Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Samodzielny inaczej

Od Redakcji: Pogłębiający się kryzys w branży budowlanej sprzyja utrwalaniu się patologii w stosunkach właściciel firmy – kierownik budowy. Problem ten został poruszony w artykule „Samodzielny inaczej” zamieszczonym w grudniowym numerze „Przeglądu Budowlanego” (nr 12/2004 s.47). Tekst przytaczamy za zgodą redakcji PB.

 

 

Zgodnie z art. 12 ustawy Prawo budowlane "za samodzielną funkcję techniczną w budownictwie uważa się działalność związaną z koniecznością fachowej oceny zjawisk technicznych lub samodzielnego rozwiązania zagadnień architektonicznych i technicznych oraz techniczno-organizacyjnych, a w szczególności działalność obejmującą:

1) projektowanie, sprawdzanie projektów architektoniczno-budowlanych i sprawowanie nadzoru autorskiego;

2) kierowanie budową lub innymi robotami budowlanymi;

3) kierowanie wytwarzaniem konstrukcyjnych elementów budowlanych oraz nadzór i kontrolę techniczną wytwarzania tych elementów;

4) wykonywanie nadzoru inwestorskiego;

5) sprawowanie kontroli technicznej utrzymania obiektów budowlanych;

6) skreślony;

7) rzeczoznawstwo budowlane. (...)"

 

W Małym słowniku języka polskiego pod hasłem "samodzielny" można znaleźć następujące objaśnienie:

  1. nieuzależniony od nikogo, niepotrzebujący niczyjej pomocy, nieulegający czyimś wpływom, niepodlegający czyjejś władzy; niezależny; niezawisły; niepodległy
  2. powstały bez czyjejkolwiek pomocy, czyjegoś wpływu; wykonany osobiście przez kogoś, dowodzący czyjejś niezależności; oryginalny
  3. tworzący odrębną całość, niezwiązany z niczym, niewchodzący w skład czegoś; samoistny.

 

W praktyce można zaobserwować mechanizm przeczący słownikowej definicji pojęcia "samodzielny". Funkcja kierownika budowy lub kierownika robót wiąże się z przyjęciem odpowiedzialności za prawidłowe wykonywanie robót i za ich efekt końcowy. W szczególności ciężar odpowiedzialności spoczywa na zapewnieniu BHP. Jeśli budowa jest realizowana przez firmę renomowaną, posiadającą wieloletnią tradycję i doświadczenie, to wówczas kierowanie budową lub robotami może być przyjemnym realizowaniem się w zawodzie. W każdym etapie budowy uczestniczą doświadczeni specjaliści i branżowi fachowcy, którzy wiedzą co robią i co mają do zrobienia. Gorzej, gdy budowa realizowana jest przez przedsiębiorcę, dla którego czynnikiem dominującym jest zysk za wszelką cenę. Przedsiębiorca, dla którego jakość robót ma znaczenie drugorzędne, pomija lub bagatelizuje konieczne do spełnienia warunki zapewniające prawidłowy i bezpieczny przebieg budowy, (BHP, reżimy technologiczne), bo mu się to opłaca. Przeważnie są to nieduże, wąsko wyspecjalizowane przedsiębiorstwa, zatrudniające kilka lub kilkanaście osób. W takich przedsiębiorstwach spełnienie wymogów formalnych załatwiane jest za pomocą uprawnionego inżyniera = kierownika-widmo. Kierownik-widmo jest wpisany w dziennik budowy i na tym koniec; wymóg formalny spełniony. W rzeczywistości zasadnicze decyzje związane z prowadzeniem budowy, jej organizacją i dbałością o prawidłowe wykonanie robót podejmuje właściciel firmy, a nie kierownik. Umowa z kierownikiem-widmo i budżet przeznaczony na jego wynagrodzenie ogranicza aktywność kierowniczą jedynie do figurowania w dzienniku i może czasem paru wizyt na budowie.

