Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Autorytet z mocy prawa!

Mamy nowy resort budowlany w mariażu z transportem, no i zupełnie nowego pana ministra! Ciekawe co w pracach nowego ministerium weźmie górę – wożenie czy budowanie? Chociaż transport, jak wiadomo, to nie tylko wożenie, bo wozić można wyłącznie po czymś takim, co zagwarantuje, że woźnicy szlag nie trafi. A coś takiego, co jest potrzebne do wożenia to droga, albo szyny kolejowe, a więc coś takiego co w naszym kraju, na razie „niby jest”. Wszystko to świadczy, że mariaż branżowy to pomysł niegłupi, bo to co niby jest, przydałoby się przynajmniej wyremontować, nie wspominając o wybudowaniu tego, czego jeszcze nie ma, a jest bardzo potrzebne. Owe dwie czynności można zaliczyć bez żadnych zastrzeżeń do budownictwa! Wszystko to nie wyklucza groźby, że nowe ministerium skoncentruje się na wożeniu lotniczym, pozostawiając resztę woźniców (mających skłonność do wożenia wyłącznie po ziemi) na traktach w stanie istniejącym.

No i dobrze by było, żeby nowe ministerium, pamiętając o obiecanych trzech milionach mieszkań, nie ograniczyło swoich zainteresowań wyłącznie do traktów dla wędrowców. Tylko konia z rzędem temu, kto powie jak to zrobić, kiedy pieniądze na budownictwo mieszkaniowe znajdują się w naszych kieszeniach.

 

Dla nas kosztorysantów ważnym będzie stosunek nowego ministerium do tej naszej specjalności, czy jak kto woli umiejętności, bo mam nadzieję, że ta, do tej pory wędrująca po różnych resortach specjalność, może wreszcie na parę lat trwale osiądzie! Bo jak pamiętamy, budownictwo w ostatnim piętnastoleciu pałętało się po różnych resortach, a biedne kosztorysowanie latało za nim. W najgorszej sytuacji był Wysoki Sejm zmuszony co rusz do nowelizowania sławnego art. 12 ustawy o cenach. Pamiętają starsi Czytelnicy tę ustawę wymyśloną przez pana ministra Krasińskiego. Tu wypada przypomnieć owe czasy, a był to rok 1982, że była to ustawa, biorąc pod uwagę ówczesne realia, bardzo rewolucyjna, gdyż wprowadziła ceny umowne do budownictwa.

A więc chwała p. prof. Krasińskiemu! Chociaż złośliwi twierdzą, że to nie tyle odważny pan minister, a tzw. Biuro Polityczne niesławnego KC PZPR, które mając straszliwe kłopoty z warcholskim narodem polskim, tym rynkowym gestem rozpoczęło długotrwałe i bolesne harakiri!

 

W nowej Polsce, art.12 był dla Wysokiego Sejmu strasznym utrapieniem, bo zmuszał posłów do kolejnych nowelizacji z powodu częstych zmian ministrów odpowiedzialnych za budownictwo, czyli do częstego podnoszenia do góry rąk, które od tego bardzo bolały. Na szczęście, po konsultacjach chyba z lekarzami, znaleziono rozwiązanie salomonowe, wiążąc budownictwo z ministrem, na którego to nieszczęście spadnie. I tak to było do czasu powołania nowego ministerium, w którym budownictwo się szczęśliwie odnalazło, o czym napisałem na wstępie!

Co, że w mariażu transportem? Dobre i to!

Nowemu ministerium kosztorysowanie na pewno przysporzy roboty. Tu jednak zrobię pewne istotne zastrzeżenie: błagam, aby nowy resort, broń Panie Boże wzorem poprzednich, nie mieszał się w metodykę kosztorysowania poza zamówieniami publicznymi. Bo dobrze jest jak jest, co uzasadniam następująco: jeśli prywatny inwestor, jest skłonny zapłacić dwa miliony za budowę czegoś co warte 600 tys. zł, to jest to wyłącznie jego sprawą! Bo nie wolno ograniczać, zgodnie z konstytucją, inwestorskiej prywatnej fantazji, ani prawem, ani też o rety - sprawiedliwością! W mojej praktyce spotykam częste przypadki, kiedy to bardzo zamożni, czyli niegłupi inwestorzy, przytomnieją dopiero po wydaniu pierwszego miliona złotych. Wtedy przychodzą do mojego biura i oświadczają: niech pan sobie wyobrazi, ten mój wykonawca był polecany jako człek nadzwyczaj solidny i uczciwy. Ale niech pan popatrzy, wydaje mi się, że chyba coś z tymi rozliczeniami to nie tak, jak być powinno. Bo z tej cegły, którą on rzekomo przywiózł na budowę mojej rezydencji, to może nie Nową Hutę, ale solidne miasto powiatowe dałoby się chyba wybudować. Nie sądzi pan?

Odpowiadam, – no miasto, to raczej nie, ale tak, ze dwadzieścia segmentów!

