Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Poszukiwani… ciąg dalszy

Minęło już ponad dziesięć lat od czasu, gdy w Kąciku Kosztorysanta "Buduj z Głową" (3/2008) zamieszczono mój artykuł pt. "Poszukiwani...". Dla przypomnienia: tytułowi "Poszukiwani..." to kosztorysanci. Czy po tylu latach ww. tytuł wciąż jest aktualny?
Znakomitą ilustracją w tymże artykule jest rysunek Pani Elizy Białej, na którym dwóch starszych panów wymienia między sobą znamienne słowa nad młodą osobą przy komputerze:

"- Młody kosztorysant?" - pyta pierwszy,
"- Albo młody, albo kosztorysant..." - odpowiada drugi.
 

Czy przez te dziesięć lat coś się zmieniło? Czy "rysunkowy" młody kosztorysant stał się starym, czytaj: doświadczonym kosztorysantem? Można w tym miejscu udzielić pozytywnej odpowiedzi, gdyż przez 10 lat sporo się nauczył i zdobył duże doświadczenie. Ilość "przerobionej" dokumentacji projektowej, kontakt z wykonawcami, inwestorami, producentami, szkolenia, itp., wizyty i "wycisk" na budowach ukształtowały osobę, której nie jest obca technologia wykonania robót oraz sposób sporządzenia kalkulacji tychże. I dla takiego opisu znajdziemy z pewnością wiele osób. Choć z mojego doświadczenia wynika, że to ani "z pewnością", ani "wielu" . Zwłaszcza, gdy nagle trzeba sporządzić "na wczoraj" kalkulację, a doba już za krótka i chciałoby się podzielić pracą z kimś doświadczonym. Problem znalezienia ad hoc osoby zajmującej się kosztorysowaniem i znającej się na nim, a niezajętej obecnie pracą (i mającej jeszcze siły), graniczy z cudem. O ile do prostych, niezbyt skomplikowanych wycen, które zajmą z dwa popołudnia i wieczór jeszcze kogoś znajdziemy, to w przypadku skomplikowanych wycen lista znajomych kosztorysantów, którym można zaufać, szybko się wyczerpuje. Niektórym wciąż się wydaje, że kosztorysant siedzi sobie spokojnie w zaciszu swojego pokoju i za przeproszeniem "dzióbie" kolejne pozycje kosztorysowe. Wyposażony w super hiper komputer, program kosztorysowy, bazę normatywną i cenniki raz dwa skalkuluje każdą potencjalną, czy już gotową inwestycję budowlaną. Właśnie – „wydaje się...” – bowiem dobrze obliczyć koszty inwestycji wcale nie jest tak łatwo. Nie dziwi więc, że przez te minione dziesięć lat nie tylko nie przybyło kosztorysantów (część osób porzuciło całkowicie budownictwo, stwierdzając, że to nie dla nich), lecz sporo z racji wieku przeszło na emeryturę lub pożegnało się z nami na zawsze .
 

Część osób, z różnych powodów (finansowych, ambicjonalnych itp.) porzuciło drogę stricte kosztorysanta, skupiając się tylko na projektowaniu, wykonawstwie, nadzorach. Jest to jednak wciąż grupa, mająca do czynienia z kalkulacjami kosztorysowymi, od których w procesie budowlanym nie da się uciec. Projektant nie będzie kreślił obiektów, których nikt nie będzie chciał później budować ze względu na zbyt wysokie koszty. Aby jednak poznać te koszty, konieczne będzie wykonanie chociażby "zgrubnej" kalkulacji przyszłej inwestycji. Wykonawca musi też wiedzieć, za ile może wejść na budowę, żeby mieć ze swojej pracy zysk. Nadzór budowlany bezwzględnie musi trzymać rękę na pulsie ("kasie"), by nie puścić z torbami inwestora lub "nie położyć" inwestycji. Jakby nie patrzeć, cały czas trzeba liczyć. I te osoby, uczestnicy procesu inwestycyjnego, zawsze i z powodzeniem do funkcji kosztorysanta mogą wrócić i wracają do niej lub łączą ww. funkcje razem. Mamy i takich, którzy zmęczeni ciągłą "walką" na budowie, wracają po latach tylko do kosztorysowania. Nie da się ukryć, że to bezpośredni kontakt z budową kształtuje najlepszych kosztorysantów.
 