 

Zwykle właśnie taki przedsiębiorca wygrywa przetarg, konkurs, itp., ponieważ oferuje niską, pozornie korzystną cenę. Kalkulacja tej korzystnej ceny zasadza się na założeniu, że roboty zostaną wykonane niezgodnie z zasadami BHP lub niezgodnie ze sztuką budowlaną. Choć zjawisko to nosi znamiona nieuczciwej konkurencji, to na taką praktykę decyduje się wiele firm wykonawczych. Również dla wielu inwestorów niska cena decyduje o wyborze wykonawcy. Różnica między realną ceną robót, a ceną pozornie korzystną jest miarą planowanej nieuczciwości w zakresie dotrzymania wymogów BHP i spełnienia odpowiednich wymogów technicznych. Tej pozornej oszczędności można przyporządkować również ryzyko karcianej zagrywki. Karcianej, bo nie opartej na logice i etyce inżynierskiej, a raczej na liczeniu na przypadek, że jakoś się uda przeforsować tandetę.

 

Ryzyko związane z takimi oszczędnymi zaniechaniami, szczególnie w odniesieniu do zagadnień BHP, musi być komuś przyporządkowane. Doskonale do tego nadaje się inna grupa uprawnionych inżynierów szczególnie tych, którzy nie mając dużych możliwości zatrudnienia w zawodzie, przyjmują ofertę zatrudnienia u pseudo przedsiębiorców budowlanych. Wytwarza się w ten sposób patologiczna relacja pomiędzy "oszczędzającym" pracodawcą nastawionym głównie na zysk, a podległym mu kierownikiem. Kierownik musi balansować na krawędzi ryzyka i obowiązków, jakie na nim spoczywają, a wymaganiami szukającego oszczędności pracodawcy, którego trudno przekonać do pewnych wydatków zapewniających, co najmniej właściwy poziom BHP na budowie. Kierowanie budową lub robotami w takich warunkach to zdecydowanie NIEsamodzielna funkcja techniczna w budownictwie. Kierownik-pracownik musi wykonywać polecenia szefa, bo jest od niego zależny. Jeśli jednak pracodawca ogranicza swoimi decyzjami wykonanie robót zgodnie z zasadami BHP i zasadami i wiedzy inżynierskiej, to ten pracodawca powinien mieć też udział w odpowiedzialności za skutki złych decyzji. Jednak Prawo budowlane i nie przewiduje kar dla takich pseudo przedsiębiorców budowlanych. Trudno też takiemu zabrać uprawnienia budowlane, bo ich po prostu nie ma, a kierownika, który skanalizuje ewentualne "niepowodzenia" łatwo wymienić. Najtaniej! To jest niedopuszczalne! Taka patologia może prowadzić do niesłusznego obciążania odpowiedzialnością osób sprawujących taką NIEsamodzielną funkcję techniczną, za skutki decyzji, na które osoby te nie miały żadnego wpływu.

 

Z drugiej jednak strony są też tacy "kierownicy", którzy świadomie przymykają oko na nieprawidłowości, wady, uchybienia technologiczne itp., bo przez obniżenie jakości "oszczędzają". Sprzedając swoją "samodzielność zawodową" nieuczciwym przedsiębiorcom, przez świadome przymykanie oka na niezgodności techniczne i technologiczne, uprawiają specyficzny rodzaj prostytucji do spółki z kierownikami-widmo. Można by rzec: Ich sprawa, ale problem w tym, że psują rynek usług budowlanych, z którego wielu z nas żyje.

 

Obok wykonawstwa budowlanego, patologię, zagrażającą dobremu poziomowi inżynierskiemu można też zaobserwować w obszarze opracowywania opinii technicznych, orzeczeń i ekspertyz budowlanych oraz wykonywania okresowych kontroli stanu technicznego obiektów budowlanych. Ten obszar to również rynek usług, i jak na każdym rynku można tu znaleźć oferty bardzo niskie i bardzo wysokie - i przyporządkowane tym ofertom różne walory jakościowe. Można by powiedzieć, że w gospodarce rynkowej to całkiem naturalne zjawisko. Naszym zdaniem, nie można przechodzić obojętnie bok nieprawidłowości w tej materii.

