Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Z życia kosztorysanta - czyli jak nazwać i rozliczyć „te roboty”?

Zegar cały czas tyka i nikogo z nas nie oszczędza, tyle że z upływem lat w pracy zawodowej jedni popadają w tak zwaną rutynę, a inni ponoć zdobywają doświadczenie. Z uwagi na fakt, iż ostatnio spotkałem się z pewnym specyficznym podejściem do wyceny niektórych czynności roboczych, zmuszony byłem dokonać swojego rodzaju rachunku sumienia, gdyż z takim podejściem jeszcze nigdy się nie spotkałem, a jak się okazało – po tym rachunku sumienia kosztorysuję od 29 lat. Niedługo będzie okrągła rocznica.
 

Zakładając, że w ciągu tych prawie trzydziestu lat nie wpadłem w rutynę, to za każdym razem, gdy spotykam się z czymś nowym w kosztorysowaniu, usiłuję to dokładnie przeanalizować. Czytelnikom BzG nie muszę wspominać, że od 2004 roku trudno mówić o czymś w kosztorysowaniu nowym – no może poza ostatnio bardzo popularnym tematem „BIM-u” i „kosztów cyklu życia”. Jednak przyjdzie mi Państwa zaskoczyć, bo niniejszy felieton nie będzie tego dotyczył.
 

W jednej z ostatnich moich wypowiedzi – tj. „Paper endures all” (patrz – BZG 1/2017) analizowałem elementy składające się na koszty budowy oraz ich podział, i tendencję przenoszenia elementów kosztów pośrednich do robót podstawowych, a co za tym idzie kosztów bezpośrednich. Koszty bezpośrednie bowiem zawsze muszą być związane z poszczególnymi czynnościami roboczymi niezbędnymi do wykonania roboty budowlanej, przy czym należy pamiętać, iż w ich ramach występują koszty robót podstawowych i tymczasowych.
 

Przed opisaniem i analizą konkretnej sytuacji bardzo ważne jest ustalenie statusu prawnego - w tym przypadku zaplanowanych robót remontowych, które mają być wykonane dla wspólnoty mieszkaniowej. Nie będą miały więc zastosowania postanowienia ustawy z dnia 29 stycznia 2004 roku Prawo zamówień publicznych (tekst jednolity Dz.U. z 2017 r. poz.1579) oraz rozporządzeń wykonawczych do przywołanej ustawy. Oznacza to de facto pełną dowolność, ale oczywiście w ramach ogólnie przyjętych zasad i standardów kosztorysowania.
 

Co mnie tak bardzo zdziwiło? Przedmiot zamówienia wydawałoby się bardzo prosty – remont klatek schodowych wraz z wylaniem warstw wyrównawczych w korytarzach piwnicznych i komórkach lokatorskich. W kosztorysie inwestorskim na życzenie inwestora, prócz wszelakich robót podstawowych ujęte zostały także koszty robót tymczasowych i prac towarzyszących. Zdecydowana większość robót tymczasowych to rozmaitego rodzaju zabezpieczenia, demontaż i ponowny montaż elementów wyposażenia na ścianach, mycie po robotach malarskich etc. – czyli roboty o małym, a nawet znikomym wpływie na końcową wartość kosztorysową, z jednym wyjątkiem. Wyjątek ten stanowił czas pracy pracowników wykonawcy związany z wynoszeniem, wnoszeniem, przenoszeniem do miejsca tymczasowego składowania, czy też zgodnie z życzeniem lokatora wyniesieniem do kontenera na gabaryty dobytku zgromadzonego w komórkach lokatorskich oraz zalegającego gruzu. Oczywistym jest bowiem, iż bez tej czynności roboczej nie ma możliwości wykonania remontu (wylania warstw wyrównawczych szlicht) posadzek, a skoro wspólnota ma zamiar powierzyć tę czynność wykonawcy, to ma do tego pełne prawo. Jak to się potocznie mówi – kto płaci ten wymaga.
 

Do dalszej analizy konieczne jest przytoczenie definicji robót podstawowych i tymczasowych zawartych w „Polskich standardach kosztorysowania robót budowlanych” wyd. SKB 2005, notabene w treści zgodnych z definicjami znajdującymi się w rozporządzeniach Ministra Infrastruktury z 2004 roku, tj.:

roboty podstawowe – minimalny zakres prac, które po wykonaniu są możliwe do odebrania pod względem ilości i wymogów jakościowych oraz uwzględniają przyjęty stopień zagregowania robót;

roboty tymczasowe – roboty, które są projektowane i wykonywane na potrzeby wykonania robót podstawowych, nie są przekazywane zamawiającemu i są usuwane po wykonaniu robót podstawowych.

