym brzmieniu ten tryb przetargu (ograniczony) staje się uprawnieniem zamawiającego do selekcji oferentów.

  2. zwycięzcą przetargu może być jedyny oferent. Dotychczas jedyny oferent, aby wygrać musiał zadbać o "zająca", który wypełniał wymóg "dwóch". Nieprawdą jest, że na rynku nie ma oferentów zdolnych do realizacji zamówienia publicznego. Prawdą natomiast jest, że na rynku mamy nadwyżkę podaży w każdej dziedzinie. To, że do przetargu nie przystępują oferenci, obciąża po części autorów ustawy o zamówieniach publicznych, którzy zaczęli korzystać z Internetu. Zachwyceni przesyłaniem w ten sposób informacji nie uwzględnili, że duża jeszcze grupa zamawiających i bardzo duża grupa "małych" oferentów nie ma dostępu do Internetu. Stworzenie z ustawy o zamówieniach publicznych straszaka dla zamawiających, spowodowało, że duża ich część w obawie zarzutu złamania ustawy, nie zaprasza do udziału w przetargu (po jego formalnym ogłoszeniu) znanych sobie oferentów. Bardzo złym rozwiązaniem było propagowanie przez autorów ustawy ustalenia wartości zamówienia po uprzedniej jego kategoryzacji wg klasyfikacji statystycznych. Prawo zamówień publicznych również tego dylematu nie rozstrzyga, gdyż zawarty w nim przepis w dalszym ciągu jest zawiły i niejednoznaczny. Wprowadzając możliwość wyboru spośród jednej oferty nie uwzględniono, że w warunkach polskich otworzono śluzę, która zniszczy sens przetargu.
  3. zamawiający przed otwarciem ofert, będzie zobowiązany ogłosić ile pieniędzy przeznacza na realizację zamówienia;
    grozę budzi projekt załącznika do rozporządzenia w sprawie kosztorysu inwestorskiego, w którym zapisano sposób ustalenia wynagrodzenia za prace projektowe. Tak jak przy robotach budowlanych zaprezentowane wskaźniki nie miały przełożenia na cenę ofertową, tak będzie z ceną za projekt budowlany. Autorzy tych rewelacyjnych wskaźników nie uwzględnili, że w Polsce praktycznie nie ma już biur projektowych, przez co jakość opracowań projektowych jest niska i za taką jakość zamawiający ma płacić tak wysoką cenę?
    Podobne trudności występują w ustaleniu przez zamawiającego ceny za usługi nietypowe, co w świetle przytoczonego przepisu spowoduje konieczność kupowania usług w postępowaniu "negocjacje" i co wydłuży czas wykonania usługi i podroży koszt przetargu.
  4. zamawiający ma obowiązek odrzucenia oferty z "rażąco niską ceną".
    Pomysł ten wiele razy usiłowali wprowadzić do ustawy poprzednicy i nigdy nie mogli znaleźć uzasadnienia takiego rozwiązania. Autorzy Prawa zamówień publicznych wpisując tę dyrektywę do ustawy zapisali obszerną procedurę badania powodów zgłoszenia w ofercie ceny "rażąco niskiej". W świetle zapisów ustawy każde uzasadnienie ceny będzie poddane subiektywnej ocenie konkurentów, a zamawiający z obawy zarzutu złamania ustawy, zrezygnuje z "okazyjnego" zakupu.

 

Niezrozumiały jest też pomysł autorów Prawa zamówień publicznych do podziękowania za pracę dotychczasowym arbitrom i skompletowanie nowej listy. Z oceny ustawy Prawo zamówień publicznych wynika, że nauczenia się przez arbitra nowej ustawy będzie bardzo łatwe. Nauczenie się Prawa zamówień publicznych przez osoby, które zatkną się z tym przepisem po raz pierwszy, będzie bardzo trudne. Czy w warunkach zapaści finansów publicznych warto będzie szkolić na koszt podatników nowych arbitrów?

 

Na ocenę całokształtu nowej ustawy jest za wcześnie. Uwagi sformułowane w powyższym wystąpieniu są odruchem bezwarunkowym osoby wyczulonej na patologiczne zachowanie osób, które powinny być uczciwe.

 

Warszawa, dnia 04 marca 2004 r.