I w tym momencie zataczamy koło, wracamy do punktu wyjścia, poszukujemy nadal kosztorysantów... Ci doświadczeni są zajęci, czyli poszukujemy młodych... (vide ww. rysunek).
 

To może ci obecnie młodsi są lepsi, od tych, którzy zaczynali pracę kosztorysową dekadę temu? Czy są lepiej przygotowani do zawodu? Przeczytajmy sobie definicję i charakterystykę zawodu kosztorysanta oraz wymagania, jakie są mu najczęściej stawiane.
Kosztorysant to osoba, która wykonuje prace związane ze sporządzaniem kosztorysów budowlanych.
W klasyfikacji zawodów i specjalności uzyskał symbol 311201. Symbol ten odnosi zawód do czwartego poziomu wykształcenia, to znaczy uzyskiwanego w szkole policealnej lub w technikum. Do jego głównych obowiązków należy:

- analizowanie dokumentacji projektowej lub opisu określającego rodzaj, zakres i sposób wykonywania robót wynikających z inwentaryzacji i protokołu typowania,

- ustalanie i uzgadnianie danych technicznych, technologicznych, organizacyjnych nieokreślonych w dokumentacji projektowej, a mających wpływ na wysokość ponoszonych kosztów przy realizacji robót budowlanych,

- dokonywanie uzgodnień podstawy ustalania jednostkowych nakładów rzeczowych i podstaw cenowo-kosztowych uwzględnianych w kalkulacji kosztorysowej,

- sporządzanie opisu robót w kolejności technologicznej ich wykonania z podaniem ilości jednostek przedmiarowych robót opracowanych na podstawie dokumentacji projektowej lub jednostek obmiarowych opracowanych po wykonaniu robót na podstawie książki obmiaru,

- ustalanie nakładów rzeczowych zużycia czynników produkcji (robocizny, materiałów, sprzętu) na podstawie istniejących zbiorów norm, bądź innymi metodami (np. według analizy indywidualnej),

- określanie kosztów bezpośrednich poszczególnych czynników produkcji zużywanych w produkcji budowlanej (w tym: kosztów robocizny, materiałów wraz z kosztami zakupu oraz pracy sprzętu),

- określanie wysokości kosztów pośrednich (kosztów ogólnych budowy i kosztów zarządu) uwzględnianych w kalkulacji kosztorysowej,

- kalkulację zysku w wartości robót budowlanych przy uwzględnieniu stopnia ryzyka wynikającego z realizacji robót w określonych warunkach,

- wykonywanie kosztorysów budowlanych przy pomocy komputerowych systemów kosztorysowania,

- współudział w przygotowaniu umów na roboty budowlane (szczególnie w zakresie ustalania wynagrodzeń),

- uczestniczenie w prowadzeniu rozliczeń za wykonane roboty budowlane.
 

Wymagania, jakie najczęściej są stawiane przez firmy poszukujące kosztorysantów, to: wykształcenie minimum średnie techniczne o profilu budowlanym/ instalacyjnym/ elektrycznym itd., kurs kwalifikacyjny z zakresu kosztorysowania potwierdzony certyfikatem, preferowane studia wyższe inżynierskie o danym kierunku. Wysoko rozwinięte umiejętności obsługi komputera, w tym pakietu MS Office, AutoCad, MS Project, a w szczególności programów kosztorysowych. Praktyczna umiejętność szacowania kosztów produkcji budowlanej, dobra znajomość rynku materiałów budowlanych i dostawców, a także ustawy Prawo Zamówień Publicznych, znajomość przepisów prawa budowlanego. Analiza dokumentacji projektowej i wymagań technicznych związanych z procedurą przygotowania oferty dla inwestorów prywatnych oraz publicznych, przygotowanie ofert, kosztorysów przetargowych, weryfikacja kompletności dokumentacji przetargowej, krytyczna analiza otrzymanych przedmiarów robót budowlanych, udział w negocjacjach techniczno-handlowych z inwestorami i podwykonawcami, sporządzanie zapytań ofertowych oraz weryfikacja poprawności ofert składanych przez podwykonawców oraz dostawców. Mile widziane minimum 3-letnie doświadczenie zawodowe w zakresie kosztorysowania i planowania wykonania inwestycji budowlanych oraz prawo jazdy i znajomość języka obcego.
 

