Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Droga przez mękę

W pierwszych miesiącach 1995 roku złośliwcy nazwali wprowadzoną wówczas ustawę o zamówieniach publicznych "wielkim hamulcowym" w rozumieniu spowodowania przez nią redukcji wydatków budżetowych poprzez odsunięcie ich w czasie potrzebnym na opracowanie odpowiednich papierów, uruchamiających postępowania przetargowe. Wydaje się, że obecne rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 2 września 2004 roku można nazwać "hamulcowym gigantycznym".

 

Posłużmy się prostym przykładem, ma on postać stenogramu dialogu, jaki miał miejsce na początku października w pewnej instytucji.

 

Jest w Warszawie zabytkowy budynek pałacowy, oczywiście niemal całkowicie zniszczony w czasie wojny i odbudowany na przełomie lat 40 i 50 tych XX wieku, ale zabytek pełną gębą, wpisany do rejestru zabytków, prowadzonego przez Wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jako taki powinien być objęty pieczołowitą opieką konserwatorską, tak w świetle starej ustawy o ochronie dóbr kultury z 1962 roku jak i nowej o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z 23 lipca 2003 roku. Mieści się w nim ośrodek szkolno-wychowawczy dla dzieci tzw. specjalnej troski. Ośrodek biedny tak, że przysłowiowa mysz kościelna jawi się przy nim krezusem.

Biedny jest również sam pałac, zaniedbany w ostatnich latach przez władze miejskie i władze konserwatorskie w sposób wołający o pomstę do nieba. Zaczynają pękać ściany jednego ze skrzydeł tego budynku. Pękały również i w latach 70-tych, wtedy wykonano jednak pewne doraźne wzmocnienia, widocznie znalazły się wówczas na nie jakieś pieniądze. Obecnie, po 25 latach, sytuacja powtarza się. Na prośbę ośrodkowej administracji pałacu piszę w tej sprawie odpowiednią opinię techniczną. Niemal za darmo, bo czasem, dla lepszego samopoczucia warto zrobić jakiś dobry uczynek.

Przyczyna spękań jest jasna, moje wnioski są zresztą zbieżne z wnioskami ekspertów opracowujących odpowiednią opinię przed 27 laty. Tym razem oprócz doraźnych wzmocnień nie uda się zapewne uniknąć konieczności wzmocnienia fundamentów, wykonanych przez tzw. ich podbicie (poszerzenie i pogłębienie poziomu posadowienia). Zestawiam to pracowicie na 12 stronach opinii, obficie ilustrując kolorowymi fotografiami, biorąc po ok. 17,40 zł za stronę.

 

No dobrze, pyta szefowa administracji ośrodka, to co mam dalej robić?
No jak to co? Przede wszystkim Pani pałac, jako obiekt zabytkowy, przed wykonaniem jakichkolwiek budowlanych robót wzmacniająco-zabezpieczających będzie wymagał wydania pozwolenia (w postaci decyzji administracyjnej, po przeprowadzeniu postępowania wg uregulowań Kodeksu postępowania administracyjnego) przez wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Co mam zanieść do konserwatora?

Obawiam się że konserwator będzie wymagał projektu budowlanego wykonania wzmocnień fundamentów.

Czy byłby pan skłonny zrobić na nasze zlecenie taki projekt?

Pewnie tak, ale nie da się zaprojektować podbicia fundamentów, o których nie wiemy nic. Nie wiemy, no bo oczywiście nie mamy XVIII wiecznej dokumentacji konstrukcyjnej budynku, nie wiemy nawet czy pod ścianą fundamentową istnieją jakiekolwiek ławy fundamentowe, jaki jest ewentualny poziom ich posadowienia. Nie wiemy też nic o parametrach geotechnicznych podłoża gruntowego. Może warto zatem pokusić się wykonanie odpowiednich odkrywek fundamentów i przeprowadzenie badań geotechnicznych?

Na pewno warto, ale kto ma je wykonać? I za co?

No fakt, zwłaszcza badania gruntowe będą dość kosztowne. Ale może wasz portier w czynie społecznym mógłby odkopać w kilku miejscach fundamenty.

Nie da rady, on już ledwie chodzi, wypada mu dysk.

No to problem. Może zatem zróbmy "sztuczny" projekt. Projekt, w którym założymy jakiś hipotetyczny wygląd fundamentów i pewne, przykładowo-podręcznikowe rozwiązanie podbicia.

Czy konserwator wyda na tej podstawie decyzję zezwalającą na wykonanie robót?

Prawdopodobnie tak, on również nie wie jak wyglądają fundamenty skrzydła naszego pałacu.

Przypuśćmy, że pokonamy konserwatora, cóż dalej?

Jeśli nawet po np. dwóch miesiącach będziemy mieli pozytywną decyzję konserwatora, dalej konieczne będzie uzyskanie pozwolenia na budowę.

Kto je wydaje?