 

Problem najlepiej zilustruje pewien mechanizm odnoszący się do branży medycznej. Lekarz chcąc postawić prawidłową diagnozę, sam bada i kieruje na dodatkowe badania adekwatne do dolegliwości pacjenta. Badania stanowią pewien koszt, ale ich wyniki pozwalają lekarzowi na uzyskanie rzetelnego rozpoznania i tym samym pozwalają na podjęcie właściwego leczenia. Można by było badać taniej, np. przez telefon, wyciągając wnioski wróżąc z fusów herbacianych, ale to jest już wtedy szarlataneria. Jednak w branży budowlanej typ inżyniera- szarlatana upowszechnił się. Naszym zdaniem, przyczyną tego stanu rzeczy jest brak mechanizmów, które tę szarlatanerię rugowałyby z rynku. Bagatelizowanie tej sprawy i dopuszczanie inżyniera- szarlatana do głosu może w przyszłości przyczynić się nawet do tragicznych konsekwencji. Z tego powodu ważne jest, aby temu przeciwdziałać dzisiaj, tj. przed szkodą, a nie po szkodzie. Zatrważające jest też to, że niska cena, i idąca za nią wątpliwa jakość, nęci skutecznie nie tyle prywatnego inwestora (ten dbając o swój interes nie szuka oszczędności tam, gdzie ich być nie może), ale nęci jednostki budżetowe, jednostki samorządów terytorialnych, a co najgorsze, te pozorne oszczędności są atrakcyjne dla sądów. Te ostatnie korzystają z opinii biegłych powoływanych przez siebie, a nie przez innych specjalistów, np. przez Zespoły Rzeczoznawców, które przez gremialne rozwiązywanie problemów technicznych podnoszą rzetelność i staranność działań opiniotwórczych. A co jeśli biegłym będzie taki inżynier- szarlatan? Do kogo się wtedy odwołać? Kto będzie tym naprawdę najbardziej sprawiedliwym arbitrem?

 

Rozwiązaniem tych problemów jest, być może, stworzenie standardów opracowywania opinii, ekspertyz, itp. na wzór rzeczoznawstwa majątkowego, bo jak dzisiaj komuś wykazać, że zrobił coś źle w materii opracowań opiniotwórczych? A w kwestii wykonawczej rozwiązanie problemów to być może zagwarantowanie pełnej samodzielności i niezależności osobie kierującej robotami budowlanymi lub budową. A może do prowadzenia firm dopuszczać tylko przedsiębiorców z uprawnieniami budowlanymi? Może stworzyć bazę danych o uprawnionych inżynierach tych złych i tych dobrych, i za wykroczenia zawodowe karać punktami jak za wykroczenia drogowe?

 

Mniemamy, że o wiele szerszą orientację i rozeznanie tych trudnych zagadnień środowiska inżynierów budowlanych mają stosowne jednostki reprezentujące organizacje naukowo-techniczne i Samorządy Terytorialne, tj.:
– PZITB -- Komitet Inżynierii Procesów Budowlanych,
– PIIB - Główna Komisja Kwalifikacyjna.

 

Naszym zdaniem, to właśnie te ogniwa środowiska powinny zebrać informacje o rażących nieprawidłowościach, a następnie powinny przygotować stosowne propozycje ich prawnych rozwiązań. Dopiero tak przygotowany materiał mógłby być przekazany do zaopiniowania przez organizacje SNT i Samorządy.

 

Budujący jest fakt, że problemy Środowiska nie są dostrzegane jednostkowo. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest powzięta po XXXIX Krajowym Zjeździe Delegatów PZITB w Częstochowie inicjatywa, takiego organizowania życia Związku, by członkowie znajdowali w nim więcej satysfakcji z przynależności do środowiska, atmosferę doskonalenia zawodu, wsparcia w działaniach kształtujących autorytet inżyniera, w protestach przeciwko nierzetelności zawodowej, korupcji, dumpingowi cenowemu, oraz w protestach przeciwko braku lojalności środowiskowej.

 

Mamy nadzieję, że na wsparcie w rozwiązaniu wszelkich problemów środowiska inżynierskiego można będzie liczyć ze strony wpływowych reprezentantów środowisk i organizacji zawodowych.