Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Kiedy cegły lecą z chmur

Wracając po żmudnym i ciężkim dniu do domu przejeżdżałem obok remontowanej kamienicy. Jak co dzień minąłbym ją bez zwrócenia na nią uwagi, gdyby nie to, że na samochód jadący przede mną spadł spory kawałek rusztowania. Na szczęście nikomu nic poważnego się nie stało. Jednak w oczekiwaniu na pogotowie i samochód straży zacząłem się zastanawiać nad konsekwencjami takiego zdarzenia.
Pierwsze, o czym pomyślałem to jutrzejsza notatka w prasie i nazwa firmy przewijająca się w treści. Źle to bardzo dla dobrego imienia właściciela, źle dla kierownika robót. Dla osób w branży będzie to widoczny sygnał, że jednak przedsiębiorca ten nie jest tak kompetentny jak przedstawiają to foldery reklamowe. Za notatką prasową zbiorą się zaraz chmury w postaci kontroli urzędów – przede wszystkim nadzór budowlany, bo upadek z wysokości elementów konstrukcyjnych rusztowania jest już katastrofą w rozumieniu ustawy oraz Państwowa Inspekcja Pracy, jeśli na budowie były osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Straż miejska także baczniej będzie zwracać uwagę na to, co się dzieje na budowie i jak jej teren jest zabezpieczony.

 

 

Drugą myślą była kwestia odpowiedzialności zawodowej prowadzącego budowę. Kierownik budowy może być obwiniony o spowodowanie zagrożenia życia, zdrowia ludzi, zagrożenia bezpieczeństwa mienia lub wywołanie znacznej szkody materialnej, jeśli skutki jego działania albo zaniechania nastąpiły w związku z jego rażącymi błędami i zaniedbaniami. Karą w takim przypadku może być konieczność ponownego złożenia w wyznaczonym terminie egzaminu wymaganego do sprawowania samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie lub nawet (w najgorszym przypadku) zakaz wykonywania tej funkcji technicznej na okres do 5 lat. Informacja o karze przesyłana jest do wszystkich zainteresowanych, począwszy od podmiotu zatrudniającego danego kierownika budowy, a skończywszy na Głównym Inspektorze Nadzoru Budowlanego. Pozostawia trwały ślad w postaci wpisu do centralnego rejestru ukaranych, aż do chwili, gdy kara ulegnie zatarciu. Szybka analiza tego, czego byłem świadkiem pozwoliła na stwierdzenie, że rusztowanie na remontowanej kamienicy prawdopodobnie nie zostało zakotwione w sposób dostateczny. W samym centrum miasta na poziomie gruntu nie było możliwości wyznaczenia odpowiednio szerokich stref niebezpiecznych, niestety nie było również śladu daszków ochronnych, które powinny zostać wzniesione w takiej sytuacji. Jeśli po ewentualnej kontroli nadzoru budowlanego okaże się jeszcze, że nie opracowano w ogóle planu bezpieczeństwa i ochrony zdrowia, to kierujący robotami może mieć kłopoty z utrzymaniem swojej wypracowanej przez lata funkcji kierownika budowy. Zanim to jednak nastąpi, osoby odpowiedzialne za stan budowy czeka dodatkowo mało przyjemna wizyta Panów w niebieskich mundurach. Ten bowiem, kto wbrew swemu obowiązkowi, a niewątpliwie kierujący robotami taki obowiązek ma, nie dokonuje odpowiedniego zabezpieczenia miejsca niebezpiecznego dla życia lub zdrowia człowieka, naraża się na karę grzywny lub karę aresztu. W sprawach takich orzeka sąd grodzki, więc nałożone sankcje można przeżyć bez uszczerbku zawodowego. W dużo gorszej sytuacji znalazłaby się osoba odpowiedzialna za organizację pracy na placu budowy, gdyby w wyniku tego wypadku ktoś zginął lub został bardzo poturbowany. Wystąpienie takiego skutku mogłoby spowodować wszczęcie postępowania karnego wobec winnych zaniechania wypełnienia obowiązków na budowie. Kary związane z ewentualnym skazaniem przez sąd w sprawach o przestępstwa są już bardzo poważne.

