Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Stało się

W kwietniu tego roku miałem okazję zapoznać się z dwoma projektami nowych aktów wykonawczych do nowego, wprowadzonego 2 marca tego roku, Prawa zamówień publicznych, zamieszczonymi na stronach informacyjnych Ministerstwa Infrastruktury. Zgodnie z dyrektywami zawartymi w art.31 i 33 tej ustawy zaszła bowiem konieczność wydania do niej szeregu nowych rozporządzeń, w tym dwóch jak najbardziej dotyczących kwestii budowlanych.

 

Pierwsze z nich to nowe rozporządzenie o kosztorysie inwestorskim. Miało ono zastąpić dopiero co wydane (24 stycznia 2004 r. i obowiązujące od 8 marca) rozporządzenie "w sprawie metod i podstaw sporządzania kosztorysu inwestorskiego" z Dz.U. nr 18/2004. Wg sformułowań użytych w treści art.33 Prawa zamówień publicznych nowy akt prawny, oprócz kwestii kosztorysowania, musiał także uwzględniać, co jest nowością w stosunku do trzech poprzednich rozporządzeń regulujących tę materię, sposoby ustalania planowanych kosztów prac projektowych oraz planowanych kosztów robót budowlanych, określonych w programie funkcjonalno-użytkowym.

Uważna lektura projektu nowego rozporządzenia, który zresztą bardzo szybko przestał być projektem i nabrał realnej mocy obowiązującej w postaci gotowego już rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 18 maja 2004 roku pod długim tytułem "w sprawie określenia metod i podstaw sporządzania kosztorysu inwestorskiego, obliczania planowanych kosztów prac projektowych oraz planowanych kosztów robót budowlanych określonych w programie funkcjonalno-użytkowym", opublikowanego w Dz.U. nr 130/2004 pod poz.1389, nie spowodowała u mnie istotnego skoku poziomu adrenaliny. Może jedynie pewną zadumę nad kolejami losu.

 

Część z nas przecież pamięta pewnie rok 1994, kiedy to pokazało się pierwsze rozporządzenie dotyczące kosztorysowania inwestorskiego do świeżo wtedy wprowadzanej ustawy o zamówieniach publicznych. Rozporządzenie to było tak rygorystyczne, że zakazywało wprost stosowania dotychczasowych algorytmów kalkulacji wartości robót, wmuszając w to miejsce nowy, własny odmienny schemat obliczeniowy (coś przecież trzeba było zmienić). Wprowadziło również obowiązek stosowania nowej bazy normatywnej w postaci KSNR-ów, zabraniało korzystania z informacji cenowych publikowanych przez istniejące już wówczas na rynku firmy zajmujące się cenową obsługą budownictwa, czy wreszcie eliminowało możliwość uwzględniania w kosztorysie szeregu istotnych czynników mających wpływ na wielkość przewidzianych do wydatkowania nakładów.

 

To archiwalne już dziś rozporządzenie nakazywało w pierwszym rzędzie stosowanie uproszczonej metody kalkulacji, tu również zachowując się jak "pies ogrodnika" tzn. żadne ceny jednostkowe robót budowlanych publikowane przez wspomniane ośrodki cenowe budownictwa, tylko oficjalny urzędowy cennik robót, wydawany wówczas jeszcze pod patronatem MGPiB. Ten drobny szkopuł, iż cennika tego nie udało się wydać przez kolejnych 5 lat, pomińmy milczeniem. Niemal wszystkie wymienione obostrzenia powtórzone były też w kolejnym rozporządzeniu w tej sprawie, wydanym zimą 1999 roku, a za duży sukces ówczesnych władz odpowiedzialnych za kwestie kosztorysowania należało uznać pojawienie się w drugiej połowie tego roku długo wyczekiwanych cenników ministerialnych z cenami jednostkowymi do uproszczonej metody kosztorysowania. Oczywiście słowo "ministerialnych" jest tu swego rodzaju skrótem myślowym. Cenniki te przecież, na zlecenie wspomnianych władz, opracowały warszawska Promocja i poznański Orgbud-Serwis".

 

W kolejnej wersji przepisów, wydanych z podziwu godną regularnością, po następnych 5 latach (czyli wspomnianym już rozporządzeniu ze stycznia 2004 roku) dalej utrzymano znaczne ograniczenia w swobodzie wykonywania kosztorysów inwestorskich, chociaż pewne urealnienia, jak np. likwidacja wyłączeń zapisanych poprzednio w załączniku nr 1 (co pozwalało bardziej zbliżyć wartość z kosztorysu inwestorskiego do rzeczywistej wartości robót) były już widoczne.

