Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Nauka latania

Choć pierwszy model powstał już w 1917 roku, a prace nad kolejnymi konstrukcjami rozpoczęły się na dobre po II wojnie światowej, i mimo że mamy już od kilkunastu lat XXI wiek, w codziennym użyciu pojazd ten wciąż nie występuje. Widzieliśmy go wielokrotnie na ekranach telewizorów i w kinie, z tym że towarzyszył on głównie bohaterom filmów z gatunku science-fiction. To co jednak w filmach wygląda naturalnie i funkcjonuje bez zarzutu, a przy tym jest niby łatwe do zrobienia, w warunkach rzeczywistych jest często bardzo trudnym lub wręcz niemożliwym do osiągnięcia. Okazuje się jednak nie po raz pierwszy, a i z pewnością nie ostatni, że znajdą się śmiałkowie, którzy z nierealnego stworzą coś rzeczywistego, a wtedy nowe pokolenia będą się dziwiły, że tak późno wdrożono w codzienne życie jakiś zdawałoby się prosty pomysł. O jakiej konstrukcji będzie mowa? Otóż w dzisiejszym artykule przyjrzymy się pojazdom mechanicznym przystosowanym zarówno do ruchu drogowego, jak i lotniczego, czyli samochodom latającym. Któż z nas nie marzy by wsiąść do samochodu-samolotu, którym ominiemy uliczne korki, a karetka pogotowia niemalże lotem błyskawicy będzie na miejscu wypadku i udzieli pomocy poszkodowanym? A może przyleci po nas taksówka? Zastosowania można by mnożyć. Generalnie, w dzisiejszych zakorkowanych miastach każdy pojazd, który przyspieszy poruszanie się między miejscami, jest mile widziany. A skoro każdy, to dlaczego nie wytyczyć dróg powietrznych pomiędzy lub ponad budynkami? Czy latający samochód przejmie rynek, którego wartość szacuje się na ponad 100 miliardów dolarów? Czy pisząc CV do pracodawcy wpiszemy (lub takie będą wymagania), że mamy licencję pilota samolotowego? Czy czeka nas rewolucja komunikacyjna? Pomni, jak trudno wdrażane są nowe technologie (chociażby elektryczny samochód), należy sądzić, że będziemy mieli do czynienia z ewolucją i stopniowym wchodzeniem do "cywila" konstrukcji jeżdżąco-latających. Sceptycy powiedzą, że są dostępne awionetki, helikoptery, które znakomicie sprawdzają się w małym transporcie lotniczym. Tego też zbyt wiele nie ma, a cóż jednak począć w przypadku, gdy mamy złą pogodę? Ww. konstrukcje są dosłownie uziemione i muszą czekać na polepszenie warunków atmosferycznych. Dla latających samochodów to żaden problem; gdy zmienimy tryb na samochodowy, burza nam nie przeszkodzi w kontynuowaniu podróży, a po niej... tryb samolotowy i lecimy .
 

Kiedy takie samochody pojawią się na większą skalę, z pewnością i my budowlańcy znajdziemy zastosowanie dla tego typu wehikułów. Wyobraźmy sobie inspektora nadzoru/ kierownika budowy, który korzystając z "odlotowego" pojazdu mógłby otoczyć opieką większą liczbę budów. Ekipy remontowe/ pogotowia technicznego bardzo szybko dotarłyby na miejsce awarii. A gdybyśmy zapomnieli jakiegoś towaru na budowę, autonomiczny samochód-samolot dowiózłby go nam wprost z hurtowni, a naszym zadaniem byłoby tylko kliknięcie w odpowiednią aplikację na smartfonie. A gdyby tak całą dostawę towaru na budowę obsłużyły latające pojazdy? Aby się o tym przekonać, przejdźmy do konkretów i konstrukcji, które mają być w sprzedaży już w tym roku.

