Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Technika wspiera nas

Niewątpliwie od zarania dziejów, gdy człowiekowi udało się już ujarzmić i w sposób celowy wykorzystywać ogień, i dalej poprzez wynalezienie koła po dzisiejsze „skomputeryzowane” czasy, technika wspiera nas na każdym kroku. Nie wyobrażamy sobie cofnięcia się w tej sferze już choćby o kilka czy kilkanaście lat. Również na naszej budowlano-kosztorysowej działeczce spotykamy i bardzo często wykorzystujemy całkiem sporo nowinek technicznych, bez których, gdy tylko uda się nam je dobrze opanować, nie potrafimy się obejść.

Pozwolę więc sobie podzielić się z koleżeństwem po fachu moimi spostrzeżeniami odnośnie wykorzystania zdobyczy techniki w dziedzinie kosztorysowania – może komuś przydadzą się moje doświadczenia i obserwacje, a w dalszej kolejności może skorzysta z nich w swojej pracy.

Podstawowym narzędziem pracy współczesnego kosztorysanta (oprócz głowy oczywiście) jest komputer. Praktycznie nie spotyka się już osób, które ręcznie na kartce, czy też na maszynie do pisania przygotowują oferty, sporządzają kosztorysy. Zadanie to niemalże całkowicie przejął komputer, a dokładniej oprogramowanie, z którego pomocą jesteśmy w stanie sporządzić różnego rodzaju kosztorysy, opisy, dokumentację itp.

 

Ilość edytorów tekstu, arkuszy kalkulacyjnych, programów konstruktorskich i tym podobnych jest na tyle duża, że każdy ze spokojem może wybrać coś dla siebie. Podobnie ma się rzecz w przypadku programów kosztorysowych. Na polskim rynku jest ich przecież grubo ponad 100. Nie jest tu miejsce, aby dyskutować o rzetelności opracowania tych systemów, ale o samym fakcie ich istnienia.

Różnią się one między sobą funkcjami, jakie oferują, sposobem obsługi i tzw. interfejsem graficznym; generują różne postacie wydruku. Głównie to ostatnie powoduje, że nie można się dziwić iż w firmach funkcjonują niekiedy dwa, trzy, a czasem i więcej systemów kosztorysowych, tak by na życzenie inwestora przygotować „jedynie słuszny” wydruk, czy też zapis dyskietkowy. To, czy jest to fair ze strony inwestora to całkiem odrębny temat, bowiem gdy spojrzeć realnie na problem, to który z oferentów startując do przetargu za kilka milionów nie kupi programu za parę tysięcy?! A przecież formalnie najważniejsza powinna być tylko poprawność przeprowadzonej kalkulacji i jej czytelność na wydruku – bez komentarza.

 

Kontynuując wątek wydruku, coraz częściej spotykam się z wydrukami kosztorysowymi, ofertami wydrukowanymi w kolorze. Najistotniejsze elementy, czyli wartości, istotne uwagi od razu rzucają się w oczy i łatwo je wyłowić z gąszczu informacji. Taka oferta trafiająca do inwestora również robi pozytywne wrażenie – te niechlujne świadczą najczęściej o braku profesjonalizmu nie tylko kosztorysanta, ale niestety również firmy wykonawczej, która korzysta z usług takiego "fachowca"; poza tym na porządnym wydruku łatwiej jest wychwycić jakieś błędy i szybko je poprawić.

 

Inną ciekawostką jest możliwość dołączenia do kosztorysów elementów graficznych. Można wtedy zobrazować pozycję kosztorysową ułatwiając tym samym pracę oferentom (np. zdjęcia wyposażenia, schematy wykonawcze, szkice poglądowe). I tu wkraczają kolejne nowinki techniczne. Tego rodzaju grafikę możemy przecież z powodzeniem ściągnąć ze stron producenckich w internecie, bądź też zeskanować i w postaci pliku dołączyć do kosztorysu. Można wreszcie zrobić zdjęcia aparatem cyfrowym.

 

W ten sposób okazuje się, że coraz większa ilość informacji, jaką musimy przerobić i obrobić powoduje, że biurko kosztorysanta staje się super wyposażonym stanowiskiem multimedialnym.

Kolorowe drukarki, skanery, aparaty cyfrowe, dostęp do internetu to urządzenia, bez których coraz trudniej się obejść. Dochodzi do tego bardzo często przenośny komputer i telefon komórkowy, i stajemy się jeszcze bardziej mobilni. Wyjeżdżając na budowę z komputerem w ręku, na bieżąco jesteśmy w stanie wprowadzać zmiany i korekty do kosztorysu czy oferty, a przez podłączony do niego telefon komórkowy wysłać je np. do akceptacji przez szefa. Odległości nie stanowią w tym momencie żadnej przeszkody (pozostaje zasięg komórki).

