Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Od wiosny do jesieni, czyli o wędrówkach cyklicznych żurawi

Temat ten, jako te żurawie pojawiające się w naszym kraju wiosną i znikające zimą, cyklicznie co kilkadziesiąt lat pojawia się w naszym kraju. A to za sprawą Konstantego Gaszyńskiego, któren w początkach XIX w. pisał: „Stary wachmistrz spojrzy — aż oto żurawie, od strony Krakowa ciągną ku Warszawie”, a to znów za sprawą Maryi Konopnickiej, która nieco później nie bacząc na wymogi ortografii zwracała uwagę na problematykę pogody przy eksploatacji „żórawi”, pisząc: „Hej, szerokie, puste pole, w sinych mgłach stojące, czekaj ty nas, jak zaświeci, to majowe słońce!”. Potem przyszedł czas socrealistycznej stylistyki i za ten wdzięczny temat, już w formie prostej prozy o stylu normatywnym, zabrali się wspólnie i w porozumieniu Minister Pracy i Opieki Społecznej oraz Minister Zdrowia, tworząc dość zgrabne i ponadczasowe dzieło, które funkcjonowało w obiegu prawnym od 1954 do 2013 roku. Bardziej złośliwi krytycy twierdzą, że swą funkcjonalność zawdzięczało dobrym przedwojennym podstawom pochodzącym z rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 16 marca 1928 r. o bezpieczeństwie i higienie pracy. Tym złośliwym krytykom wskazać jednak trzeba, że Pałac Kultury i Nauki nadal stoi, mimo braków burżuazyjnych fundamentów. Dzieło bierutowskich ministrów przetrwało rewolucję konstytucyjną z 1997 roku (która w otchłań niebytu posłała wszystkie rozporządzenia bez aktualnej ustawowej delegacji dla danego rozporządzenia) i zostało uchylone dopiero w roku 2013 i to bez zapowiedzi kontynuacji. Być może prawodawca postawił na rozsądek przedsiębiorców w zakresie należytego zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom i osobom postronnym, polegając na niezapisanym normatywnie poczuciu odpowiedzialności za ewentualną szkodę, jaka może powstać w związku z niewłaściwą eksploatacją żurawi – jak wskazuje doświadczenie poważne wypadki z żurawiami są zazwyczaj kwalifikowane jako katastrofy budowlane, a możliwe straty idą w miliony. Być może też za uchyleniem rozporządzenia przemawiało to, że jakaś część norm dotyczących eksploatacji żurawi pozostała w przepisach rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 6 lutego 2003 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy podczas wykonywania robót budowlanych (Dz.U. z 2003 roku Nr 47, poz. 401). Ale być może, jak mawiają krytycy uchylenia przepisu używając mowy nienawiści, był to spisek obcych mocarstw w celu eliminacji zdrowej tkanki narodu operatorów i hakowych.
 

Po pięciu latach swobody w tym zakresie, Minister Przedsiębiorczości i Technologii w dniu 15 lutego 2019 wprowadził w życie nowe rozporządzenie z dnia 22 października 2018 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy przy obsłudze żurawi wieżowych i szybkomontujących (Dz.U. z 2018 roku poz. 2147). Przepis podaje dwie odrębne definicje:

- żurawia wieżowego rozumianego jako dźwignica składająca się z pionowego masztu montowanego na przejezdnym lub stacjonarnym podwoziu i wysięgnika poziomego lub nachylonego pod kątem do poziomu, podnosząca ładunki na haku lub chwytakiem opuszczanym na linie z wysięgnika oraz

- żurawia szybkomontującego jako żurawia wieżowego, którego konstrukcja umożliwia przygotowanie do pracy w krótkim czasie bez użycia dodatkowych urządzeń.