Hallo? Ilu znajdziemy młodych po technikach, studiach inżynierskich, którzy spełniliby powyższe warunki? Parafrazując piosenkę pewnego zespołu "Mniej niż zero, mniej niż zero...". Możemy mieć szczęście i trafimy na ambitnych, studiujących zaocznie na uczelniach inżynierskich i jednocześnie pracujących na budowach. To oni najlepiej i najszybciej wejdą w arkana kosztorysowania. Pozostali będą musieli się wdrażać albo pod okiem doświadczonego kosztorysanta, albo na własną rękę.
 

Jakie czyhają na nich pułapki? Pułapki, których nie zawsze i nie każdy (nawet doświadczony) kosztorysant potrafi uniknąć. Przede wszystkim projekt! Kalkulacje kosztorysowe, które przeprowadzamy, mogą być wykonywane w oparciu o projekt koncepcyjny (projekt wstępny, architektoniczny), projekt budowlany lub projekt wykonawczy. Dobrze przygotowany projekt to połowa sukcesu. Z tym, że wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę, że między kosztorysem wykonanym w oparciu o projekt wstępny, a kosztorysem sporządzonym w oparciu o projekt wykonawczy, mogą i występują czasem duże rozbieżności. Dziwi więc fakt, że niektóre biura projektowe kurczowo trzymają się cen, które otrzymały przy kalkulacji na podstawie wizji architektonicznej. Dostarczając kolejne wersje projektów, wręcz zakazują zmiany pierwotnej wyceny!!! Czym to skutkuje? W większości przypadków zaniżeniem wartości inwestycji, obniżeniem jakości, brakiem wykonawców, którzy podjęliby się zrealizowania inwestycji. Ktoś powie, że doświadczony kosztorysant "wstrzeli się" w cenę. Tylko czy kosztorysowanie to strzelnica wojskowa lub gra komputerowa? I znowu pada słowo: „doświadczony”. "Młody" (doświadczony jeszcze chętniej), jeżeli jest bystry, skorzysta z informacji o już zrealizowanych obiektach i na tej podstawie przyjmie swoją wycenę. Niestety nie ze wszystkimi obiektami tak da się zrobić. Ilość dostępnych na rynku technologii i producentów materiałów jest tak duża, że stanowi to kolejny element, na którym możemy zarobić lub stracić. Przyjęta na etapie projektowania technologia wykonania obiektu będzie rzutowała na jego funkcjonalność, trwałość i cenę. Stąd np. projektuje się sieć kanalizacji sanitarnej z rur kamionkowych, polipropylenowych, z PVC lub z żywicy poliestrowej i dla nich sporządza się osobne kalkulacje. Następnie na podstawie ceny i trwałości wybiera technologię, w której inwestycja będzie wykonywana. Podobnie będzie z pokryciem dachowym, ścianami, instalacjami wewnętrznymi itp. Działania te generują jednak dodatkowe koszty, po pierwsze dla biura projektowego, po drugie w usłudze kosztorysowej. O ile wymiana jednej "rury" na inną nie przewróci do góry nogami ani projektu, ani kosztorysu, to już zmiana pokrycia dachowego z jednego na drugie może skutkować daleko idącymi zmianami i w projekcie, i w kosztorysie. Przyjmując do kosztorysu ceny materiałów, powinniśmy zwrócić również uwagę na możliwości transportowe dostarczenia ich na budowę. Inne będą ceny za dostawy "całopaletowe" i "całosamochodowe", inne dla samochodów o wyższym, a inne dla tych o niższym tonażu. Uwzględnić należy przy tym również, czy mamy możliwość składowania większej ilości materiałów na terenie przyobiektowym i czy warunki terenowe (miejskie) pozwalają na wjazd ciężkiego sprzętu. Wreszcie pamiętajmy o technologii. W przypadku niektórych materiałów dostawa musi być sukcesywna, inaczej materiał straci swoje właściwości i trzeba będzie go wyrzucić. Nie zapomnijmy także o ujęciu w kosztorysie kosztów jednorazowych sprzętu i maszyn (takich jak: żurawie wieżowe, pojazdy gąsiennicowe) oraz o kosztach pracy rusztowań i deskowań systemowych. Jeżeli na etapie kosztorysu inwestorskiego zapomnimy o tym, wykonawcy z pewnością upomną się o te elementy, które przecież też wpływają na wartość inwestycji. Jeżeli ogarniemy już ceny materiałów i sprzętu, pozostaje nam jeszcze jeden istotny składnik kosztorysu - robocizna kosztorysowa i narzuty kosztorysowe. Tu, w większości przypadków, dla kosztorysów inwestorskich w zamówieniach publicznych przyjmuje się stawki z publikatorów dostępnych na naszym rynku (Intercenbud, Sekocenbud, Orgbud), wybierając stawki i narzuty odpowiednie dla określonej branży i miejsca inwestycji. Przy czym, o ile jeszcze kilka lat temu posługiwano się stawkami i narzutami kosztorysowymi w wielkościach średnich, przy dzisiejszym rynku wykonawcy, przyjmuje się przeważnie stawki i narzuty maksymalne. Startujący do przetargów wykonawcy stosują z kolei swoje własne stawki i narzuty kosztorysowe, które mają zapewnić wygranie przetargu, jak i odpowiedni zysk. Póki co, stawka r-g z narzutami na poziomie 40 do 60 zł/h nie dziwi, gdyż wykonawcy mają tyle pracy, że mogą swobodnie przebierać w ofertach. Zdobycie fachowca prywatnie, do domu też stało się nie lada wyzwaniem.
 

