Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Nie wystarczy czarna wstążka! granice "postępu"

Od Redakcji: Wszystkich nas poruszyła tragedia w Katowicach. Poniżej publikujemy bardzo stonowaną i rzeczową wypowiedź w przedmiotowej sprawie zamieszczoną w miesięczniku "Kalejdoskop Budowlany" (nr 2/2006 s.88). Tekst przytaczamy za zgodą redakcji KB.

 

 

O katastrofach budowlanych mówiło się u nas dotychczas niewiele. Co prawda zdarzały się, ale zazwyczaj nie dochodziło w ich wyniku do ofiar śmiertelnych, a jeśli nawet, to było to kilku zabitych, jak niedawno w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zazwyczaj szybko znajdowano winnych, ale ewentualne procesy sądowe ciągnęły się miesiącami / latami i jeśli nawet kończyły się wyrokami skazującymi, to informacja o nich, na tle bieżących wydarzeń politycznych, stawała się banalna.

Tym bardziej, że czytelnicy czy widzowie dawno już zapomnieli o zdarzeniu, z którym wiązał się ten wyrok.

Poza tym znalezienie winnego, jedną czy dwie osoby, odwracało uwagę od tego, że winien jest pewien system, który sprawia, że dziś praktycznie nie wiadomo, ile w naszym kraju istnieje budowli będących autentycznym zagrożeniem dla życia i zdrowia dziesiątek, a może nawet tysięcy ludzi użytkowników obiektów, które nigdy nie powinny powstać w naszej strefie klimatycznej.

 

By nie być gołosłownym, zapytam: czym różni się konstrukcyjnie przeciętny handlowy pawilon wieIkopowierzchniowy we Francji i w Polsce? Jestem przekonany, że niczym, co najwyżej tym, że przy wszelkiego rodzaju drzwiach i bramach zastosowano kurtyny powietrzne, by pokonać znacznie większą w Polsce różnicę temperatur wewnątrz i na zewnątrz. Zafascynowani europejskimi normami nie bierzemy pod uwagę, że standardy dostosowane do klimatu oceanicznego nie muszą się sprawdzać w klimacie półkontynentalnym, gdzie kilkudziesięciocentymetrowe opady śniegu są czymś naturalnym, a nie incydentem zdarzającym się raz na kilkadziesiąt lat.

 

Czy zatem inspektor nadzoru budowlanego, który bezkrytycznie zaopiniował i zaakceptował konstrukcję hali wystawowej lub marketu, uczynił to interesownie, czy raczej zrobił to zafascynowany "europejskimi standardami"? Ale czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić, że urzędnik wydziału architektury lub nadzoru budowlanego w dużym mieście był w stanie zakwestionować jakieś 10 lat temu budowę hali supermarketu, twierdząc, że nie jest ona dostosowana do polskich przepisów budowlanych wynikających z uwarunkowań klimatycznych? Ileż spadłoby na jego głowę gromów, :że jest to konstrukcja sprawdzona w kilku krajach Europy Zachodniej, gdzie w pełni zdaje egzamin, że w ten sposób blokuje rozwój gospodarczy, powstanie nowych miejsc pracy itd., itp.

 

A przecież nikt rozsądny nie próbował dotąd przekonywać, że w Polsce można za względów oszczędnościowych poprowadzić instalacje wodociągowe i kanalizacyjne na zewnątrz budynków socjalnych – a oglądałem takie bloki w Brighton nad Kanałem La Manche – bo po pierwszej zimie taki budynek nadawałby się do kapitalnego remontu i z oszczędności byłyby nici.

Tymczasem w ostatnich latach ulegliśmy magii, że wszystko, co przyszło z Zachodu jest właściwe, nowoczesne i powinno być akceptowane, a ten kto tego nie rozumie, to wróg postępu i nowoczesności. W imię tej "nowoczesności" zniszczyliśmy w naszym kraju kilka całkiem dobrze prosperujących gałęzi przemysłu, a zastąpiliśmy je czymś, co cofało naszą myśl techniczną do poziomu Bantustanów, gdzie inżynieria sprowadzona została do najprostszego montażu urządzeń, powstałych gdzie indziej.

 

Ten sam mechanizm próbowano też przenieść na budownictwo, w efekcie czego uznano, że niektóre obiekty użyteczności publicznej nie, muszą mieć oryginalnych rozwiązań architektonicznych i konstrukcyjnych. Uważano, że wystarczy zastosować kalkę sprawdzonych za granicą rozwiązań konstrukcyjnych, tym bardziej, że trwałość takich budynków obliczona jest na szybką amortyzację, wyeksploatowanie i możliwość wybudowania w tym miejscu po kilkunastu latach zupełnie nowego obiektu, dostosowanego do nowych rozwiązań technologicznych i oczekiwań klientów.

 

Nie brano przy tym pod uwagę, że najgroźniejszym egzaminatorem tego typu rozwiązania może być klimat, który sprawia, że konstrukcja stalowa zupełnie inaczej zachowuje się pod wpływem kilkustopniowych mrozów panujących po kilka zaledwie dni w roku, a zupełnie inaczej, gdy przyjdzie jej "pracować" przy różnicy ok. 40 stopni między temperaturą panującą wewnątrz budynku, a na jego zewnątrz. Zapomniano, że kilkudziesięciocentymetrowa warstwa śniegu utrzymująca się przez kilkanaście tygodni z rzędu, może powodować dodatkowe naprężenia materiałowe, których przy projektowaniu standardowych rozwiązań nie brano pod uwagę.

 

Jeśli uwzględnimy te fakty, to dopiero potem możemy szukać winy systemu, który sprawia, że inspektorzy i urzędnicy nie brali pod uwagę konieczności sprawdzania czy na dachu nie zalega zbyt gruba i ciężka warstwa śniegu. Wszak Polskie Normy i polska praktyka budowlana polegały na tym, że śnieg zalegający na dachach tradycyjnie traktuje się jako ... dodatkową warstwę izolacji termicznej. Im grubszej, tym skuteczniejszej. Konstrukcje tradycyjnych polskich dachów są tak przewymiarowane, że zagrożenie katastrofą budowlaną pod wpływem ciężaru śniegu występowało wyłącznie w obiektach tak wiekowych, wysłużonych i zniszczonych, że zazwyczaj nie były już użytkowane. Tradycyjny polski dach, to dach spadzisty, w konstrukcji którego siły nacisku śniegu tak się rozkładają, że w kilkuletniej konstrukcji w zasadzie nigdy nie dochodzi do katastrofy. A tym bardziej gdy mamy do czynienia z konstrukcją stalową!

 

Dlatego uważam, że warto się zastanowić, choćby na zasadzie, że Polak mądrzeje po szkodzie, czy wszystkie rozwiązania i standardy europejskie należy tak bezkrytycznie przenosić na nasz polski grunt. Co prawda szkoda tym razem zmieniła się w tragedię, ale to dla nas Polaków także ważne, wszak nie takie straty materialne Polacy ponosili, a jakoś z tarapatów wychodzili!