 

I nagle, od dnia 23 czerwca 2004 r., kiedy zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie z 18 maja 2004 roku, wydane do nowej wersji ustawy zamówieniowej (dotychczasowe aż 110 artykułów starej ustawy o zamówieniach publicznych zastąpiono zaledwie 227 artykułami nowego Prawa zamówień publicznych) okazało się, że właściwie żadnych zasad kosztorysowania inwestorskiego już nie ma. Podstawową wytyczną zawartą w tym nowym rozporządzeniu można przetłumaczyć jako "róbcie kosztorys inwestorski jak umiecie, opierając się na czym chcecie, czyli dowolnej bazie normatywnej a jeszcze lepiej na własnych kalkulacjach, dowolnym wsadzie cenowym, stosując algorytmy jak do tej pory. Wyjść (w sensie wyniku liczbowego) ma po prostu dobrze, czyli tyle co to rzeczywiście powinno kosztować".

 

I tyle o pierwszym z wymienionych na wstępie rozporządzeń. Tym bardziej, że o kosztorysowaniu i jego historii zanudzałem Państwa chyba przez ostatnie trzy kwartały i może powstać wrażenie, że powtarzam się[1]. No cóż, starsi ludzie mają taką cechę, jak chociażby dziadek Jacek z popularnego niegdyś słuchowiska radiowego "Rodzina Poszepszyńskich", z lubością wkoło opowiadający o wojnie rosyjsko-japońskiej w 1905 roku.

 

Podczas lektury projektu drugiego z planowanych do wprowadzenia rozporządzeń powiało natomiast grozą. Włos zjeżył się na głowie (cała ta resztka, jaka mi jeszcze została).

 

Przy opisie przedmiotu zamówienia na roboty budowlane, w miejsce:

- dotychczas obowiązkowego projektu budowlanego, patrz art.17 starej ustawy o zamówieniach publicznych, określonego eufeministycznie jako dokumentacja projektowa wymagana odrębnymi przepisami (czytaj Prawem budowlanym),

- specyfikacji technicznych wykonania i odbioru robót budowlanych, czyli bliżej nieokreślonego dzieła, wpisanego w w/w artykuł jesienią 1997 roku, którego obowiązku przygotowania tak naprawdę mało kto egzekwował,

oraz nieobowiązkowego, lecz z reguły wykonywanego

- przedmiaru robót w ujęciu kosztorysowym, który pozwalał wywiązać się z obowiązku określenia oferentom sposobu wyliczenia ceny ofertowej, zapisanego w art.35 starej ustawy (przedmiar ten, jako tzw. "ślepy kosztorys" oferent wypełniał cenami, tworząc kosztorys ofertowy, czyli najistotniejszą część każdej oferty)

 

dla typowej roboty budowlanej objętej zamówieniami publicznymi czyli roboty wymagającej uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę wymagane będzie opracowanie:

 

- tak jak do tej pory projektu budowlanego,

- projektu wykonawczego czyli opracowania, którego wymienienia z nazwy, a tym bardziej zdefiniowania zawartości, jak ognia unikała do tej pory ustawa Prawo budowlane i wydawane do niej przepisy wykonawcze, określając go enigmatycznie jako inne projekty lub dodatkowe opisy i rysunki służące do realizacji obiektu,

- przedmiaru robót, ale już wykonanego zgodnie z podziałem klasyfikacyjnym Wspólnego Słownika Zamówień, określonym w rozporządzeniu Komisji Wspólnot Europejskich nr 2151/2003 z 16 grudnia 2003 roku. Każdy, kto choć raz otworzył tę książkę, bo Wspólny Słownik jest książką, zorientował się, że zastosowane w nim podziały na grupy robót, klasy, kategorie i podkategorie nie do końca odpowiadają (delikatnie mówiąc) logicznym podziałom stosowanym w typowych klasyfikacjach robót budowlanych. A to, że zdecydowana większość programów komputerowego kosztorysowania (których fragmentem jest komputerowe przedmiarowanie) nie ma jeszcze odpowiednich opcji umożliwiających import do przedmiaru kodów Słownika, autorów w/w przepisu nie interesuje,

- specyfikacji technicznych wykonania i odbioru robót budowlanych, co zapewne jest już ostatecznym gwoździem do trumny każdego inwestora chcącego wywiązać się z obowiązków nałożonych przepisami.

