Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Kto zarabia na budownictwie? - granice obiecywania

Od Redakcji:
Bardzo trafna ocena traktowania budownictwa przez rządzących, zamieszczona w miesięczniku „Builder” (nr 6/2006 s.96). Tekst przytaczamy za zgodą redakcji miesięcznika.

 

 

Gdyby czytać programy kolejnych ekip rządowych można by sądzić, że problemy budownictwa są dla nich najważniejsze - mówię przy tym nie tylko o budownictwie mieszkaniowym, ale także o wszelkich inwestycjach budowlanych z drogownictwem łącznie. Gdyby tylko deklaracje polityków zmieniały się w rzeczywistość!

 

Tymczasem setki kilometrów autostrad z obietnic słynnego wicepremiera Pola pozostały wyłącznie na papierze, a mimo to kolejny rząd zapowiada, że budowa dróg będzie jego priorytetem... Jakie szanse realizacji mają i te obietnice? - Na przykładzie autostrady A-2 okazuje się, że pozostanie przy systemie koncesyjnym nie gwarantuje nam, że ta autostrada zostanie zakończona w najbliższych latach, bo praktyka działania koncesjonariusza polega praktycznie na uzyskiwaniu kolejnych przywilejów od kolejnych rządów za kolejne obietnice z jego strony, że budowa zostanie wreszcie rozpoczęta. Ale wypowiedzenie umowy koncesjonariuszowi równa się z kolei z pewnością, że te prace z pewnością nie zostaną rozpoczęto w ciągu dwóch najbliższych lat, bo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie jest przygotowana do prowadzenia tej inwestycji! Trzeba więc nowych projektów, nowych uzgodnień, a przede wszystkich nowych zezwoleń budowlanych, a to wszystko musi trwać!

 

Podobnie jest w innych segmentach budownictwa. W kampanii wyborczej usłyszeliśmy deklaracje wybudowania trzech milionów nowych mieszkań, ale dziś, pół roku po wyborach wiemy już, że te trzy miliony zaplanowane zostały na 8 lat, a główne działania rządu skierowane są pod adresem stosunkowo wąskiej grupy ludzi posiadających odpowiednie zasoby finansowe by taki produkt kupić za gotówkę, lub posiadających tak zwaną zdolność kredytową. Brakuje natomiast jakichkolwiek programów taniego budownictwa na wynajem, który z jednej strony realizowany byłby bardzo szeroko, a z drugiej strony rozwiązywałby poważny problem społeczny, który od ponad 15 lat jest systematycznie zaniedbywany.

 

Ale przecież politycy, którzy mają pełne usta frazesów o rozwiązywaniu problemów, które zazwyczaj uderzają najsłabsze warstwy społeczne, już raz program budowy mieszkań na wynajem utrącili, z jednej strony likwidując ulgę za budowę na wynajem, a z drugiej, niby dbając o ludzi wynajmujących mieszkania, sprawiając by tym którzy wynajmują - takie zarobkowanie się nie opłaciło. Mowa oczywiście o słynnej ustawie o ochronie lokatorów, która tak o nich zadbała, że dziś nikt nie chce mieć ich w swoim domu.

 

Ten sam skład parlamentu, zdominowany przez ugrupowania szczycące się swą „wrażliwością społeczną" przyjął także kolejne ustawy (lub ich nowelizacje) wydłużające proces inwestycyjny i znacznie zwiększający jego koszty, co odbija się na wszystkich dziedzinach budownictwa. Mowa oczywiście o ochronie środowiska naturalnego, która wymaga obecnie by każda niemal inwestycja budowlana miała swoje opracowanie dotyczące oddziaływania na środowisko naturalne, nawet wówczas gdy budynek powstanie w strefie zurbanizowanej i uzbrojonej na tyle, że nie wymaga to modernizacji miejscowej sieci takich mediów, jak wodociągi, czy kanalizacja.

 

Podobny akt prawny utrudniający inwestycje lub całkowicie je wstrzymujący, to ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym terenów, która już obecnie sprawiła, że podaż nowych terenów budowlanych jest utrudniona na tyle, że te drożeją niemal z miesiąca na miesiąc. Jego zmiana lub nowelizacja odkładana jest z roku na rok. Nikt też nie wie w czyim interesie wymyślono przepis o tak zwanym dobrym sąsiedztwie, który jest na tyle nieprecyzyjny, że urzędnicy najchętniej woleliby w oparciu o niego nie podejmować żadnych decyzji. A że jak dotąd nikt nikogo nie ukarał za brak decyzji, skwapliwie z takiego rozwiązania korzystają.

 

Kilka tygodni temu uczestniczyłem w spotkaniu niemal całej Sejmowej Komisji Infrastruktury z inwestorami zrzeszonymi w jednym ze stowarzyszeń deweloperskich. O ile jednak przedsiębiorcy mieli konkretne wnioski i postulaty, to ze strony posłów można było tylko usłyszeć jakieś ogólne obietnice chęci rozwiązywania problemów w budownictwie, ale także wyjawienie prawdy, że na forum Komisji ścierają się różnorodne interesy wielu grup zawodowych.

Okazuje się bowiem, że dla części środowisk pośredników w handlu nieruchomościami wysokie ceny gruntów to wysokie prowizje; obligatoryjne fundusze powiernicze - to dodatkowe zyski banków... Na innych etapach procesów Inwestycyjnych zarobić muszą notariaty, urbaniści, architekci krajobrazu, wspomniani już koncesjonariusze, a za wszystko zapłaci oczywiście... klient lub użytkownik; albo nie będzie mógł się doczekać zapowiedzianych metrów kwadratowych mieszkań, kilometrów nowych dróg, czy możliwości wybudowania obiektów przemysłowych, które pozwolą zwiększyć produkcję w innych dziedzinach.