Jak wykazuje praktyka, niektórzy kosztorysanci wciąż mają problem z poprawną analizą dokumentacji projektowej. Przyjmują m.in. nieodpowiednie normatywy RMS, niezgodne z technologią wykonania prac opisaną w projekcie i dokumentacji technicznej. Nierzadko dostajemy do ręki kosztorysy, w którym niepoprawnie policzono ilości jednostek przedmiarowych z projektu. Źle dokonane obmiary w gotowych już obiektach też nie należą do rzadkości. Dla przypomnienia – zasady przedmiarowania/ obmiarowania są dostępne we wszystkich książkowych wydaniach Katalogach Nakładów Rzeczowych (KNR-ach, KNNR-ach itp.) i ich elektronicznych odpowiednikach, w programach kosztorysowych także!!! Również w powyższych mamy dokładny opis technologii i wyszczególnienie robót niezbędnych do wykonania danego zadania. Wystarczy tylko "kliknąć". Ktoś powie, że baza katalogowa dawno już nie obowiązuje. Zgadza się, lecz póki co nikt niczego lepszego nie wymyślił, a przedmiar/ obmiar to rzecz święta. Nawet, jeżeli uważamy, że część katalogów dawno jest technologicznie przestarzała, to i tak w większości przypadków "wychodzi się" od nich, modyfikując jedynie zużycie materiałów (zgodnie z notami katalogowymi oczywiście), ilości m-g i rodzaj sprzętu, a i robociznę także, stosując (z doświadczenia) tylko nam znane mnożniki zwiększające/ zmniejszające.
 

Osobny rozdział stanowią wszystkiego typu kalkulacje własne i analogie. Generalnie możemy podzielić je na takie, które wynikają z wieloletnich doświadczeń na budowach (brawo!!!!) i na takie, które opierają się za przeproszeniem o "sufit", lub wprost o polecenie "tyle to ma kosztować".
 

Nie lada wyzwanie stawiają przed kosztorysantami inwestorzy, którzy "poczęstują" nas pozycjami scalonymi/ złożonymi. W takim przypadku jedna pozycja kosztorysowa może składać się z kilku, kilkunastu pozycji składowych, które kalkulujemy odrębnie. Prawdziwe pole do popisu... Dopieroż można się wykazać.
 

Reasumując – Poszukiwani... wciąż. I oby zdrowia starczyło.