Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

4.000.000 karteczek miesięcznie, czyli jak wspierać polski przemysł drzewny i papierniczy

Walkę z problemem „umów śmieciowych” deklarowały kolejne rządy i opozycyjne partie polityczne, wypisując to hasło na sztandarach wyborczych i rozprawiając o konieczności przekucia idei w konkretne rozwiązania w studiach telewizyjnych i radiowych. Zamiar bowiem wydawał się szlachetny, jednak ubranie koncepcji w precyzyjne normy i mechanizmy wciąż wydawało się odległe. Wszakże przeciwnicy tej idei niczym młotem miażdżyli wszelkie pomysły argumentem o nadmiernej ingerencji w swobodę umów i powołując się na prawa ekonomii. Być może jeszcze długo kryterium wolności gospodarczej ścierałoby się z interwencjonizmem państwa zmierzającym do stworzenia mechanizmów bezpieczeństwa dla obywateli, jednak nadszedł czas „dobrej zmiany” i koncepcja została przyodziana w konkretne normy na wzór pracowniczy.

Ustawodawca wprowadził do systemu prawnego pojęcie „minimalnej stawki godzinowej[1], która jest zdefiniowana jako minimalna wysokość wynagrodzenia za każdą godzinę wykonania zlecenia lub świadczenia usług, przysługująca przyjmującemu zlecenie lub świadczącemu usługi. Natomiast przez „przyjmującego zlecenie” przepis nakazuje rozumieć:

- osobę fizyczną wykonującą działalność gospodarczą, o ile nie zatrudnia do tej działalności pracowników lub własnych zleceniobiorców, albo

- osobę fizyczną niewykonującą takiej działalności,

jeśli osoby te pracują na podstawie umów, do których stosuje się przepisy, o których mowa w art. 734 i art. 750 Kodeksu cywilnego na rzecz przedsiębiorcy w rozumieniu przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej albo na rzecz innej jednostki organizacyjnej, w ramach prowadzonej przez te podmioty działalności.

Taki przepis nie przyczyni się do zauważalnego wzrostu obciążeń finansowych dla firm budowlanych, z analizy rynku wynika bowiem, że stawki za godzinę pracy na budowie, także przy prostych niewymagających kwalifikacji pracach, przekraczają znacznie magiczną barierę 12 złotych, nawet jeśli zarobki pracujących nie są w pełni ujawnione na listach płac lub wystawianych przez zleceniobiorców rachunkach. Efektem zmian będzie niestety rozrost „papierologii”, jaką do umów zlecenia będą musiały przedsiębiorstwa tworzyć.

Pierwsza rzecz to pilnowanie, by w umowach zlecenia i umowach o świadczenie usług wykonywanych przez przyjmującego zlecenie lub świadczącego usługi, do których stosuje się przepisy art. 750 Kodeksu cywilnego, wysokość wynagrodzenia była ustalona w taki sposób, aby stawka wynagrodzenia za każdą godzinę pracy nie była niższa niż wysokość minimalnej stawki godzinowej ustalonej zgodnie z ustawą. Oprócz tego ustawodawca dodatkowo zastrzegł również, że w przypadku, jeśli wysokość wynagrodzenia ustalonego w umowie nie zapewni przyjmującemu zlecenie otrzymania za każdą godzinę pracy wynagrodzenia w wysokości co najmniej minimalnej stawki godzinowej, zleceniobiorcy przysługiwać będzie jednak wynagrodzenie w wysokości obliczonej z uwzględnieniem aktualnie obowiązującej na podstawie ustawy minimalnej stawki godzinowej. Został zatem tu stworzony trochę inny mechanizm niż przy umowach o pracę, w których wartość wynagrodzenia określona w umowie o pracę nie musi być corocznie waloryzowana do wysokości kwoty minimalnego wynagrodzenia – tam liczy się bowiem przede wszystkim wysokość wypłaconej kwoty. Przy umowach zlecenia, oprócz zapewnienia wypłaty odpowiednio wysokiej stawki godzinowej, przedsiębiorca musi także już w umowie ustanowić tę stawkę w wysokości nie mniejszej niż minimalna stawka godzinowa wynikająca z ustawy. Aby nowelizacja przepisów okazała się skuteczna, parlament, zmieniając ustawę o minimalnym wynagrodzeniu, dodał przepis penalizujący dokonywanie wypłaty wynagrodzenia za godzinę pracy w wysokości mniejszej niż określona minimalna stawka. Za wykroczenie to będą ścigać przedsiębiorców i osoby działające w ich imieniu inspektorzy pracy Państwowej Inspekcji Pracy wymierzając mandaty od 1000 do 2000 złotych lub kierując sprawy do sądu, przed którym mogą domagać się nałożenia kary nawet do 30.000 złotych.

