Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

W prawnym gąszczu

Ostatnie miesiące przyniosły nam wszystkim wiele zmian. Główną ich przyczyną i inspiracją jest niewątpliwie wejście Polski do Unii Europejskiej. To skądinąd bardzo oczekiwane połączenie krajów naszego kontynentu, wywołało niemałą rewolucję na wielu płaszczyznach życia.

Sytuacji takiej należało się oczywiście spodziewać i przynajmniej teoretycznie przygotowywaliśmy się do tego już od wielu miesięcy. W końcu trzeba jakoś pogodzić bardzo różne narody wraz z ich oczekiwaniami, przyzwyczajeniami i predyspozycjami społeczno-ekonomiczno-kulturalnymi. Teoria teorią a praktyka po raz kolejny okazała się bardziej skomplikowana niż ktokolwiek zakładał. Nikt jednak nie wie o tym tak dobrze jak te osoby, które muszą na bieżąco śledzić zmieniające się regulacje prawne. Nie oszczędzono nam zamieszania także w branży budowlanej.

Wielu z nas czekało już z ogromnym utęsknieniem na zmiany dotyczące zwłaszcza kosztorysowania w zamówieniach publicznych - nieszczęsne załączniki do rozporządzenia z września 2000 roku już po prostu bardziej utrudniały niż pomagały. Teraz jednak okazuje się, że choć dostaliśmy nowe regulacje prawne, to wielu z nas znów ma powody do rozpaczy, bowiem w przeciągu pół roku zmiany następowały tak szybko, że niejednego przyprawiły o solidny zawrót głowy.

Nie wystarczało nawet uważne śledzenie Dzienników Ustaw, bo bywało i tak, że ukazujące się w nich rozporządzenia poprzedzały pojawiające się choćby w Gazecie Prawnej komentarze, o kolejnych regulacjach prawnych, często przekreślających, te które dla wielu z nas nie zdążyły jeszcze zaistnieć.

Przyznam szczerze, że z racji moich obowiązków sam musiałem zgłębić tę wiedzę, która okazała się być prawdziwie wiedzą tajemną. Nie pozostało mi nic innego niż posiłkować się interpretacjami dokonanymi przez specjalistów. Przeczytałem niezliczone ilości komentarzy ukazujących się w różnej literaturze fachowej, uczestniczyłem nawet w kilku seminariach czy kursach. I co? Odniosłem dziwne wrażenie, że albo osoby wypowiadające się są tak samo niezorientowane jak ja, albo - w najlepszym przypadku - niestety nie posiadają daru prostego tłumaczenia skomplikowanych spraw. To jednak nie byłoby jeszcze tragedią. Najgorsze jest to, że owi nauczyciele nie przedstawiali jednolitego sposobu interpretacji owych aktów prawnych. Nikomu nie muszę tłumaczyć, jakie to może mieć skutki prawne. Pół biedy, jeśli skończy się "tylko" odrzuceniem oferty w przetargu. Znacznie boleśniejsze mogą być kary w postaci grzywny czy utraty zaufania... Przecież ktoś, kto zleca nam konkretną pracę ma prawo sądzić, że wywiążemy się z niej solidnie i nie będzie konieczności sprawdzania naszych kompetencji.

W takim przypadku na nic zdadzą się nasze tłumaczenia - przecież nie od dziś wiadomo, że IGNORANTIA IURIS (LEGIS) NOCET, czyli nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności!!!

Należy się więc zastanowić, co w takim przypadku zrobić? Skończyć szybko na uniwersytecie fakultet prawa i samemu zabrać się za interpretowanie przepisów, czy może bezpieczniej będzie zmienić zawód? A może nie trzeba aż tak drastycznych rozwiązań? Może wystarczyłoby jakieś uregulowanie prawne nakazujące osobom prowadzącym szkolenia, kursy, czy udzielającym publicznie porad, zdobycie jakiś państwowych certyfikatów? Przecież żeby uczyć w szkole trzeba ukończyć studia wyższe w kierunku, w którym mamy zamiar nauczać. Trzeba też pozytywnie zaliczyć zajęcia z pedagogiki, psychologii i metodyki. Dlaczego analogiczne zasady nie obowiązują w tym przypadku? Wiadomą jest rzeczą, że można być świetnym fachowcem, ale bez talentu do przekazywania tej wiedzy dalej. Z drugiej strony można mieć wielki dar długiego i płynnego mówienia, nie poparty niestety wiedzą merytoryczną.