 

Dlaczego uznałem za typową budowę lub robotę budowlaną (bo budowa i roboty budowlane to nie to samo na gruncie Prawa budowlanego, patrz art.3, definicje 6 i 7) taką, która wymaga zdobycia uprawomocnionej decyzji o pozwoleniu na budowę? Bo mimo iż art.29 Prawa budowlanego jest z każdą kolejną nowelizacją coraz obszerniejszy, (czyli, prosty wniosek, coraz więcej robót nie wymaga pozwolenia na budowę), to jednak istotnej liberalizacji w tym względzie nie odczuwa się. Przyglądając się uważnie zawartości art. 29 Prawa budowlanego dostrzeżemy łatwo, że rozszerzenia zakresu zwolnień z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę dotyczą tak wielkich obiektów jak pomosty do cumowania kajaków i wędkowania, budki telefoniczne, parkometry, korty tenisowe, oczka wodne, trzepaki i piaskownice, ogrodzenia, nie za wielkie zbiorniki na gnojówkę lub gnojowicę, czyli obiektów przy których i tak z reguły nikt nie zawracał głowy jakiejkolwiek władzy budowlanej przez składanie odpowiednich wniosków czy zgłoszeń. Jak chociażby przydomowe baseny o powierzchni do 30 m2, których, ze względu na nasz równikowy klimat i rosnącą zamożność społeczeństwa, buduje się coraz więcej wokół nowopowstających rezydencji mieszkalnych.

 

Czym jest specyfikacja techniczna wykonania i odbioru robót budowlanych pozwoliłem sobie już napisać szerzej w artykule "SPECYFIKACJA TECHNICZNA - a to coś nowego", zamieszczonym na gościnnych łamach Atheny wiosną 2002 roku. Jak łatwo zauważyć jest to coś w rodzaju przepisu z książki kucharskiej, weź tyle i tyle tego i tego, czyli zastosuj takie materiały, przepraszam, zgodnie z nową nomenklaturą od pewnego czasu należy już mówić wyłącznie "wyroby budowlane" zgodnie z uregulowaniami ustawy o systemie oceny zgodności (Dz.U. z 2002 nr 166, poz.1360) i ustawy o wyrobach budowlanych (Dz.U. z 2004 nr 92, poz.881), a następnie, żeby trzymać się już określeń budowlanych, określ warunki przystąpienia do robót, zasady wykonawstwa, reżimy technologiczne, dopuszczalne odchyłki, zasady obmiaru robót, reguły i algorytmy stosowane przy odbiorze robót, itd., kończąc na wykazie przepisów związanych i Polskich Norm.

 

Pomyślałem sobie wówczas, że jest niemożliwe, aby coś takiego mogło zostać wprowadzone jako przepis do obligatoryjnego stosowania. O tym, że mam rację, jak w swojej naiwności mi się wydawało, utwierdził mnie fakt szybkiego wprowadzenia rozporządzenia o kosztorysowaniu inwestorskim i przedłużająca się cisza w zakresie rozporządzenia o zakresie, formie dokumentacji projektowej i specyfikacjach technicznych.

Minął czerwiec, minął lipiec, sierpień, no i wreszcie stało się. To tytułowe "STAŁO SIĘ". Ciekawe czy ręka pana ministra Krzysztofa Opawskiego, który na stanowisku Ministra Infrastruktury zastąpił medialnego (w sensie niemal codziennego szarpania przez różne media) pana Marka Pola, nie zadrżała przy podpisywaniu treści rozporządzenia z dnia 2 września. Opublikowane w Dz.U. nr 202 (był kiedyś, we Wrocławiu, kabaret "202", ale zbieżność tą proszę traktować jako przypadkową) pod pozycją 2072, zaczęło obowiązywać od 1 października tego roku.

 

W stosunku do projektu, który pozwoliłem sobie wyżej omówić, są w nim pewne zmiany, lecz nie wydaje się istotne ich bardziej szczegółowe omawianie. Skoncentrujmy się na rzeczach realnie ważnych.

Projekt wykonawczy da się jeszcze przeboleć. Większość projektantów może go nawet przyjąć z zadowoleniem. Wszak robiąc przyzwoity projekt i tak zamieszczaliśmy w nim, chcąc dać szansę zrealizowania robót nim objętych, szereg informacji wykraczających poza określony jako minimum zakres projektu budowlanego. Teraz, w pełni w majestacie prawa, będzie można te szczegóły sprzedać jako odrębne opracowanie pt. "Projekt wykonawczy". I, kto wie, może dostać za to jakieś dodatkowe pieniądze.

Przedmiar robót - też chyba nie będzie z tym w niedalekiej przyszłości większych kłopotów. Przy istniejącej konkurencji na rynku firm oferujących programy komputerowe do kosztorysowania robót budowlanych pojawianie się kolejnych wersji tych programów zapewniających możliwość wprowadzania kodów CPV jest kwestią najbliższego czasu. Oczywiście wszystkie niedostatki zarówno merytorycznego układu Słownika jak i jego tłumaczenia uwidocznią się jeszcze bardziej, ale trudno. Ponadto nie ma (na razie) wyraźnie określonej wysokości kary za "przywiązanie" do jakiejś pozycji przedmiarów nieprawidłowego kodu CPV.

