Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Zgodnie z rozporządzeniem - kalkulujemy indywidualnie cenę wypału cegły!?

Chyba jeszcze w kwietniu, poganiany przez „Athenę" w sprawie napisania czegoś do kolejnej edycji „Buduj z Głową", zabierałem się do pisania jak pies do jeża. Tekst powstawał w bólach i trudzie i co najgorsze - po kawałku. Ci co piszą, znają ten ból. No bo w końcu jestem pismakiem z ograniczoną odpowiedziałalnością i bardzo ograniczonym zakresem tematycznym, wyłącznie do kosztorysowania. Dlatego postanowiłem po raz kolejny, wyżyć się na, w tym czasie aktualnym (w okresie pisania oczywiście), rozporządzeniu naszego, nieocenionego Ministra Infrastruktury. Wiecie Czytelnicy, tym z 24 stycznia roku bieżącego. I wyszedł mi, oczywiście moim zdaniem, piękny tekścik, wzorowany na znanym i cenionym poecie narodowym, ukrywającym się czasem pod pseudonimem Karakuliambro, a czasem KIG. Oczywiście na końcu wymęczonego tekstu, przyznałem się do plagiatu. No bo przecież felieton, to nie praca doktorska, czy habilitacyjna, a więc do kradzieży pomysłu można się przyznać bezkarnie.

Zadowolony z odrobienia pańszczyzny, kliknąwszy, wysłałem utwór gdzie należy i osiadłem sobie na laurach. I raptem zaskoczenie, telefonuje „Athena": - panie Michale nieaktualne to, coś pan nagryzmolił, bo pan minister, ten jak wyżej, podpisał 18 maja kolejne rozporządzenie w sprawie kosztorysowania inwestorskiego w zamówieniach publicznych. Masz babo placek! Takie to są skutki przebywania na głębokiej prowincji. Och ta Warszawa, wszystko wie, nie tylko najlepiej, ale i najwcześniej. A więc szanowny autorze, pańskie kpiny do lamusa, bo mamy nowoczesne, europejskie przepisy w sprawie, z której szanowny pan autor szydził i zarabiał na tym szydzeniu, przez ostatnie trzy lata. Zadrżałem. Takie nowoczesne przepisy kosztorysowe, to dla mnie autora z ograniczonym zakresem kompetencji, to dramat jeszcze większy, niż dla posła nowe wybory. Rzuciłem się jak lew do internetu i znalazłem. Jest!! Uff!

Lektura tekstu nowego rozporządzenia, po pierwszym zachłyśnięciu się, skonstatowaną w nim od dawna oczekiwaną nowoczesnością metodyki, dała mi jednak nadzieję na dalsze istnienie literackie. Bo pomimo niewątpliwej nowoczesności rozwiązań metodycznych, znalazłem w tym tekście pewne fragmenty, do których można się przyczepić.
Na razie moje uwagi, są spostrzeżeniami pozyskanymi, jak to mówią muzykanci a prima vista. Niemuzykalnym wyjaśniam, że dosłowne tłumaczenie tegoż, to „od pierwszego wejrzenia". Ktoś powie, że to dobre w miłości, a nie w kosztorysowaniu i będzie miał niby rację. Dlatego też od razu wyrażam opinię, że pierwsze wejrzenie w kosztorysowaniu też jest ważne i nie wyklucza, po późniejszej głębszej analizie, możliwości spostrzeżenia wad i napisania kolejnych uwag. Podobnie zresztą jak w miłości, kiedy to, po pierwszym zachłyśnięciu się, a zwłaszcza po pewnym czasie...............?! Hm..! No właśnie, ale co ja tu wypisuję. Zostawmy to zawodowym literatom.
A więc, po pierwszym kontakcie z rozporządzeniem, czyli tak, a prima vista, czepiam się jak zwykle, bo lubię się czepiać.
Marzę także o chwili, kiedy będę mógł zacząć się czepiać rozwiązań unijnych.
I są najpewniej na to szanse, bo przecież Polacy, nie mają monopolu na idiotyzmy.

Już na pierwszej stronie rozporządzenia, w szóstej definicji, mamy pierwszy kwiatek, do którego można się przyczepić. Pozornie definicja jest słuszna no bo, jak naucza nas pan minister cyt.: "przedmiarem jest opracowanie, zawierające zestawienie przewidywanych do wykonania robót w kolejności technologicznej ich wykonania wraz z ich szczegółowym opisem, miejscem wykonania lub wskazaniem podstaw ustalających szczegółowy opis, z wyliczeniem (NARESZCIE) i zestawieniem ilości jednostek miar robót podstawowych oraz wskazaniem podstaw do ustalania cen jednostkowych robót lub jednostkowych nakładów rzeczowych" kon. cyt. No świetnie, ale końcowy fragment definicji, ten podkreślony (dla dokładniejszego wyjaśnienia - „Moniek, o co ciebie idzie") nasuwa wątpliwości. Oj, chyba autorowi przepisu nie udało się wyzwolić od przyzwyczajeń z tak zwanego minionego okresu, i to pomimo piętnastu lat przebywania w kapitalizmie. Wydaje mi się, że w gospodarce rynkowej, wyżej podana słuszna definicja przedmiaru, powinna się skończyć po słowie „robót" kropką, bez tego dodatku „lub jednost................itd."! Logika zasadności takiej korekty, jest moim zdaniem następująca.