Zważywszy, że samo rozporządzenie nie ustanawia dla tych dwóch poszczególnych typów żurawi odrębnych obowiązków (ani dla pracowników, ani dla przedsiębiorców), ich wyodrębnienie definicyjne wydaje się być pozbawione głębszego sensu, no może poza nieudolną próbą dostosowania nomenklatury do tej używanej przez Urząd Dozoru Technicznego. Pozostałe definicje na pierwszy rzut oka wydają się w miarę logiczne, choć głębsze zastanowienie się nad ich brzmieniem wywołuje mały uśmiech na skutek nagłego poczucia wyższości intelektualnej nad autorem rozporządzenia – przykładowo: operator żurawia w rozumieniu rozporządzenia to osoba, „która wykonuje czynności z zakresu obsługi żurawia”. Moim skromnym zdaniem prawodawca powinien zrezygnować z tworzenia takich „masło-maślanych” definicji i poprzestać na intuicyjnym rozumieniu słowa operator, bo nagle może się okazać, że operatorem będzie również elektryk-konserwator, o ile będzie zapewniał przeglądy instalacji żurawia.
 

Generalnie rozporządzenie wraca do koncepcji minimum trzyosobowego teamu zatrudnionego przy transporcie ładunków za pomocą żurawia – operator jako kierujący żurawiem, hakowy (albo prędzej hakowi, bo jak będzie tylko jeden, to z pewnością po roku pracy na budowie porzuci to zajęcie aby zostać mistrzem górskich ultra maratonów) jako osoba przeznaczona do zawieszania i odczepiania przemieszczanych przez żuraw ładunków oraz sygnalista, który jest odpowiedzialny za przekazywanie sygnałów i komunikatów między operatorem żurawia a hakowym. Taki swoisty interface. Wydaje się jednak, że w czasach bluetooth’ów i telefonii komórkowej zaszczytna funkcja sygnalisty powinna zniknąć na rzecz bezpośredniej komunikacji operator – hakowy; no, ale przecież zdarzają się awarie, niepodpięte ładowarki i tym podobne sytuacje, poza tym przepisy nakładają na sygnalistę kilka dodatkowych obowiązków – ma określać drogę przemieszczanego ładunku, obserwować go w trakcie transportu i wydawać odpowiednie polecenia, a w przypadku wystąpienia sytuacji niebezpiecznej wstrzymać prace i ostrzegać przed zagrożeniem. W sumie te rzeczy przy naszym stopniu rozwoju łączności mógłby robić także jeden z hakowych, gdyż wyznaczona dla niego rola nie jest zbyt skomplikowana – zapoznaje się z ładunkiem, określa jego masę, położenie środka ciężkości, położenia punktów mocowania, stosuje odpowiednie elementy do zawieszania i mocowania ładunku. Tu jednak rozporządzenie wyraźnie rozdziela wszystkie te trzy role i wprost zakazuje wykonywania przez jedną osobę jednocześnie czynności operatora żurawia, sygnalisty lub hakowego.

 

 

Zgodnie z przepisami rozporządzenia operatorem żurawia może być osoba, która ukończyła 18 lat i posiada „ważne zaświadczenie kwalifikacyjne do obsługi żurawia uzyskane na podstawie przepisów dotyczących trybu sprawdzania kwalifikacji wymaganych przy obsłudze i konserwacji urządzeń technicznych” – potocznie tak zwane „uprawnienia poddozorowe”. Musi także posiadać aktualne orzeczenie lekarskie stwierdzające brak przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywania pracy na tym stanowisku. Tu rozporządzenie powołuje się na przepisy wydane na podstawie art. 229 § 8 kodeksu pracy, a więc orzeczenie ma wydać lekarz sprawujący profilaktyczną opiekę zdrowotną nad… pracownikami. Może i dobrze, że jest to napisane wprost, bo zawsze w takich przypadkach (przy pracach wymagających szczególnie dobrej percepcji) istniała wątpliwość, czy dla osób zatrudnionych na innej podstawie niż stosunek pracy wykonywanie pracowniczych badań profilaktycznych jest obowiązkiem czy tylko dobrą praktyką. Tu jednak rodzi się pytanie, kto ma egzekwować ów obowiązek w sytuacji wykonywania pracy operatora przez osobę prowadzącą jednoosobową działalność gospodarczą? Pierwsze skojarzenie sugeruje… kierownika budowy z jego ogólną kompetencją do utrzymania należytego stanu BHP na budowie. Z sygnalistą i hakowymi sprawa jest prostsza – muszą być pełnoletni i posiadać takie samo orzeczenie z profilaktycznych badań lekarskich jak operator. W ich przypadku nie jest wymagane posiadanie specjalnych uprawnień kwalifikacyjnych, choć przechodzą takie same szkolenia oraz zapoznają się z tymi samymi instrukcjami bezpieczeństwa prac transportowych. Bonusowo zaś otrzymali obowiązek używania elementów odzieży lub wyposażenia, które będą widoczne z kabiny żurawia i które odróżnią ich od pozostałych pracowników.
 