 

Jak do tej pory wszystko brzmi dobrze, więc można by zapytać w czym tkwi problem? Otóż, inspektor nadzoru weryfikujący kosztorys inwestorski i przedmiar robót zażądał, by … w przypadku robót tymczasowych (red: w domyśle również prac towarzyszących) zawartych w kosztorysie inwestorskim nie naliczać do poszczególnych pozycji kosztorysowych narzutów kosztów pośrednich i zysku. Wielokrotnie spotkałem się już ze stosowaniem różnych narzutów dla poszczególnych działów, czy pozycji kosztorysowych oraz próbą nieuznawania kosztów pośrednich i zysku (szczególnie przy rozliczeniach ubezpieczonych szkód), ale z takim przypadkiem zetknąłem się po raz pierwszy. Pomijam już fakt, iż nie wszystkie zakwestionowane roboty możemy wrzucić do wspólnej szuflady zwanej robotami tymczasowymi, gdyż nie spełniają one literalnie definicji (np. demontaż i ponowny montaż skrzynek na listy, tablic ogłoszeń, etc., który to moim zdaniem jest jak najbardziej robotą podstawową).
 

Zajmę się więc chyba najbardziej dyskusyjną czynnością roboczą – czyli wcześniej wspomnianą pracochłonnością związaną, krótko powiedziawszy – z przygotowaniem frontu robót dla wykonania remontu posadzek w komórkach lokatorskich. Po głębszym zastanowieniu, sam mam właściwie problem z zakwalifikowaniem tych czynności roboczych do konkretnej szufladki robót podstawowych, czy tymczasowych. Jeśli już to skłaniałbym się do zakwalifikowania ich jako prace towarzyszące lub wręcz usługi. Dla przypomnienia – zgodnie z definicją zawartą w § 14 ust. 2 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 2 września 2004 roku w sprawie szczegółowego zakresu formy i dokumentacji projektowej, specyfikacji technicznych i odbioru robót budowlanych oraz programu funkcjonalno-użytkowego (nie obowiązującego w przypadku przedmiotowego zamówienia) prace towarzyszące są to prace niezbędne do wykonania robót podstawowych niezaliczane do robót tymczasowych.
 

Jak więc prawidłowo wycenić przedmiotową czynność roboczą, co do której inwestor na podstawie analizy indywidualnej i przewidywanej czasochłonności przyjął stosowne założenia i wyraził je w roboczogodzinach pracy? Czy należy, jak to sugeruje inspektor nadzoru, usunąć dla tej pozycji kosztorysowej narzuty kosztów pośrednich i zysku? A może wszystko usunąć z kosztorysu i rozliczyć na zasadach odrębnych jako usługę – czego nikt zresztą w tym przypadku nie zaproponował?
 

Rozwiązań jest przynajmniej kilka, przy czym, moim zdaniem, rozwiązanie polegające na rozliczeniu tych robót poprzez przemnożenie stawki roboczogodziny kosztorysowej netto (bez narzutów) przez pracochłonność jest zdecydowanie nieprawidłowe. Taki sposób rozliczenia nie został przewidziany ani w przepisach dotyczących kosztorysu inwestorskiego w zamówieniach publicznych (tu nieobowiązujących), ani w powszechnie przyjętych standardach kosztorysowania, określonych m.in. w przywołanych wyżej „Polskich standardach..” oraz w „Metodach kosztorysowania robót budowlanych” wyd. Wacetob i PZiTB 2008.
 

Biorąc pod uwagę, że kosztorys inwestorski służy do szacowania wartości robót będących przedmiotem zamówienia, oraz fakt, iż całość robót będzie zlecona jednemu wykonawcy i wykonywana będzie przez jeden skład roboczy, nieuzasadnione jest doliczanie do części robót narzutów, a do części robót nie. Wartość kosztorysu inwestorskiego powinna być jak najdokładniej zbliżona do spodziewanych ofert, a na rynku robót remontowych wykonawcy składający oferty nie stosują takiego podziału. Dodatkowo podkreślić należy, iż większość z omawianych czynności roboczych generuje po stronie wykonawcy nie tylko koszty bezpośrednie, ale również jak najbardziej koszty pośrednie. Trudno też nie wliczyć do tych pozycji zysku (w którym skalkulowane jest także ryzyko wykonawcy – rozliczenie ryczałtowe), który w ofertach będzie oczywiście naliczony. Takie „oszczędzanie” w kosztorysie inwestorskim oczywiście nie będzie miało żadnego przeniesienia na cenę ofertową, a co za tym idzie będzie wypaczało jego wartość w stosunku do rynkowej wartości zamówienia.
 