Prawie każde zapytanie ofertowe o cenę materiału, czy najmu sprzętu jest przez nas wysyłane do hurtowni, producentów itp. Poprzez pośrednictwo internetu – mailem dostajemy odpowiedzi na nasze zapytania. Również pocztą elektroniczną przesyłamy nasze oferty do inwestora, bądź też szukamy potencjalnego oferując mu swoje usługi. Bez internetu szybki dostęp do informacji o nowych technologiach, materiałach, cenach jest bardzo utrudniony, a w związku z ciągłym brakiem czasu wręcz niemożliwy. Stąd też coraz większe moje zdziwienie budzą sytuacje, gdy ktoś nie posiada jeszcze własnego konta mailowego, a ofertę muszę wysyłać faksem, bądź tradycyjną pocztą.

  

Nieocenione usługi oddaje również aparat cyfrowy, dzięki niemu można na bieżąco rejestrować zmiany, jakie zachodzą na placu budowy, tworząc dokumentację zdjęciową. Sprzęt ten szczególnie przydatny jest w przypadkach robót, które ulegają zakryciu, przede wszystkim robotach ziemnych, ale i przy stawianiu murów, wykonywaniu izolacji, czy też docieplaniu budynków. Przecież niejeden z nas zna sytuację, w której złości się, bo błędy, bądź jakieś usterki dostrzega dopiero siadając w domu przy komputerze, gdy wreszcie na spokojnie może przejrzeć wykonane zdjęcia. Warto więc tworzyć „kolorową” dokumentację wykonywanego dzieła, by ustrzec się np. podobnych błędów w późniejszych realizacjach. Dokumentacja taka – oczywiście elementów wykonanych poprawnie - może stanowić znakomitą podkładkę reklamową do folderu naszej firmy, co w czasach, gdy wszystko jest towarem do sprzedania, z pewnością dodatkowo zachęci potencjalnych inwestorów do współpracy z nami. A kto z nas narzeka (oczywiście oficjalnie) na zbyt dużą ilość pracy i zleceń? Każdy klient jest na wagę złota i szukamy go wszelkimi dostępnymi sposobami.

 

I tu dochodzimy do sedna sprawy - w końcu w dzisiejszych czasach poza wiedzą wykonawczą jest bardzo istotne, a może nawet najważniejsze by dobrze się pokazać i zareklamować, bo jak już ustaliliśmy, bez tego przestaniemy istnieć na rynku kosztorysantów. Temu więc celowi powinny służyć właśnie najnowsze zdobycze techniki wzbogacające warsztat kosztorysanta, w którym już same długopis i kartka stały się narzędziami zbyt prostymi i ubogimi, by zapewnić nam satysfakcjonującą pracę. Poza wykorzystaniem czysto zawodowym zawsze możemy użyć tych urządzeń do zrobienia zdjęć z uroczystości rodzinnych, czy uwiecznić ciekawe krajobrazy z wakacji, a potem już przez internet rozesłać zdjęcia rodzince, czy też kolegom.

 

       

  

Nie tak dawno wpadł mi w ręce przyrząd, który do tej pory znany był mi tylko z wydawnictw fachowych i opowieści kolegów. Otóż miałem okazję popróbować przez kilka dni laserowego urządzenia pomiarowego - dalmierza. Kolega, który mi użyczył to urządzonko zajmuje się przede wszystkim sporządzaniem tzw. "inwentarki" na rzecz wyceniania nieruchomości. Prace, które kiedyś wykonywał wspólnie jeszcze z dwoma kolegami na dzień dzisiejszy wykonuje sam – nie potrzeba już dwóch osób do trzymania taśmy mierniczej i jednej do pisania. Laserowe urządzenie pomiarowe wyposażone jest w wewnętrzny komputerek, dzięki czemu wymiary na bieżącą są zapamiętywane, a dodatkowo można wykonywać przeliczenia arytmetyczne obliczając np. powierzchnię, czy kubaturę budynku. Poza tym dalmierz ten wyposażono w interfejs umożliwiający przesyłanie danych do komputera.

Dzięki załączonemu oprogramowaniu wyniki naszych pomiarów mogą być bezpośrednio zapisane do arkusza kalkulacyjnego, a stąd już prosta droga do przeniesienia danych do systemu kosztorysowego. Urządzenie to charakteryzuje się dużą dokładnością dokonywanych pomiarów, jest niewielkie i poręczne, i z powodzeniem przyda się na każdej budowie. Niestety musiałem je zwrócić i pozostać póki co przy swojej taśmie mierniczej – może jednak niedługo sprawię sobie też taki dalmierz? W końcu technika jest po to by ją użytkować.

 

Urządzeń tego typu i podobnych jest z pewnością wiele, starajmy się więc z nich jak najwięcej korzystać i nie bać się – w końcu to nie gryzie. Pozostaje oczywiście kwestia ceny wszystkich tych urządzeń. Nie jest ona zbyt niska, ale i tak ceny w ciągu kilku lat znacznie już spadły – może więc po kolei będziemy się decydować na kolejny zakup, gromadząc systematycznie nowy, coraz lepszy sprzęt.

Zobaczymy co przyniesie nam najbliższy czas i czym nowym będziemy mogli zaskoczyć - oczywiście pozytywnie – kolegów po fachu czy też inwestora.