Ponieważ ustawodawca nakazał, aby wynagrodzenie pracującego na podstawie umowy zlecenia lub innej umowy o świadczenia usług, do której stosuje się przepisy art. 750 k.c., nie było niższe niż iloczyn minimalnej stawki godzinowej i faktycznej liczby godzin pracy przy realizacji usługi, firmy będą musiały niestety przechowywać całą dokumentację związaną z ewidencjonowaniem godzin pracy każdego zleceniobiorcy. A czasami też tworzyć, prowadzić i przechowywać, bowiem w myśl nowych przepisów strony będą zobowiązane do określania w umowie zlecenia sposobu potwierdzania liczby godzin wykonywania umowy przez pracującego. W razie braku przedmiotowych ustaleń w umowie przyjmujący zlecenie lub świadczący usługi będzie zobowiązany w terminie poprzedzającym termin wypłaty wynagrodzenia do przedkładania „w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej” (pisownia oryginalna) informacji o liczbie godzin wykonywania zlecenia lub świadczenia usługi. Jeśli sama umowa została zawarta ustnie, przedsiębiorca albo inna jednostka organizacyjna będą przed rozpoczęciem wykonywania zlecenia obowiązane do potwierdzenia przyjmującemu zlecenie w formie pisemnej, elektronicznej lub dokumentowej ustaleń dotyczących sposobu potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia, a w przypadku braku takiego potwierdzenia - złożenie informacji o godzinach pracy będzie obciążać zleceniobiorcę. Oczywiście, w razie wspólnego wykonywania umowy zlecenia przez kilka osób potwierdzanie liczby godzin pracy winno nastąpić odrębnie w stosunku do każdego pracującego. Firmy powinny nastawić się również na powiększenie przestrzeni magazynowej na dokumenty papierowe, dyskowej na dokumenty elektroniczne i telefonicznej na SMS’y, gdyż gromadzenie dla każdego zleceniobiorcy „dokumentów określających sposób potwierdzania liczby godzin wykonywania zlecenia (…) oraz dokumentów potwierdzających liczbę godzin wykonywania zlecenia” będzie należało do obowiązków przedsiębiorcy, na rzecz którego realizowane są przedmiotowe zlecenia. Dokumentację trzeba będzie przechowywać przez całe trzy lata.
Ustawa przewiduje, rzecz jasna, wyjątki od obowiązku prowadzenia ewidencji godzin pracy zleceniobiorców. Trudno jednak będzie wpasować tam umowy zawierane przez firmy budowlane, gdyż rezygnacja z „papierologii” będzie możliwa tylko w przypadku:

- umów, w których o miejscu i czasie wykonania zlecenia będzie decydował zleceniobiorca, a jego wynagrodzenie będzie miało wyłącznie formę prowizyjną,

- umów związanych z prowadzeniem rodzinnego domu pomocy, rodziny zastępczej, rodzinnego domu dziecka, umów o sprawowanie opieki nad grupą osób lub osobami podczas wypoczynków lub wycieczek i tym podobnych.

Jak widać możliwości zastosowania uników są praktycznie żadne. Nawet jeśli ktoś pomyślałby nad puszczeniem samopas grupy remontowej wedle zasady „niech robią, byle do tego dnia zrobili i dobrze zrobili”, to koncepcja rozbija się o wynagrodzenie prowizyjne, które z natury swej i wedle definicji ustawy jest uzależnione od wyników „takich jak liczba zawartych umów, wartość zawartych umów, sprzedaż, obrót, pozyskane zlecenia, wykonane usługi lub uzyskane należności”.
Dobrą wiadomością chyba nie jest również to, że operację mnożenia dokumentacji do każdej z zawartych umów zlecenia będziemy powtarzać w cyklu miesięcznym. Wynika to z przepisu, który stanowi, że w przypadku umów zawartych na czas dłuższy niż 1 miesiąc, wypłaty wynagrodzenia w wysokości wynikającej z wysokości minimalnej stawki godzinowej dokonuje się co najmniej raz w miesiącu. I od tej zasady także nie będzie wyjątków. Miesiąc w miesiąc – ewidencja, skoroszyt, potwierdzenie wypłaty, deklaracje ZUS, skoroszyt, półka… ewidencja, skoroszyt, potwierdzenie wypłaty, deklaracje ZUS, skoroszyt, półka…

Dla mniejszych firm nie będzie to oczywiście koniec świata. Ogarnięcie kilku dokumentów więcej, nie spowoduje pewnie wzrostu ciśnienia u przedsiębiorcy ani opłaty w biurze rachunkowym. Gorzej jednak będą miały firmy większe, które sezonowo wspomagają się dużą ilością umów o świadczenie usług. Tam rozrost buchalterii będzie niestety widoczny. Co prawda rynek budowlany ma swoje stałe ceny za pracę w poszczególnych regionach i dodatkowe obowiązki nie powinny zmienić struktury zatrudnienia, ale biorąc pod uwagę dodatkowe problemy z naliczaniem od umów zlecenia składek ZUS nie możemy się dziwić, jeśli nastąpi delikatna wędrówka w kierunku zamiany umów zlecenia na umowy o dzieło. Choć może wygra podejście pragmatyczne i zleceniobiorcy będą wystawiać oświadczenia o liczbie przepracowanych godzin w takim wymiarze, by podzielona przez nie umówiona kwota „za robotę” dawała właściwy wynik wartością nie mniejszy niż minimalna stawka za godzinę pracy. Jeśli do tego dojdzie, a tak można przypuszczać znając pragmatyzm polskich pracowników budowlanych, to faktycznie zmianę ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę można będzie uznać za próbę wspierania rodzimej produkcji papieru.

 

 

 

 

 

[1] USTAWA z dnia 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz.1265, z dnia 17.08.2016)