Właściwy organ administracji architektoniczno-budowlanej czyli starosta powiatowy, do którego trzeba złożyć, w czterech egzemplarzach projekt budowlany, ten właśnie "sztuczny" z wszystkimi uzgodnieniami (chyba wystarczy tylko ta decyzja konserwatorska i pozwolenie ZDM-u na zajęcie kawałka chodnika, za które oczywiście trzeba będzie zapłacić. Jest też niebezpieczeństwo, że, zgodnie z treścią nowego rozporządzenia Rady Ministrów "w sprawie określenia warunków udzielania zgody na zajęcie pasa drogowego" z dnia 1 czerwca 2004 roku, ze względu na wykop zażądają wykonania i uzgodnienia z nimi, oraz policją, projektu tymczasowej organizacji ruchu, bo faktycznie chodnik będzie na pewien czas zamknięty dla ruchu pieszego. Niewykluczone też, że okaże się, iż plan sytuacyjny o którym mowa w w/w rozporządzeniu jako o koniecznym elemencie wniosku, będzie należało sporządzić na odpowiednim podkładzie geodezyjnym). Oprócz projektu budowlanego nie obejdzie się z pewnością bez informacji do planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, koniecznie trzeba będzie wypełnić oświadczenie o dysponowaniu nieruchomością na cele budowlane (tu może być kłopot, bo z druku oświadczenia wynika, że ma go podpisać wyłącznie osoba prawo takie mająca, nie żaden pełnomocnik. Jeśli nie daj Boże dysponentem pałacu jest np. prezydent Kaczyński, to w ferworze walki z organizatorami bicia seksualnego rekordu świata może nie znaleźć czasu na złożenie podpisu). Ale za to jest nadzieja, że darowany zostanie projekt zagospodarowania działki lub terenu, tym samym odpadnie Pani obowiązek starania się o wydanie aktualnej mapy sytuacyjno-wysokościowej do celów projektowych i związane z tym koszty.

Boże, ile dokumentów, ale czy jak je zdobędę, to czy szybko wydadzą takie pozwolenie na budowę?

Migiem, przecież tu nawet nie trzeba będzie prowadzić postępowania w sprawie oddziaływania na środowisko. Czyli maksimum 65 dni od złożenia wniosku, no chyba żeby się co obsunęło.

Co obsunęło!?. Ściana budynku?

Nie, coś w papierach, jakieś postanowienie o brakach w złożonym wniosku, itp. Ale mogę Panią pocieszyć, że jak się spóźnią bez przyczyny to płacą karę. I to całkiem niemałą.

Naprawdę coś mogą nam zapłacić?

Nie no, nie nam, lecz skarbowi państwa.

E, tam, z pustego w próżne. Przypuśćmy, że mam już pozwolenie na budowę, co dalej?

Będzie to już dużo. Mogłaby już Pani rozpocząć przygotowywanie procedury zamówienia publicznego

Wiem, byłam niedawno na szkoleniu z tych przepisów, mówili, że coś się ostatnio zmieniło. Niech mi pan przypomni, bo ja sobie całą naszą rozmowę notuję, co będę musiała przygotować, żeby to ruszyć?

Drobiazg. Projekt budowlany przecież już będzie, sztuczny, bo sztuczny ale będzie. Teraz na podstawie tego trzeba będzie zrobić projekt wykonawczy.

Ale sam pan mówił, że ten budowlany będzie "sztuczny"?

No to jaki problem, zrobimy go równie sztucznym jak budowlany, ale będzie, bo być musi.

A co to w ogóle jest ten projekt wykonawczy?

W naszym przypadku jeszcze raz to samo co budowlany, ale nieco szczegółowiej. Na pewno jednak z inną okładką. Dalej robimy przedmiar robót, oczywiście musimy go zestawić odpowiednio do systematyki kodów Wspólnego Słownika Zamówień, choć nie będziemy mieli żadnej pewności, że to w efekcie zostaną w nim ujęte te roboty, które rzeczywiście okażą się konieczne do wykonania. Zrobimy go, aby odpowiadał temu sztucznemu projektowi. Napiszemy informację do planu bioz, z tym poradzę sobie śpiewająco, no i wreszcie trzeba będzie zrobić specyfikacje techniczne wykonania i odbioru robót.

Boże, a cóż to takiego!?

