Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Siedem sążni wody i sześć mułu stóp, czyli sztuka przeżycia w wykopie (część II)

Prace ziemne praktycznie są nieodłączną częścią każdej budowy. Dom jednorodzinny, blok, wieżowiec z podziemnym garażem, autostrady i inne drogi szybkiego ruchu – żaden inwestor lub generalny wykonawca nie ucieknie przed wykopami. A te w przypadku wysokich lub „ciężkich” konstrukcji będą głębokie i skomplikowane, zwłaszcza w miastach, gdzie ziemia nie jest zwykle dziewicza, a skrywa stare piwnice, kanały, dawne instalacje wodne i kanalizacyjne, cieki wodne i kurzawki.
Takie niespodzianki skutkują znacznie zwiększonym ryzykiem dla pracowników. Oczywiście każdy przedsiębiorca przed rozpoczęciem prac budowlanych powinien sporządzić stosowną dokumentację projektową robót ziemnych, w której uwzględni dane o ukształtowaniu terenu i jego warunkach wodnych i opis dotychczasowego przeznaczenia miejsca prac, dokona oceny stanu przyległych budynków i ich fundamentów, dróg oraz innych konstrukcji, rozpozna i naniesie na plan usytuowanie i rodzaj przebiegających w rejonie robót instalacji i urządzeń podziemnych – wodociągowych, kanalizacyjnych, cieplnych, gazowych, telekomunikacyjnych i elektrycznych. Zorientowanie się w przebiegu instalacji w pobliżu budowy ma naprawdę ważne znaczenie i to nie tylko z uwagi na zagrożenia, jakie niesie ze sobą nagle uwolniona z tych instalacji energia, ale też same koszty naruszenia spójności każdej z takich instalacji mogą wielokrotnie przewyższyć ewentualny zysk, na jaki liczy wykonawca. Powinien zatem podjąć wszelkie starania, by udało mu się uniknąć ewentualnych szkód materialnych. Prawidłowo sporządzona dokumentacja wraz z Planem BIOZ będą stanowić podstawę do opracowania szczegółowej instrukcji bezpiecznego wykonywania robót, która to już krok po kroku powinna określić sposób wykonywania prac i ich kolejność, zagrożenia, jakie mogą w trakcie robót wystąpić, sposoby zapobiegania ich powstawaniu oraz wymagane zachowania pracowników w razie zagrożenia ich życia lub zdrowia, albo wystąpienia awarii.
 

Instrukcja ta jest podstawową procedurą, według której pracownicy powinni pracować, a kierujący nimi wydawać polecenia. Jest niczym plan działania, którego założenia będą gwarantować bezpieczne zakończenie pracy i którego przestrzegania powinni skrupulatnie pilnować kierujący robotami. Niestety nawet najdoskonalszy plan, nawet najbardziej precyzyjna procedura nie zabezpieczą pracujących przed utratą zdrowia lub życia, jeśli ich postanowienia będą ignorowane. Dlatego też pierwszą i zasadniczą sprawą przed wpuszczeniem pracowników na budowę jest zapoznanie ich z przygotowaną pod ten konkretny plac budowy instrukcją bezpiecznego wykonywania pracy. Ma to zwłaszcza znaczenie przy robotach ziemnych, bo obok pracy na wysokości należą one do najniebezpieczniejszych prac w budownictwie, nie tylko z uwagi na możliwość przysypania pracownika, co bardzo często kończy się śmiercią, ale także z uwagi na obecnie dość powszechne wykorzystywanie ciężkiego sprzętu, z którym ewentualna interakcja pracownika kończy się zwykle mało szczęśliwie dla tego ostatniego. Nadzorujący zatem musi rzetelnie przypilnować organizacji pracy, sprawdzić wszystko przed przystąpieniem do robót, a następnie regularnie kontrolować. Musi sprawdzić stan sprzętu po wcześniejszym zapoznaniu się - choć z grubsza - z instrukcją obsługi urządzeń, które będą pracować pod jego nadzorem. Musi oznaczyć strefy, w których praca ciężkich maszyn będzie wykonywania tylko pod specjalnym nadzorem z uwagi na konieczność zachowania bezpiecznych odległości od miejsc, w których przebiegają instalacje wodociągowe, kanalizacyjne, elektryczne, gazowe lub centralnego ogrzewania. No i regularnie - i w miarę często - musi kontrolować „naocznie” rozwój sytuacji, bo niestety stan bezpieczeństwa na budowie nie jest constans, może się zmieniać z godziny na godzinę.
 