Jednym z możliwych rozwiązań jest przyjęcie dla czynności roboczych, których wycena jest oparta na rzeczywistej pracochłonności, stawek roboczogodziny brutto (z narzutami) opartych na rzeczywistych kosztach pracy w sektorze budowlanym. Dane takie publikowane są m.in. w Ogólnopolskiej Bazie Cen w Budownictwie INTERCENBUD, gdzie w komentarzu czytamy, cyt.:

„1) Prezentowane przez nas prognozowane ogólnopolskie stawki robocizny kosztorysowej oraz wskaźniki narzutów obliczono zgodnie z zasadami metodycznymi opracowanymi przez prof. dr Zofię Bolkowską, w oparciu o dane GUS.

2) Ważne: publikowanych przez nas stawek nie należy przyjmować do kosztorysów opracowywanych metodą szczegółową na podstawie KNR bez zmodyfikowania wartości normatywnych, gdyż technologia, a co za tym idzie i nakłady robocizny w dawnych KNR nie odpowiadają dzisiejszym realiom.”

 

Dane z rynku dla stawki roboczogodziny brutto (z narzutami), publikowane m.in. w zeszytach IRS (stawki robocizny i ceny pracy sprzętu) Sekocenbud, mogą być stosowane do cyt.: „rozliczeń finansowych z tytułu wykonania usług, tj. robót budowlanych bez wartości materiałów”.
 

W ostatnim cytacie pada magiczne słowo „usługa”. A może w tym przypadku przedmiotowe roboty wyłączyć z kosztorysu inwestorskiego i przedmiaru robót, potraktować je jako usługę i osobno wycenić w zestawieniu kosztów? Oczywiście, co za tym idzie roboty te byłyby wydzielone z ewentualnego kosztorysu ofertowego i traktowane jako rozliczenie usługi, a nie roboty budowlano-remontowe. W tym przypadku raczej niekorzystnie dla zamawiającego mogą się kształtować kwestie rozliczenia podatku VAT, gdyż nie dla wszystkich usług będzie obowiązywała preferencyjna stawka podatku w wysokości 8%. Specjalistą ds. podatkowych oczywiście nie jestem, ale tu już zapaliło mi się ostrzegawcze żółte światło (zwane przez piratów drogowych „zielonkawym”), gdyż w takim przypadku prawdopodobnie wykonawca będzie zmuszony naliczyć 23% podatku VAT w tej części zamówienia.
 

Pamiętając o tym, iż zamówienie będzie realizowane poza zamówieniami publicznymi, należy się zastanowić, czy roboty towarzyszące i prace tymczasowe powinny być ujmowane w kosztorysie inwestorskim? Odpowiedź nie jest wcale taka prosta i wśród kosztorysantów na pewno spotkamy się z różnymi zdaniami. Jedno jest pewne – jeżeli będziemy poruszali się poza obszarem zamówień publicznych, to nie ma w tym zakresie żadnych regulujących tę kwestię i bezwzględnie obowiązujących aktów prawnych – możemy jedynie mówić o ogólnie przyjętych zasadach kosztorysowania. Jedną z nich jest – iż kosztorys na roboty budowlane powinien obejmować tylko roboty budowlane, a nie usługi, bądź też dostawy, które powinny być zsumowane z robotami w osobnym dokumencie – np. zestawieniu kosztów. Jeżeli dojdziemy więc do wniosku, że część z czynności roboczych jest typową usługą, to powinniśmy je wydzielić z kosztorysu na roboty budowlane. Jeżeli taka usługa dodatkowo jest „obarczona” inną stawką podatku VAT, to z uwagi na kwestie podatkowe będziemy musieli ją wydzielić z kosztorysu na roboty budowlane.
 

Powyższe rozważania dotyczą zamówień poza sektorem finansów publicznych. W przypadku, gdyby zastosowanie miała ustawa Prawo zamówień publicznych, kwestia rozliczenia robót tymczasowych czy też prac towarzyszących byłaby zupełnie inna, choć wcale nie można powiedzieć, że prostsza. Ale o tym napiszę w jednym z kolejnych felietonów.