W przypadku latających samochodów musimy uwzględnić przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa i przepisy zarówno dla ruchu lądowego, jak i dla ruchu lotniczego. Na pierwszy ogień weźmiemy konstrukcję, którą będzie można nabyć pod koniec bieżącego roku. Trójkołowiec zaprojektowany przez holenderską firmę PAL-V spełnia wszelkie normy ruchu drogowego i lotniczego w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych. Kierowca/ pilot oprócz prawa jazdy musi jednak posiadać licencję pilota, którą można uzyskać w klubach lotniczych na całym świecie. Dostępne będą dwa modele Liberty Sport i Liberty Pioneer. Konstrukcja firmy PAL-V to wiatrakowiec: do przodu porusza się za pomocą niewielkiego śmigła umieszczonego z tyłu pojazdu, a u góry zamontowano wirnik, który zapewnia lot w powietrzu. Jego łopaty są składane, a czas transformacji pomiędzy samochodem a samolotem wynosi od 3 do 5 minut. Nie musimy do tego posiadać żadnych narzędzi, gdyż proces składania i rozkładania łopat wirnika i śmigła odbywa się automatycznie, podobnie jak zmiana konfiguracji kokpitu. Dzięki kompaktowej długości 4 m, szerokości 2 m i wysokości 1,7 m zaparkujemy takim pojazdem dosłownie wszędzie. Do startu i lądowania potrzebuje prostego odcinka drogi o długości zaledwie 60 m. W pojeździe wykorzystano efekt autorotacji, dzięki któremu w awaryjnych sytuacjach spadanie powoduje obroty wirnika, przez co powstaje siła nośna umożliwiająca spokojne i bezpieczne opadanie. Rozpędzenie pojazdu do 100 km/h zajmuje mniej niż 9 sekund; w powietrzu może poruszać się z prędkością około 190 km/h, a na lądzie około 160 km/h. Zasięg w powietrzu to około 400 km. Cena pierwszego modelu wyniesie około 1.250.000 zł, drugiego 2.100.000 zł. W tej cenie ujęte mamy przeszkolenie. Producent podaje też, że konstrukcja jest cichsza i zdecydowanie łatwiejsza w pilotażu od helikoptera. Niestety na "pokład" tego pojazdu wejdą tylko dwie osoby. Masa pustego wiatrakowca wynosi 664 kg, a masa startowa 910 kg. Pojemność zbiornika paliwa (benzyna bezołowiowa) to 100 dm³.

 

 

Okazuje się, że i nasi południowi sąsiedzi (Słowacy) inwestują w latające samochody. Na ubiegłorocznych targach Monaco Auto Show zaprezentowali piątą generację AeroMobila Flying Car. Podobnie jak w przypadku PAL-V, słowacki pojazd w pełni przystosowany jest do ruchu drogowego i powietrznego poprzez składane skrzydła i tylne śmigło. Czas zmiany samochodu w samolot jest porównywalny z powyższym i wynosi około 3 minuty. Pojazd w kształcie łezki wykonano z kompozytów. W locie napędza go turbodoładowany dwulitrowy silnik spalinowy w układzie bokser o mocy 300 KM. Podczas jazdy po drodze do napędu wykorzystano układ hybrydowy z silnikiem elektrycznym o mocy 110 KM. Samochód jest długi na 5,9 m, szeroki na 2,2 m i wysoki na 1,5 m. Ładowność użyteczna wynosi 240 kg. Zasięg w powietrzu ma wynieść około 750 km, przy zbiorniku paliwa na 90 dm³ bezołowiowej benzyny. Maksymalna prędkość pojazdu na drodze to 160 km/h, a w powietrzu 360 km/h. Podczas jazdy AeroMobil będzie korzystał z unikalnego systemu szklanego kokpitu, z ustawieniem wyświetlacza znanym osobom z branży lotniczej. Zintegrowane wyświetlacze cyfrowe pokażą niezbędne informacje dotyczące działania samochodu w pojeździe, a po starcie płynnie przekształcą się w doskonały system wyświetlania do użytku w trybie samolotowym.
Samochód będzie co prawda dostępny w 2020 roku, ale można go już zamawiać. Cena oscyluje między 1,2 a 1,5 miliona euro...
 

To może teraz coś zaproponuje firma znana głównie z budowy samolotów? Podczas ubiegłorocznych targów samochodowych w Genewie przedstawiono wspólny projekt Airbusa z włoską firmą Italdesign. Pop-up to póki co koncept, a główną różnicą w stosunku do ww. pojazdów jest jego autonomiczność. Zadaniem podróżujących będzie wybranie jedynie trasy, a specjalnie zaprojektowany system sam zdecyduje, czy pokonać ją na lądzie czy w powietrzu. Podstawę latającego samochodu stanowić ma kapsuła, wokół której obudowane są kolejne elementy. W zależności od potrzeb mogą to być cztery koła lub cztery wirniki przypominające te z dronów. Z kolei, gdy użytkownik będzie chciał pokonać naprawdę długi dystans, zespół kapsuł ustawi się na torach i będzie przemieszczać się tak jak pociąg. Koncepcja Pop-up'a ma działać w trendzie car sharingu; pojazd przyjedzie do nas, gdy wezwiemy go przez aplikację. Kapsuła z włókna węglowego ma długość 2,6 metra, wysokość 1,4 metra i szerokość 1,5 metra i przekształca się w miejski samochód podłączając się do modułu naziemnego, który ma podwozie z włókna węglowego i jest zasilany z akumulatora. W przypadku podróży w miejscach o dużym natężeniu, kapsuła podłączana jest do modułu powietrznego o wymiarach 5 na 4,4 metra, napędzanego przez osiem przeciwbieżnych wirników. W takiej konfiguracji Pop-Up staje się miejskim samosterowanym pojazdem lotniczym. Gdy pasażerowie dotrą do celu, moduły powietrzne i naziemne z kapsułą autonomicznie wracają do dedykowanych stacji ładowania, aby poczekać na kolejnych klientów. Póki co to koncepcja, ale połączenie sił firmy Italdesign (świadczącej usługi w zakresie projektowania, inżynierii i produkcji dla branży transportowej, aż po końcowe testy i homologację oraz wsparcie dla rozpoczęcia produkcji i projektowania kompletnych modeli biznesowych) z Airbusem, który jest światowym liderem w dziedzinie aeronautyki, kosmosu i powiązanych usług, powinno dać pozytywne efekty.
 