 

 

Od razu jednak złapałem się na pewnym skrzywieniu profesjonalnym. Dlaczego zacząłem rozważania od reperkusji karnych i zawodowych wobec osób prowadzących proces budowlany? Pozostają przecież o wiele dotkliwsze cywilnoprawne roszczenia poszkodowanego wobec przedsiębiorstwa prowadzącego remont kamienicy. Po pierwsze spadający kawałek rusztowania zniszczył samochód, więc jego właściciel może żądać od przedsiębiorcy wyrównania szkody, zarówno realnie występującego uszczerbku w mieniu, jak i utraconych korzyści związanych z wyłączeniem samochodu z używania. Podobnie rzecz się ma ze zdrowiem kierującego pojazdem i osobami znajdującymi się w środku pojazdu. Naprawienie szkody w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty. Wymienić tu można: koszty leczenia, koszty ewentualnego przygotowania do innego zawodu i rentę tymczasową, jeżeli poszkodowany stał się inwalidą, a nawet dożywotnią rentę, jeśli kalectwo poszkodowanego ma charakter trwały i utracił on całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej. Jeśli oprócz wymiernych szkód materialnych, poszkodowani doznali krzywdy, sąd może przyznać dodatkowo odpowiednią sumę pieniężną tytułem zadośćuczynienia. Zastanowiłem się przez moment nad problemem zakresu odpowiedzialności przedsiębiorcy. Czy będzie on odpowiadał za szkodę na zasadzie winy czy też na zasadzie ryzyka? W przytłaczającej większości przypadków przedsiębiorca ten ponosić będzie jednak odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. Nie ma wtedy znaczenia, czy osoba wyznaczona do wykonania konkretnych zadań przez firmę zawiniła w jakimś stopniu np. przez zaniedbanie swoich obowiązków. Odpowiedzialność za ewentualną powstałą szkodę w majątku i zdrowiu osób trzecich jest wkalkulowana w prowadzenie działalności przez przedsiębiorcę. W tej sytuacji poszkodowany przed sądem może poprzestać tylko na udowodnieniu wysokości powstałej szkody i związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy zdarzeniem i działalnością przedsiębiorstwa. Tak ukształtowaną odpowiedzialność finansową wyłączyć może wystąpienie tzw. siły wyższej, mylonej często z interwencją boską, lub wykazanie, że zdarzenie powstało wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą przedsiębiorca nie ponosi w ogóle odpowiedzialności.

 

Całe szczęście, że tak naprawdę nic nikomu się nie stało. Nie było ofiar, nie było urwanych kończyn i urazów kręgosłupa. Przez moment poczułem radość z faktu, że nie prowadzę jednak firmy remontowo-budowlanej i nie byłem kierownikiem tej budowy. Tyle pułapek na drodze to za dużo jak dla mnie. Wytrzymałbym może karę aresztu lub odszkodowanie. Przerażająca jednak dla mnie osobiście byłaby konieczność płacenia dożywotniej renty. Co w takim razie poradzić przedsiębiorcy w takim przypadku? Oczywiście ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Daje to nie tylko pewność dla poszkodowanego, że jego roszczenia zostaną zaspokojone, ale przede wszystkim komfort dla działań przedsiębiorcy. Nikt bowiem nie może być pewien, czy osoba wykonująca usługę jako podwykonawca, pracownik, wspólnik, brat, (teściowa?!) zachowa się zgodnie ze sztuką budowlaną i rozsądkiem. Pozytywne w tym wszystkim jest to, że na podstawie obowiązujących już przepisów osoby wykonujące samodzielne funkcje techniczne w budownictwie w zakresie posiadanych uprawnień budowlanych są zobligowane do obowiązkowego ubezpieczenia się od odpowiedzialności cywilnej.

 

przyp.red. - proponujemy Państwu zapoznanie się również z artykułem "Samodzielny inaczej" p. Mieczysława Piotrowskiego i p.Andrzeja Nurka