 

To co wyżej jako przykład napisałem, jest mądrzeniem się ograniczonego „liczycegły”, więc to nie powinno prowadzić do fałszywego wniosku, że należy z mocy prawa ograniczać inwestorską fantazję zamożnych inwestorów, którzy jeśli gdziekolwiek, czy cokolwiek oszczędzają, to wyłącznie wydatki na opracowanie projektów, no i oczywiście kosztorysów!
Przydałoby się natomiast pewne, że się tak wyrażę, udrożnienie funkcjonujących normatywów, regulujących kosztorysowanie w zamówieniach publicznych.

 

Na początek zaproponowałbym zdefiniowanie robót nazwanych tymczasowymi, darowując sobie poleganie wyłącznie na inteligencji kosztorysantów. Bo ja, człek ograniczony, do tej pory nie wiem, czy wykopy są robotami tymczasowymi, czy też nie. Do momentu przeczytania referatów z konferencji ciechocińskiej i częstochowskiej sądziłem, że są. Tymczasem w referatach, w podanych tam przykładach, znalazłem wyłącznie rusztowania i szalowania. Widać autorzy też nie są do końca pewni, co z tymi wykopami. Posiłkując się logiką, wydawać się może, że robotami tymczasowymi nie powinniśmy nazywać budowli ziemnych o charakterze stałym (niwelacje, malownicze wąwozy drogowe, kolejowe lub nasypy), no i chyba wykopów dla obiektów podpiwniczonych. Natomiast wykopy o charakterze przejściowym, pod obiekty niepodpiwniczone, są najpewniej tymi robotami tymczasowymi! Ale kto to wie? Pewna koleżanka pracująca u Anglika pełniącego zaszczytne obowiązki inżyniera kontraktu, dowiedziała się, że tak po angielsku – wykop, za który jest on skłonny zapłacić, to obrys po zewnętrznych ścianach budynku. Jako specjalistka, z dużą praktyką w budownictwie inżynieryjnym, zapytała szefa, czy będzie skłonny zapłacić za wykopy pod sieci magistralne, a jeśli tak, to czy wyłącznie po obrysie rzutu zakopanej rury?

Niestety nie uzyskała jednoznacznej odpowiedzi.

 

Wszystko to, moim zdaniem, wywołuje pilną potrzebę nie tylko zdefiniowania robót tymczasowych, ale także wydania w miarę precyzyjnego katalogu zawierającego spis takowych, nie wspominając o konieczności dostosowania zasad przedmiarowania robót ziemnych do standardów unijnych! Bo nie ukrywam, te standardy nie są chyba nam znane! W sprawie robót tymczasowych, w pytaniach z którymi się często spotykam, dochodzimy czasem do absurdu. Ot, np. o czym już chyba gdzieś pisałem: „czy bruzda wykuta pod kabelek, nie jest przypadkiem robotą tymczasową”, o co zapytał pewien bardzo oszczędny inwestor publiczny! Idąc dalej tropem absurdów – spotkałem się z pytaniem, czy przypadkiem praca żurawia do montażu nie jest czynnością (nie robotą - oczywiście) tymczasową, bo przecież wykonawca (oferent) może zamiast dźwigu użyć p. Pudzianowskiego. Ktoś mi odpowie, – nie jest, bo praca żurawia nie występuje jako odrębna pozycja przedmiaru robót.

Wtedy zapytam: a koszty jednorazowe, to co? A przecież wiadomo, że koszty jednorazowe naszego wspaniałego siłacza, będą zasadniczo wyższe od całego pęczka najpotężniejszych żurawi!

I tak dalej i dalej, można filozofować do woli, a podane przykłady świadczą, że logika nie zawsze prowadzi do pozytywnych rezultatów.

Jak dzięki nowemu resortowi, wyjaśnią się i ustabilizują normatywy kosztorysowania, wtedy będziemy popełniali mniej błędów i wtedy, ranga kosztorysowania wzrośnie, a w konsekwencji autorytet kosztorysantów.

 

Chociaż jest inna, prostsza droga do uzyskania autorytetu!

Słychać głosy, że szykuje się ustawa o nadawaniu niektórym autorytetu z mocy prawa. Domyślam się, że w tej ustawie znajdziemy postanowienie, że od jakiegoś wymienionego w ustawie stanowiska, osoby je piastujące autorytet po prostu posiadają z urzędu! W tej sytuacji, korzystając z powyższego precedensu, chyba trzeba będzie, poprzez Stowarzyszenie Kosztorysantów Budowlanych, dopukać się do nowego ministerium i wszcząć starania o umieszczenie w rzeczonej ustawie także kosztorysantów. Dopiero wtedy okaże się, co naprawdę jesteśmy warci i co się stanie z tym, kto nam podskoczy!!!

Twierdzę, że tylko w takiej sytuacji nie wystąpi potrzeba kłopotliwego racjonalizowania przez nowego pana ministra normatywów rządzących kosztorysowaniem w zamówieniach publicznych! A twierdzenie znajduje dowód na załączonym obrazku.

  

rys. Eliza Biała