Takie sobie niewielkie opracowanie, które w myśl obowiązującego od tygodnia rozporządzenia zawiera co najmniej:

  • nazwę zamówienia,
  • opis przedmiotu i zakresu robót budowlanych,
  • wyszczególnienie i opis prac towarzyszących i robót tymczasowych,
  • informacje o terenie budowy zawierające wszystkie niezbędne dane istotne z punktu widzenia organizacji robót budowlanych, zabezpieczenia interesów osób trzecich, ochrony środowiska, warunków bezpieczeństwa pracy, zaplecza dla potrzeb wykonawcy, warunków dotyczących organizacji ruchu, ogrodzenia placu budowy, zabezpieczenia chodników i jezdni,
  • nazwy i kody grup robót, klas robót i kategorii robót,
  • określenia podstawowe zawierające definicje pojęć i określeń nigdzie wcześniej niezdefiniowanych a wymagających zdefiniowania w celu jednoznacznego rozumienia zapisów dokumentacji projektowej i specyfikacji technicznej wykonania i odbioru robót,
  • wymagania dotyczące właściwości wyrobów budowlanych oraz niezbędne wymagania związane z ich przechowywaniem, transportem, warunkami dostawy, składowaniem i kontrolą jakości - wszystko to w odniesieniu do postanowień odpowiednich norm,
  • wymagania dotyczące sprzętu i maszyn niezbędnych lub zalecanych do wykonania robót zgodnie z wymagana jakością,
  • wymagania dotyczące środków transportu,
  • wymagania dotyczące wykonania robót budowlanych z podaniem sposobu wykończenia poszczególnych elementów, tolerancji wymiarowych, szczegółów technologicznych, oraz niezbędne informacje dotyczące odcinków robót, przerw, ograniczeń, a także (ewentualne) wymagania specjalne,
  • opis działań związanych z kontrolą, badaniami oraz odbiorem robót w nawiązaniu do dokumentów odniesienia,
  • wymagania dotyczące przedmiaru i obmiaru robót,
  • opis sposobu odbioru robót,
  • opis sposobu rozliczania robót tymczasowych i prac towarzyszących, zestawienie dokumentów odniesienia, czyli elementy dokumentacji projektowej, norm, aprobat technicznych, itd.

Chyba pan żartuje, kto da radę to wszystko zestawić i napisać w takiej specyfikacji?

Niestety nie żartuję, a liczba pojedyncza, jakiej Pani użyła nie jest właściwa, takich specyfikacji musi być co najmniej 4.

Cztery egzemplarze?

Nie, cztery różne specyfikacje.

A ile to wszystko potrwa i ile będzie kosztowało?

Trochę potrwać musi, no parę miesięcy, góra pół roku,

A ja myślałam że to się da wykonać w miesiąc - dwa.

Wykonać to się oczywiście w miesiąc da, ale to dotyczy robót. Całość też można by zrealizować w niewiele dłuższym czasie. Można by, ale nie wolno, bo przepisy są święte.

A ile to może kosztować?

Tu proszę być optymistką, papierologia związana z przygotowaniem dokumentów, o których mówiliśmy, nie powinna przekroczyć kosztu samych robót.

Kto wymyślił te przepisy, przecież to jakaś paranoja?

Detalicznie kto wymyślił to nie wiem, ale wiem kto wprowadził je w życie. Z tym, że nazwiska różnych ministrów chyba niewiele Pani powiedzą.

Horror, po prostu czyste szaleństwo!

W każdym szaleństwie jest jakaś metoda. Spójrzmy na to z drugiej strony. Przecież to sposób na oszczędności budżetowe, tworzenie papierów jest mimo wszystko tańsze niż sama robota. Tworzymy więc papiery, dzięki temu wydajemy na razie mniej, niż wydawalibyśmy już dziś na robotę. Na robotę wydamy później, a może nie wydamy w ogóle. Po prostu na robotę już nie starczy.

Wie pan co, zapamiętałam takie sformułowanie - wymagania specjalne. To ja mam wymaganie specjalne - niech pan już sobie dziś idzie, a ja, zastanowię się czy się iść utopić, upić, zwolnić z pracy czy też spróbować zacząć to załatwiać.

 

Realizując wymaganie specjalne tej sympatycznej kobiety, czyli wychodząc, przyszło mi do głowy ostatnie pytanie (zachowałem się więc jak porucznik Colombo, który zawsze wychodząc rzucał od drzwi jeszcze jedno, ostatnie pytanie) - czy ma Pani na to wszystko jakieś pieniądze?

No co pan, nie mam nawet na najbliższy rachunek za światło i pensje nauczycielek.

To jak będzie?

A jutro wkładam najbardziej zniszczoną jesionkę z cerą na kołnierzu (jak płaszcz porucznika Colombo) i z tą pana opinią pod pachą pójdę po prośbie do kuratorium, gminy, konserwatora. Może ktoś coś da. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Nie chciałbym Pani urazić, ale na temat nadziei jest nawet przysłowie, coś tam o matce …

Wiem, ale jest też drugie.

Nie znam, jakie.

Że każdą, bez wyjątku, matkę należy szanować.

 

Wystarczy.

Za niewiele czasu gwiazdka, mnóstwo prezentów (oby nie kolejne rozporządzenia), szampański Sylwester, może jakiś wypad na narty. Nie, żeby zaraz do Aspen czy St. Moritz, ale choćby do Szczyrku. Czego serdecznie Państwu życzę.