Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Bezpieczne miejsce pracy w świetle danych GUS

Za oknem samochodu zimno, raz pada śnieg, raz deszcz z wolna zamarzający na jezdni. Idealna pogoda na posiedzenie w domu przy gorącej herbacie, z kotem na kolanach. Jeszcze jeden zakręt w prawo, potem wiadukt i będę już widział upragnione ciepłe i bezpieczne miejsce odpoczynku. Samochód wjeżdża pod dobudowywaną część estakady na górze i widzę człowieka stojącego okrakiem na rurach szalunku i próbującego w wychyleniu jedną dłonią dokręcić jakiś element drugą mając zaciśniętą na podporze szalunku. Założone szelki, mające chronić przed upadkiem z wysokości, przekonują smutnie wiszącym zaczepem o swojej obecnej nieskuteczności. Zwalniam zastanawiając się nad konsekwencjami ześlizgnięcia się dłoni tego człowieka z mokrej podpory. Czy, jeśli prawa grawitacji okażą się dla niego łaskawe, to uda mu się również przeżyć bez szwanku spotkanie z moim zderzakiem? Przejeżdżam powoli pod konstrukcją przyszłego wiaduktu. Kilka metrów nade mną widzę zmęczoną twarz zziębniętego człowieka spieszącego się, by przed końcem zmiany dopiąć ostatnie klamry. Nie mogę z niej wyczytać, czy sam podjął takie ryzyko, czy też wykonuje czyjeś nieprzemyślane polecenia.

Długa, ciężka praca w zimnie skutecznie otępia i redukuje zdolności do analizy poziomu ryzyka. Także „zimowe” środowisko pracy jest mniej tolerancyjne dla błędów człowieka. Nieostrożny krok, który w lecie zakończyłby się jedynie lekkim zachwianiem równowagi, na śliskim, mokrym podłożu może mieć dużo poważniejsze skutki, a stres i pośpiech zawsze potęgują ryzyko. Na szczęście, sytuacje podobne do opisanej wyżej można zauważyć coraz rzadziej. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba zdarzeń wypadkowych systematycznie maleje; z roku na rok o jeden - dwa punkty procentowe, mimo iż samo zatrudnienie przez ostatnie 10 lat - z małymi fluktuacjami wynikającymi z koniunktury gospodarczej - systematycznie wzrasta. Jeszcze bardziej cieszy to, że w okresie ostatnich 5 lat nastąpił również ponad 40% spadek liczby wypadków śmiertelnych, a liczba wypadków ciężkich zmniejszyła się o 20%. Niestety, zauważalny jest wzrost liczby kobiet w ogólnym rachunku poszkodowanych w wypadkach, co związane jest z coraz większym udziałem kobiet w rynku pracy. Dotyczy to praktycznie wszystkich sfer gospodarki, także budownictwa, w którym jeszcze kilkanaście lat temu trudno było znaleźć kobiety bezpośrednio uczestniczące w procesie budowlanym; dziś normą jest ich obecność wśród kadry inżynieryjno-technicznej.

Dane o zdarzeniach wypadkowych GUS zbiera ze sporządzonych statystycznych kart wypadku – jeden poszkodowany – jedna rejestracja zdarzenia – jeden wypadek, niezależnie od tego czy w następstwie danego zdarzenia została potem wykazana niezdolność do pracy. W tej liczbie odnotowywane są zarówno wypadki pracowników zatrudnionych na podstawie umów o pracę, jak również wykonujących „usługi” w oparciu o umowy zlecenia, umowy o dzieło, czy też prowadzących działalność gospodarczą jako jednoosobowe podmioty. Oczywiście statystyki GUS nie uwzględniają tych sytuacji, w których poszkodowani lub firmy ich zatrudniające z różnych względów nie ujawnili zdarzenia wypadkowego, bądź to z uwagi na nieznaczny uraz, bądź obawę o utratę zatrudnienia, albo z powodu zagrożenia sankcjami ze względu na wykonywanie pracy w szarej strefie.

