Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Skośnoocy z Bronocic

W pierwszych latach XXI wieku, gruchnęła wieść, że nasi archeolodzy, w maleńkiej małopolskiej wiosce Bronocice, wykopali wazę, a właściwie jej szczątki, na której (po pracowitym i pracochłonnym jej sklejeniu) pojawiły się rysunki pięciu wozów. Opublikowany w internecie film[1] ukazuje jeden z nich, który oprócz czterech kół po bokach, ma jeszcze na pace coś w rodzaju koła zapasowego. Zaprzęgnięci do roboty przez archeologów fizycy, po długich i skomplikowanych badaniach najnowszą metodą węgla radioaktywnego C14, określili wiek tych wyrobów na ponad 3 500 lat p.n.e.

Stąd płynie prosty wniosek, że nasi przodkowie jako pierwsi na obszarze tak zwanego starego świata (Europa i Azja) używali wozów, a więc koło było im znane. Określenie „nasi przodkowie” brzmi może troszeczkę przesadnie, bo przecież odbywające się w początkach średniowiecza wędrówki ludów poprzemieszczały plemiona po różnych regionach starego kontynentu.
Ale czy wszyscy, mieszkający na naszym terenie wywędrowali? Bo może jakieś piękne dzieweczki nie wywędrowały, pozostając jako żony lub nałożnice tych którzy przywędrowali. Lub jacyś przepiękni młodzieńcy zostali zatrzymani do dyspozycji przybyłych pań. Krótko mówiąc, nie można wykluczyć związków krwi resztek uciekających mieszkańców z przybyszami. A stąd, prosta droga do naszej palmy pierwszeństwa w zakresie komunikacji kołowej na starym kontynencie, co uznaję jako dowód, który całkowicie za darmo przekazuję do dyspozycji archeologom. A niech, że się któryś tam habilituje moim kosztem!

 

Jeśli nasi przodkowie posiadali wozy, to konieczne były drogi, bo w naszym klimacie nie sposób bez takowych przez cały rok wędrować. I proszę bardzo, jak ustalili archeolodzy, mieli takowe, tyle że z bali drewnianych[2] układanych równiutko, jeden obok drugiego. Trochę najpewniej w czasie jazdy trzęsło, ale elastyczny materiał drzewny gwarantował brak możliwości powstawania dziur, których pełno we współczesnych nawierzchniach. No i prędkość poruszania się nie była zbyt wielka, bo jak ktoś obliczył tylko 4 km/godz. Nie jest to moim zdaniem mało, ponieważ ilekroć jestem w Warszawie, jeżdżę z prędkością 5 km/godz., co przy wzięciu pod uwagę przedziału czasu, bo aż 5 500 lat, nie powinno być uznane za poważny skok cywilizacyjny.

 

Padło słowo drogi, więc prędziutko moje myśli powróciły do teraźniejszości. Ktoś w telewizji obliczył, że ostatnie trzy rządy, i to in gremio, wybudowały 250 km dróg. Tu niestety, z braku danych, nie mamy możliwości porównania z cywilizacją bronocicką. Ale archeolodzy pracowicie kopią dalej, więc kto wie, czy problem porównania tempa budowy uzyskiwanych przez dwie, tak odległe cywilizacje nie będzie możliwy.

 

Łatwym zadaniem jest pisanie felietonów, bo swoboda tej formy umożliwia łapanie i użytkowanie najprzeróżniejszych tematów, które raptem strzelą autorowi do głowy. Mało tego, użyte na początku słowa, czy całe zdania inspirują do też zupełnie dowolnego ich kojarzenia w kolejnych, wydawać by się mogło różnych sprawach, które spadają autorowi jak z nieba.
Ot, chociażby wspomniana wyżej wędrówka ludów i skojarzenie tej wędrówki z budową dróg.

 

Srogi lament słychać w szeregach polskich specjalistów od budowy dróg, od chwili, kiedy to pan minister sportu zagroził, że do tego celu sprowadzi firmy chińskie. No bo te firmy sprawdziły się budując w szalonym tempie, znakomite drogi na niedawną olimpiadę.
Pan minister bowiem wywiódł, że polskie firmy budują drogi nie tylko wolno, ale i drogo. A ponadto okazało się, że jedna z wybudowanych nie tak dawno dróg już nadaje się do remontu.
Trudno się dziwić polskim firmom, zwłaszcza konstatując bliskie związki lingwistyczne wyrazów droga i drogo, bo brzmiące w mianowniku – droga, natomiast w wołaczu – drogo?! Więc nie dziwię się polskim drogowcom, natomiast panu ministrowi trudno nie przyznać racji!
Najpewniej, w nieznanym mi języku chińskim, te słowa nie mają tak bliskich związków.

 

 

Jedno jest w tym wszystkim pewne, że zaczynamy kolejną wędrówkę ludów, bo Polacy do Irlandii, Francji czy Anglii, natomiast Chińczycy do Polski.
A jak Chińczycy wybudują nam drogi, to znając ich zapał do pracy, cichcem wybudują najpewniej i domy mieszkalne i, co gorsze, zechcą w nich na stałe zamieszkać. I już można zacząć przewidywać skutki podobne do tych, które miały miejsce na starym kontynencie w początkach średniowiecza.
Bo wtedy okażą się zupełnie nieuzasadnione lamenty płynące z TV, prasy i ambon, na temat kryzysu demograficznego, który jak mówią nam grozi.
Jest więc szansa, że zacznie nas bardzo szybko przybywać, no może troszeczkę skośnookich.
Ja jednak niestety, a może na szczęście, chyba nie zdążę tego opisać!

 

 

 

[1] http://www.bronocice.dzialo szyce.info/prasa/prasa.htm

 

[2] wykonywane na terenach podmokłych