Szczególną uwagę nadzorujący zwrócić musi na składowanie urobku w pobliżu wykopów, pracę sprzętu w granicach naturalnego klina odłamu ziemi, zabezpieczenia ścian wewnątrz wykopów i na obecność barier ograniczających dostęp do jego krawędzi u góry. Gdy wykop osiągnie głębokość ponad jeden metr, o ile przy jego krawędziach mogą pojawiać się pracownicy lub osoby postronne, winien zostać należycie ogrodzony balustradami. Te standardowo powinny być nie niższe niż 1,1 metra, powinny posiadać tak zwaną barierę pośrednią oraz na dole deskę krawężnikową, zapobiegającą zsuwaniu się przedmiotów w głąb wykopu. Barierę pośrednią jak i deskę krawężnikową można zastąpić jakimś innym wypełnieniem strefy pomiędzy barierą górną a ziemią, na przykład siatką. Jest to droższe, ale bardziej bezpieczne i dające większą stabilność konstrukcji – bo bariery muszą mieć odpowiednią wytrzymałość, nie wystarczy więc ogrodzenie z taśmy w kolorach bezpieczeństwa niczym wygrodzenie strefy niebezpiecznej, chyba że wykop jest w jakiś sposób przykryty szczelną konstrukcją. Bariera taka, choć wprost tego przepisy nie przewidują, musi wytrzymać nacisk co najmniej idącego człowieka, tak by przypadkowe oparcie się o taką konstrukcję nie spowodowało przewrócenia się jej razem z pracownikiem, np. przy cofaniu się pracownika w trakcie ręcznego przenoszenia ładunku (bo zakładamy oczywiście, że nikt normalny nie będzie próbował staranować takiej przeszkody rozpędzając się i specjalnie uderzając z całych sił). Aby zapewnić odpowiednią stabilność podpór barierek ogrodzenia w gruncie, konstrukcja powinna być odsunięta od krawędzi wykopu o co najmniej metr – tak mówi przepis, ale trzeba także wziąć pod uwagę problem spoistości gruntu oraz wysokości ścian wykopu i ich ewentualnego zabezpieczenia przed osuwaniem się. W gruntach spoistych, w iłach i różnego rodzaju spękanych skałach czy rumoszach odległość jednego metra zupełnie wystarczy, jednakże przy piaskach, lessach lub w gruncie po odkrywce przy braku zabezpieczenia ścian wykopu przed osunięciem się, czy też większej jego głębokości, odległość metra może być zdecydowanie zbyt mała. Warto, by kierujący robotami ziemnymi przyjrzał się rozplanowaniu barier ochronnych zwłaszcza w kontekście głębokości wykopu.
 

Nadzorujący prace ziemne musi też zwrócić szczególną uwagę na pewną niechęć pracowników do nadmiernego przeciążania się. Jeśli pracownicy mogą wykorzystać sprzęt mechaniczny to zrobią to nawet tam, gdzie stanowić to będzie znaczne ryzyko. Podobnie będzie z miejscem składowania urobku czy wyznaczaniem sobie „swoich” ciągów komunikacyjnych. Instrukcja bezpiecznej pracy winna jasno określać zasady składowania wydobytej ziemi, wskazując precyzyjnie miejsca składowania urobku i ich minimalną odległość od krawędzi wykopu. Trzeba tu wypośrodkować sprawy bezpieczeństwa i koszty w „roboczogodzinach” odkładania ziemi na dalsze odległości. Często jednak pracownicy nie widzą problemu obciążenia krawędzi skarpy – albo samym urobkiem, albo też sprzętem do jego usuwania, a to jest niedopuszczalne w strefie naturalnego klina odłamu gruntu, chyba że wykop jest odpowiednio obudowany. Klinem odłamu gruntu jest ta część skarpy, która może ulec obsunięciu pod wpływem ciężaru własnego lub siły przyłożonej z zewnątrz. I oczywistym jest, że im mniejsza spoistość gruntu, tym ten klin będzie szerszy i „sięgnie” głębiej w powierzchnię ziemi ponad wykopem. Dlatego też pracujący sprzęt (w postaci koparek jak też środków transportu urobku) powinien pracować co najmniej 0,6 metra od granicy klina odłamu. Podobnie składowanie urobku jak i innych potrzebnych na miejscu materiałów może być wykonywane w odległości co najmniej 0,6 m od krawędzi wykopu, jeżeli ściany wykopu są obudowane (i obciążenie gruntu jest w tym przewidziane), albo „dopiero” poza strefą klina naturalnego odłamu gruntu, jeżeli ściany wykopu nie są obudowane. Niby proste, ale przy dynamicznej sytuacji na budowie z porannego porządku może narodzić się popołudniowy chaos. Dodać należy, że na wielu budowach przy pracach w gruncie prowadzonych w strefie miejskiej w ogóle nie ma mowy o pozostawieniu wolnego miejsca obok krawędzi wykopu lub o zachowaniu bezpiecznego pochylenia ścian. Tam nadzorujący musi pilnować, by systematycznie, w miarę pogłębiania się wykopu, razem z nim w ziemię zagłębiały się odpowiednie zabezpieczenia. Generalnie, wykopy o nieobudowanych pionowych ścianach możliwe są do wykonywania jedynie do głębokości 1 metra, później trzeba koniecznie stosować obudowy, skoro nie można zapewnić właściwego pochylenia ścian wykopu. Pilnować także należy wszelkiego rodzaju naruszeń struktury gruntu, osunięć, i likwidować od razu wszelkiego rodzaju nawisy – te zwłaszcza są niebezpieczne: potrafi „opaść” nie tylko sam nawis, ale razem z nim także ziemia stanowiąca naturalny klin odłamu.

Pilnować trzeba także budowania i utrzymywania w należytym stanie zejść do wykopu. Pracownik z natury rzeczy będąc istotą leniwą, nie będzie skłonny biegać więcej niż 20 metrów do zrobionego profesjonalnie zejścia, spróbuje wydeptać sobie dodatkowe wejście bezpośrednio na ścianie wykopu. No i permanentnie trzeba pilnować, żeby w wykopie podczas pracy koparki żaden z pracowników nie stał przed łyżką niczym dyrygent, żadna bowiem kość nie ma szans w starciu z poruszaną hydraulicznym ramieniem masą stali.
 

Zatem, aby spać spokojnym snem i nie chodzić na pogrzeby swoich pracowników, nie wystarczy mieć dobre instrukcje, nie zapewni nam tego doskonały plan BIOZ. Konieczna jest czujność, spostrzegawczość, ograniczone zaufanie i wyobraźnia. No i trzeba się niestety nachodzić po budowie, a nie słuchać jedynie raportów z wykonania konkretnych prac i zapewnień, że wszystko jest w porządku. Mądre konfucjańskie przysłowie mówi: „oczy widzą prawdę, uszy słyszą fałsz”.