Najwięcej wypadków miało miejsce w firmach zajmujących się przetwórstwem przemysłowym, handlem oraz w opiece medycznej. Budownictwo na szczęście straciło swoją dotychczasową trzecią pozycję, którą wstydliwie świeciło w statystykach jeszcze w 2011 roku. Jednak dla rzetelnego zobrazowania stanu bezpieczeństwa w danej branży gospodarczej koniecznym jest posłużenie się współczynnikiem wypadkowości, który porównuje bezwzględną liczbę wypadków w danej gałęzi gospodarki z liczbą osób w niej zatrudnionych – przelicza się go w odniesieniu do 1000 pracujących. I tu zauważyć można, że w przemyśle budowlanym współczynnik ten zmniejsza się regularnie, a w ciągu ostatnich czterech lat obniżył się całkiem znacznie, z wartości 6,58 do 5,14. To pozwoliło na przesunięcie sektora budowlanego z miejsca na podium w tym niechlubnym rankingu za inne sektory gospodarki, tzn. górnictwo (współczynnik 8,96), produkcję leśną i rolną (7,42), pozostające zawsze w czołówce przetwórstwo przemysłowe (7,7), jak również opiekę zdrowotną (8,51) i działalność w zakresie usług administrowania (5,62). Można zatem na podstawie danych statystycznych z 2014 roku uznać, że widoczna poprawa bezpieczeństwa w budownictwie nie wynikała li tylko z braku koniunktury na rynku i zmniejszenia zatrudnienia na skutek kryzysu, ale była związana z realnym wzrostem poziomu ochrony życia i zdrowia pracujących. Lepszy dostęp do rozwiązań technicznych, szersza edukacja, więcej świadomości w zakresie istniejących zagrożeń wśród pracowników i sposobów ochrony przed nimi, programy społeczne i kampanie medialne przyniosły widać zakładane rezultaty. Nie wszystko jednak wygląda tak różowo. Nadal co czwarty wypadek ze skutkiem śmiertelnym ma miejsce na budowie, nadal co szósty poszkodowany w ciężkim wypadku, często powodującym stan niezdolności do pracy w zawodzie, to pracownik budowlany. A przecież wypadki w budownictwie to zaledwie 14. część wszystkich zanotowanych zdarzeń wypadkowych. Niestety, wysoki odsetek przypadków ciężkich i śmiertelnych wynika bezpośrednio z warunków środowiska pracy na budowach. Nieubłaganej w swej konsekwencji i obecnej na każdym rusztowaniu, pomoście czy drabinie siły grawitacji doświadcza co piąty poszkodowany robotnik, bądź samemu stanowiąc poruszający się obiekt, bądź będąc celem dla innych przedmiotów pokonujących przestrzeń w pionie. Szybujący z kilkunastu metrów człowiek ma niewiele szans na zachowanie życia. Spadający z wysokiego rusztowania kilkukilogramowy element potrafi rozbić każdy, nawet najlepszy i najdroższy kask miażdżąc kręgosłup i wbijając głowę pracownika głęboko między jego ramiona. Do tego dochodzi obsługa urządzeń i narzędzi ręcznych na placu budowy, a więc kontakt z ostrymi krawędziami, uderzenia wystającymi i poruszającymi się częściami maszyn, zmiażdżenia i przygniecenia. Takie zbyt bliskie spotkania z maszynami stanowiło w ubiegłym roku co trzecią przyczynę powstania urazu. Na szczęście systematycznie zmniejsza się odsetek wypadków związanych z porażeniami prądem elektrycznym. Lepsza i tańsza instalacja zabezpieczana wyłącznikami różnicowoprądowymi oraz szczelne, odporne na wilgoć elementy połączeń dają widać wymierne efekty.

Analiza danych prowadzi również do wniosku, że przyczyną ponad połowy wypadków jest nieprawidłowe zachowanie pracownika. Nie przyczyny techniczne, nie zła organizacja pracy a właśnie czynnik ludzki, pracowniczy – nagminne lekceważenie przyjętych na budowach zasad, ignorowanie znaków, stref niebezpiecznych, niestosowanie środków ochrony indywidualnej, bezmyślność i niefrasobliwość. I, co ważne, a czego nie pokazują statystki tylko wynika z szeregu zbadanych indywidualnie przypadków, zachowanie pracujących prowadzące do wypadku jest pochodną rozkojarzenia i pewnej bezmyślności działania niezwiązanej bezpośrednio z bieżącym wykonywaniem poleceń przełożonych.

Od wielu lat daje się także zauważyć w sprawozdaniach GUS, że liczba zdarzeń wypadkowych w budownictwie rozkłada się względnie równomiernie w poszczególnych przedziałach wiekowych pracowników. Natomiast korelując ilość zaistniałych wypadków ze stażem pracy danego pracownika w konkretnym przedsiębiorstwie można dostrzec, że ponad połowa poszkodowanych pracowała w danej firmie nie dłużej niż 3 lata, a jedna trzecia wszystkich ujawnionych zdarzeń miała miejsce w pierwszym roku pracy. Rzecz jasna należy wziąć poprawkę na panującą w branży budowlanej rotację pracowników między firmami i ktoś z wieloletnim stażem jako zbrojarz w danym przedsiębiorstwie, ulegając wypadkowi będzie postrzegany akurat jako „nowy” pracownik. Logicznym jednak się wydaje, że prawdopodobieństwo udziału w zdarzeniu wypadkowym „nowego” pracującego, nieprzyzwyczajonego do standardów firmy i specyfiki wykonywanych przez nią robót, będzie większe niż w przypadku robotników z kilkuletnim stażem.

Statystyka w naszym społeczeństwie jest często postrzegana jako zło konieczne, jako układ słupków i krzywych używanych do tłumaczenia posunięć aktualnie sprawującego władzę rządu. Jednak za liczbami zbieranymi przez Główny Urząd Statystyczny kryją się również ważne informacje o tym, czego nie udaje nam się osiągnąć, co kuleje i co można poprawić. Z pewnością z perspektywy przedsiębiorcy mało ważnym wyda się okoliczność, że współczynnik wypadkowości w województwie śląskim jest o 1,2 punktu procentowego większy niż w sąsiednim regionie, jednak już informacja, jaki czynnik zabija pracowników na budowach, które prace należą do tych najniebezpieczniejszych i do której grupy należą pracownicy najbardziej narażeni na ciężkie urazy, ma już praktyczne i wymierne znaczenie. Pozwala skoncentrować się przedsiębiorcy na rzeczach najważniejszych z punktu widzenia zabezpieczenia pracowników przed wypadkami – dobrych szkoleniach, dobrych instrukcjach i procedurach, dobrze sprawowanym nadzorze. Dlaczego na tym a nie na problemach technicznych i usterkach urządzeń?, bo z danych GUS wynika, że ponad połowa wypadków miała swoje przyczyny w nieodpowiednich zachowaniach pracowników.