 

Na sam koniec przytoczę konkretny przypadek by sceptycy nie zarzucili mi gołosłowności. Jest to komentarz jaki znalazłem czytając Zeszyt nr 7-8 Cen, Normowania i Kosztorysowania Robót wydawany przez Ośrodek Wacetob. W tym miejscu od razu wyjaśnię, że cytat ten dotyczy odpowiedzi na Pytanie 10, w którym osoba zainteresowana pyta - jak pewnie mniema - eksperta, czy wspólnoty mieszkaniowe obowiązuje stosowanie ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. - Prawo zamówień publicznych? A jeżeli tak, to z którego przepisu ustawy to wynika i jakie zasady w tym zakresie obowiązują?

W odpowiedzi czytamy:

"Ustawa z dnia 29 stycznia 2004 r. - Prawo zamówień publicznych obowiązuje również wspólnoty mieszkaniowe. Wynika to z art.3 ust.1 pkt 5 ustawy, w którym postanowiono, że ustawę stosują do udzielania zamówień publicznych inne, niż określone w pkt. 1 i 2 podmioty, jeżeli ponad 50% wartości udzielonego przez nie zamówienia jest finansowane ze środków publicznych lub przez podmioty, o których mowa w pkt. 1-3. Uwzględniając jednocześnie postanowienia art.4 ustawy - Prawo zamówień publicznych, przy stosowaniu tej ustawy przez wspólnoty mieszkaniowe obowiązują następujące zasady:

  1. Jeżeli wartość zamówienia nie przekracza wyrażonej w złotych równowartości kwoty 6000 EURO, ustawy nie stosuje się, co wynika z art.4 pkt 8, bez względu na udział środków publicznych w tym zamówieniu.
  2. Jeżeli wartość zamówienia przekracza wyrażoną w złotych równowartość kwoty 6000 EURO, a udział środków publicznych w tym zamówieniu przekracza 50% wartości zamówienia, przepisy ustawy stosuje się w każdym przypadku, bez względu na kwotę tego udziału."

 

I to koniec cytatu. Jeśli któryś z czytelników do tej pory miał wątpliwości, czy aby nie przesadzam i nie demonizuję sytuacji dotyczących obszaru szkoleń i wyjaśnień to teraz już na pewno wie o co mi chodzi. Przecież po takiej dawce "fachowego komentarza" może tylko rozboleć głowa.
Oczywiście zauważyć należy, że w sumie odpowiedź specjalisty jest niby poprawna, ale czyż nie było by prościej i bardziej zrozumiale gdyby napisać, że Ustawa Prawo Zamówień Publicznych nie obowiązuje wspólnot mieszkaniowych z wyjątkiem jednego przypadku: gdy zamówienie przekracza 6000 Euro, a udział środków publicznych w tym zamówieniu jest większy niż 50%. Co wynika z art.4 pkt 8 i art.3 ust.1 pkt 5 ustawy.

 

Wróćmy więc jeszcze na chwilę do mojego apelu o uważne przyjrzenie się osobom, na których opinii opieramy swoją wiedzę na temat zmieniającej się sytuacji prawnej. Czyż rzetelność i kompetencja nie są dziś towarem pierwszej potrzeby? Czy możemy pozwolić by osoby z jakiś względów nie nadające się do publicznego komentowania wykładni prawnych nadal to robiły? Myślę, że nadszedł najwyższy czas przerwać taką praktykę.
Podejrzewam, że mój postulat nie jest zapewne odosobniony i chętnie podpisze się pod nim każdy, kto choć raz zgubił się w gąszczu "fachowych" interpretacji. Dobrze, jeśli w porę odnalazł właściwą drogę....