Ostatnią częścią wymaganej do opracowania dokumentacji projektowej jest informacja do planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, chociaż kwestie bezpieczeństwa i ochrony zdrowia mają się nijak do ideologii zamówień publicznych. Z drugiej strony opracowanie w/w informacji i tak jest od pewnego czasu ustawowym (ale do tej pory jedynie w rozumieniu Prawa budowlanego, art. 20) obowiązkiem projektanta. Dodajmy, że ze względu na małą przydatność tej informacji dla przyszłego kierownika budowy przy opracowywaniu planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia oraz wręcz śladowo znikomą jej przydatność dla faktycznego poziomu bezpieczeństwa na przyszłej budowie, często obowiązkiem lekceważonym. Oczywiście lekceważonym do czasu, nasi czujni ustawodawcy fakt ten wyłapali i od 31 maja zobowiązali potencjalnego inwestora, składającego w organie administracji architektoniczno-budowlanej wniosek o pozwolenie na budowę, do złożenia wraz z nim rzeczonej informacji (patrz znowelizowana treść art.35, ust.1 ustawy Prawo budowlane).

Teraz o specyfikacjach.

Tu najważniejsza wiadomość tkwi w paragrafie 13 rozporządzenia. Otóż nie trzeba robić tych specyfikacji oddzielnie dla każdej roboty budowlanej wchodzącej w zakres projektów budowlanego i wykonawczego. Wystarczą cztery. Dla robót związanych z przygotowaniem terenu pod budowę, dla podstawowych robót konstrukcyjnych, dla wszystkich robót instalacyjnych (bez względu na branże, chociaż uwaga - ze względu na niezbadane przyczyny, izolacje budowlane również zaliczono do instalacji budowlanych, w sumie i to i to jest na "i"), oraz dla całej wykończeniówki. Ewentualnie jeszcze piąta specyfikacja zawierająca wymagania wspólne dla wszystkich w/w czterech specyfikacji działowych.

Tak więc i specyfikacje zapewne da się pokonać. Ciekawe kto pierwszy opracuje i wprowadzi na rynek (oficjalnie lub pokątnie) w postaci dyskietki lub płyty CD zestaw tych 4 lub 5 specyfikacji technicznych napisanych tak ogólnie, że da się je wsadzić w dowolną dokumentację postępowania o zamówienie publiczne na dowolną robotę budowlaną.

 

Może więc nie taki diabeł straszny jak na pierwszy rzut oka wygląda. Bo wygląda groźnie. Kilka organizacji budżetowych zamówiło już u mnie szkolenia na temat " Nowe rozporządzenie w sprawie szczegółowego zakresu i formy dokumentacji projektowej, specyfikacji ………. itd." równolegle przekazując informację, że prawdziwy tytuł szkolenia powinien brzmieć "Jak to wszystko obejść", lecz, że nie można go wpisać oficjalnie w program i treść zlecenia na przeprowadzenie szkolenia.

Na jednym z tych szkoleń, w trakcie wykładu wstał jeden z szefów odpowiedzialnych za całą szkoloną jednostkę i spytał - "proszę pana, czy to, co pan nam opowiada, to jest prawda?" W sumie łatwe pytanie. "Nie, to jest jakiś koszmarny sen i zaraz wszyscy się obudzimy" zażartowałem w odpowiedzi.

Znacznie trudniej było coś poradzić (na innym szkoleniu) człowiekowi z działu inwestycji, który miał już całą gotową specyfikację istotnych warunków zamówienia, uprawomocnione pozwolenia na budowę, zatwierdzony projekt budowlany, kosztorys inwestorski (oczywiście bez przedmiaru z CPV), pieniądze na realizację (z obowiązkiem wydania do końca roku). Nie miał projektu wykonawczego ani czterech wymaganych specyfikacji technicznych, a planował rozpoczęcie procedury zamówienia publicznego (ogłoszenie do BZP) na pierwszy tydzień października.

W pierwszych miesiącach 1995 roku złośliwcy nazwali wprowadzoną wówczas ustawę o zamówieniach publicznych "wielkim hamulcowym" w rozumieniu spowodowania przez nią redukcji wydatków budżetowych poprzez odsunięcie ich w czasie potrzebnym na opracowanie odpowiednich papierów, uruchamiających postępowania przetargowe. Wydaje się, że obecne rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 2 września 2004 roku można nazwać "hamulcowym gigantycznym".

 

 

 

[1] - przyp.red. - artykuły z cyklu "Krótki zarys historii wyliczania należności za roboty budowlane i przepisów proceder ten normujących" mogą Państwo znaleźć w "Buduj z Głową" nr 1÷3/2004.