Amerykanie nie zostają w tyle. Założona w 2006 roku przez pięciu absolwentów Massachusetts Institute of Technology firma Terrafugia pierwszy prototyp latającego samochodu o nazwie Transition opracowała w 2009 roku, drugi w 2012, a w 2019 roku ma on trafić do produkcji. Latanie Terrafugia Transition będzie wymagać normalnej, sportowej licencji pilota. Transition ma ładowność na poziomie 225 kg i zmieści maksymalnie 2 osoby. Przewidywana cena to około 300.000 dolarów. Cztery lata później ma się pojawić ich pierwszy latający samochód pionowego startu TF-X o zasięgu 800 km i prędkości przelotowej 320 km/h. Na pokład będą mogły wejść 3 osoby. Będzie to całkowicie elektryczny pojazd z funkcją pionowego startu i lądowania (VTOL) i sterowanym komputerowo lotem. Będziemy potrzebowali tylko prawa jazdy na poruszanie się po drogach. Do startu i lądowania niezbędna będzie przestrzeń o średnicy około 30 metrów. Właśnie technologia pionowego startu i lądowania ma stać się w przyszłości dominującą w tego typu pojazdach. Pod koniec 2017 r. firma Terrafugia została przejęta przez chiński holding Geely będący globalną grupą motoryzacyjną, która jest właścicielem kilku znanych międzynarodowych marek motoryzacyjnych (w tym ex-szwedzkiego Volvo), prowadzących swoją działalność począwszy od badań, rozwoju i projektowania, po produkcję, sprzedaż i serwis. W ten sposób połączono doświadczenia z branży lotniczej (helikoptery) z branżą samochodową, nadając nowe tempo rozwojowi projektu.
 

Ciekawy projekt ma zamiar wdrożyć w życie japońska Toyota. Dzięki jej wsparciu grupa Cartivator pracuje nad pojazdem SkyDrive, który ma odpalić olimpijski znicz podczas letnich igrzysk olimpijskich w Tokio w roku 2020. Pojazd ten ma 2,9 m długości, 1,3 m szerokości, 1,1 m wysokości. Jest trójkołowcem, który pomieści jedną osobę i wyposażony jest w cztery automatycznie rozkładające się śmigła. Inwestycja koncernu motoryzacyjnego w SkyDrive to nie przypadek. Toyota, będąca głównym sponsorem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, obrała sobie za cel popularyzację swoich nowatorskich technologii. SkyDrive docelowo ma poruszać się z prędkością 150 km/h na szosie oraz 100 km/h w powietrzu. Konstrukcja ma wznosić się na wysokość około 10 m. Po debiucie na igrzyskach olimpijskich, pojazd ma być skierowany do pierwszej sprzedaży konsumenckiej w roku 2023, a produkcja na dużą skalę ma nastąpić po 2030 roku. Toyota, znana ze swojej innowacyjności, przeznaczy ponad 9,3 miliarda dolarów na nowe technologie, które na dzień dzisiejszy mogą wydawać się dziwacznymi. Prezes Toyoty Takeshi Ichiyamada stwierdził, że "Sprawy nie posuną się naprzód, jeśli poczekasz i dostarczysz pieniądze, tylko wtedy, gdy technologia będzie gotowa"...
 

Przeprowadzona w ubiegłym roku analiza firmy Frost & Sullivan (firma świadcząca usługi partnerstwa na rzecz rozwoju przedsiębiorstw) zatytułowana "Przyszłość latających samochodów w latach 2017-2035", przewiduje, że w ciągu najbliższych pięciu lat co najmniej 10 firm wprowadzi na rynek latające pojazdy. A co za tym idzie, wprowadzone zostaną nowe usługi biznesowe, jak loty widokowe, nadzór powietrzny, dostarczanie pomocy drogą powietrzną, taksówki powietrzne, wynajem latających samochodów klientom.
 

Projektanci i architekci budowlani już teraz mogą przygotowywać się do projektów budynków umożliwiających przycumowanie latającej taksówki, jej swobodne lądowanie i start... A to dopiero początek inwestycji i nowych umiejętności i zawodów, które będą konieczne, gdy rynek latających samochodów rozprzestrzeni się i staną się one pojazdami „dla ludu”. I jak widzimy, i kierownika i inspektora nadzoru da się ekspresowo dostarczyć na budowę. Z większymi ładunkami póki co będzie problem, ale to na pewno szybko się zmieni i ani się obejrzymy, a nad nami będą przelatywać samochody pełne cegieł....