Rozporządzenie określa również dość szczegółowo zakres tego, czego nie wolno przy pracach z użyciem żurawi – obok oczywistych zakazów wynikających albo z innych przepisów prawa, albo z praw fizyki panujących na naszej planecie, pojawiają się również rozsądne ograniczenia (zakazy) mające źródło w szeroko pojętym doświadczeniu życiowym. Katalog ograniczeń jest więc dość szeroki. Do pierwszej grupy tychże zakazów zaliczyć można np. zakaz obsługi niesprawnego żurawia lub nieposiadającego ważnej decyzji UDT zezwalającej na jego eksploatację, zakaz dokonywania zmiany ustawień elementów zabezpieczających żurawia lub zakaz wyłączania ograniczników obciążenia albo zakaz dokonywania przeróbek części składowych, czy zakaz zrzucania przedmiotów z wysokości (!!). Druga grupa obejmuje to, na co szczególną uwagę zwracały lobbujące za ponownym wprowadzeniem przedmiotowego rozporządzenia do obrotu prawnego organizacje związkowe zrzeszające pracowników oraz przez organy nadzoru nad warunkami pracy. Nie wolno zatem obsługiwać żurawia w warunkach atmosferycznych ograniczających widoczność, o zmroku lub w nocy bez dostatecznego oświetlenia zasięgu jego pracy, w czasie wyładowań atmosferycznych, przy prędkości wiatru w porywach powyżej 15 m/s lub 10 m/s, jeśli są transportowane ładunki wielkowymiarowe, jeżeli temperatura w kabinie żurawia jest niższa niż 18°C albo wyższa niż 28°C, jeśli natężenie poziomu hałasu w kabinie żurawia przekracza 80 dB. Te wszystkie ograniczenia powinny znajdować się w instrukcji żurawia i instrukcji bezpieczeństwa prac transportowych, z którymi to pracodawca (przedsiębiorca) zapoznaje operatora, sygnalistę i hakowego udostępniając im jednocześnie do stałego korzystania. Do tego dochodzi nakaz wykonania w kabinach operatorów małych prac dostosowawczych – od 15 maja 2019 kabina musi posiadać urządzenie komunikacyjne umożliwiające operatorowi żurawia łączność z sygnalistą, odrębny sygnalizator dźwiękowy przeznaczony do ostrzegania przed zagrożeniami, termometr oraz urządzenie umożliwiające odczytanie prędkości wiatru mierzonej na wysokości wysięgnika. Dodatkowo od 15 listopada 2019 r. wszystkie kabiny usytuowane powyżej 80 metrów będą musiały być skomunikowane w gruntem za pomocą dźwigu (windy) lub innego urządzenia ułatwiającego dotarcie do tej kabiny.
 

Na koniec warto dodać, że rozporządzenie wraca również do zasady prowadzenia książki dyżurów, która oprócz dokumentowania stanu technicznego maszyny ma służyć ewidencji czasu pracy operatora. Przepis wprost formułuje zakaz pracy w wymiarze większym niż 8 godzin na dobę, licząc od czasu wejścia na żuraw do czasu zejścia z żurawia, a przedmiotowa książka, zawierając daty oraz godziny rozpoczęcia i zakończenia obsługi żurawia przez konkretnego operatora, ma wymusić stosowanie ograniczeń czasowych pracy operatora. Czy będzie to oddziaływanie skuteczne, czas pokaże. Warto jednak pochylić się nad tymi „nowymi-starymi” obowiązkami, gdyż po posiedzeniu Rady Ochrony Pracy w marcu 2019 r. wiemy już, że Państwowa Inspekcja Pracy szykuje się do dość dokładnego sprawdzania, jak przepisy tegoż rozporządzenia są przez przedsiębiorców wdrażane w życie.