Paragraf 6 rozporządzenia oczekuje, w sytuacji braku ceny rynkowej robót, kalkulowania indywidualnego normatywu danej roboty, a więc nazwania podstawy tej kalkulacji - analizą indywidualną. Indywidualną, czyli kalkulacją autora tejże. Kalkulacja indywidualna w hierarchii ustalania cen jednostkowych, zgodnie z § 3 ust.2, ma niższą rangę, od ceny rynkowej uzyskanej na drodze poszukiwań w notowaniach. W związku z tym pytam - po co, w przypadku kalkulowania indywidualnego, rozporządzenie w ww. definicji nakazuje powoływanie podstawy w postaci źródła pozyskania jednostkowych nakładów rzeczowych, skoro te nakłady są ustalane indywidualnie (§ 5 ust.1)? No bo jak oznaczymy tę kalkulację nazwą firmy, z której bazy danych skorzystaliśmy, zamiast oznaczenia kolejnym, w porządku kosztorysowym numerem tej kalkulacji indywidualnej, to co z tego? Ranga tej kalkulacji wzrośnie?? Chyba nie, czyli nonsens! Natomiast adresując pochodzenie normatywu, nakierowujemy zamówienie publiczne na jakąś konkretną firmę, czyli udzielamy tej firmie gwarancji, a nie daj Panie Boże protekcji. Tymczasem moim zdaniem, gwarancją zasadności takiej kalkulacji indywidualnej powinien być wyłącznie podpis jej autora i basta! Co, zdaniem twórców rozporządzenia jest ważniejsze, od podpisu autora i związanej z tym podpisem odpowiedzialności.
No chyba, że takowa w ogóle nie istnieje, ale to już zupełnie inna bajka. Zakładamy bowiem, że wreszcie kosztorysy zaczną opracowywać zawodowcy, a nie jak do tej pory baletnice. Tymczasem z definicji wynika, że ważniejsze od podpisu autora, jest powołanie sygnatury jakiegoś normatywu, wydrukowanego przez spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, produkującą nieprzytomnie kolejne, uwielbiane przez urzędników katalogi? Dlatego mam czelność wyrazić opinię, że wyższą rangę powinien mieć podpis autora kalkulacji, od powołania sygnatury jakiegoś tam drukowanego „kaeneru. No tak, ale przecież my Polacy tak wierzymy słowom drukowanym. Chyba najwyższy czas z tym skończyć! Zaraz, zaraz „NAJWYŻSZY CZAS"?
Mój Boże! Skąd ja znam ten termin, a może to tytuł czegoś?
Gdzie ja to wyczytałem?

I jeszcze jedna zaczepka! Paragraf znowu 6 tyle, że w ust.2 informuje, z czego się składa stawka jednostkową robocizny kosztorysowej. Patrzcie państwo, jaka ważna, ta robocizna, zajmująca w strukturze ceny kosztorysowej, aż (!!!) raptem ok. 19%. Czy to znaczy, zapytam nieśmiało, że w kosztorysie inwestorskim powinniśmy kalkulować stawkę robocizny?
No bo jeśli tak szczegółowo powinniśmy kalkulować robociznę, to czemu nie powinniśmy podobnie kalkulować, zajmujących w strukturze ceny kosztorysowej znacznie więcej niż nieszczęsna robocizna, cen cegły (chyba wypału), stali (wytopu), produkcji okien, drzwi, cementu....itd. A więc, wzorując się na nakazanej przez rozporządzenie metodzie kalkulacji ceny robocizny, bądźmy konsekwentni i kalkulujmy indywidualnie, ważniejsze od robocizny ceny produkcji materiałów!? Cóż ta robocizna w strukturze ceny kosztorysowej tak naprawdę znaczy w sytuacji kiedy to, do układania paneli podłogowych, możemy zapędzić nawet teściową!
Oj, te przyzwyczajenia twórców prawa i związane z nimi oczekiwanie, że bazgrolenie, noszące pozory dokładności, przyniesie korzyści finansom publicznym!
 
A ten wymęczony i odwalony przez redakcję tekścik, na co żalę się na początku felietonu, to podobno fruwa w internecie na stronach „Buduj z Głową".
Kto ciekawy, niech sobie poszuka.