Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Waloryzacja jak sól ciechocińska, dobra na wszystko!

Właśnie powróciłem szczęśliwie z Ciechocinka, gdzie uczestniczyłem w corocznej konferencji. Pogoda była przepiękna, taka polska złoto-jesieniowa, a miejscem konferencji hotel pod wdzięczną nazwą Pałac Targon. Obiekt architektonicznie imponujący, w nieustającej przebudowie i rozbudowie. Pokoje może w swym wystroju zbyt surowe, ale łoża wygodne, natomiast krzesła wprawdzie wyściełane, tyle że z oparciami prostymi, więc niezachęcające do lenistwa. W roku ubiegłym mieszkałem w podobnie urządzonym pokoju. Pamiętam, że pozwoliłem sobie na stwierdzenie, iż w umeblowaniu zabrakło mi jedynie klęcznika. Bo ja człek od lat (z wyłączeniem oczywiście najbardziej ponurych czasów gomułkowskich) przyzwyczajony do wylegiwania się w fotelach, w opisanej scenerii czułem się nadzwyczajnie dyscyplinowany. Ale przecież dyscyplina sprzyja koncentracji, więc nie narzekam („jeno tylko” to co spotkałem w umeblowaniu wyżej zaznaczyłem), bo tematyka konferencji była bardzo ciekawa, co wynikało z jej tytułu, który brzmiał:

„Praktyczne aspekty ustalania wynagrodzeń i ich waloryzacji w zamówieniach publicznych na roboty budowlane”.

 

Od pamiętnego lipca 1994 roku, wszystkie roboty budowlane na rzecz inwestorów publicznych, czyli rządowych i samorządowych, były i są regulowane przepisami początkowo „ustawy o zamówieniach publicznych”, a od kilku lat ustawy o tym samym znaczeniu, lecz pod zmienioną nazwą „prawo zamówień publicznych”.
Prawo prawem, a branża budowlana lubi się rządzić własnymi prawami i basta.
Najpewniej z tej przyczyny tematyka konferencji spowodowała ogromne zainteresowanie środowiska, czego owocem była duża liczba uczestników. Bo nie spotkałem inwestycji publicznej, na której by nie wystąpiły roboty zwane dodatkowymi, a i ceny z natury rzeczy nie bywają stabilne i, co gorsza, mające skłonność do marszu najczęściej do przodu. Stąd zapewne to duże zainteresowanie konferencją.
W tej sytuacji można zapytać, czy oczekiwania uczestników procesu budowlanego w zamówieniach publicznych ograniczają się wyłącznie do waloryzacji samych cen? A do zakresu rzeczowego to nie?
Wszyscy bowiem dobrze wiemy, w jakim tempie powstaje dokumentacja techniczna, kiedy od „strzelenia pomysłu do głowy inwestorowi”, albo właściwiej, kiedy to znienacka otrzyma pieniądze, do terminu opracowania projektu i kosztorysów, mija najczęściej tylko kilka miesięcy. Nie tak dawno zauważyłem, że inwestorom pieniądze spadają najczęściej z nieba, którzy jak ich nie wykorzystają, to pieniądze po prostu znikają! Zrymowało mi się zupełnie przypadkowo, co moim zdaniem potwierdza, ulotność i ogromną niepewność posiadania tak zwanych środków. Trudno też znaleźć inwestycję publiczną, na której wynagrodzenie ustalono inne niż ryczałtowe. A przecież ryczałt z mocy prawa wyklucza zmianę wysokości wynagrodzenia. Oczywiście teoretycznie istnieje takowa możliwość, ale potrzebny jest drobiazg - zgoda obydwu stron. Zwłaszcza wręcz bohaterska zgoda inwestora publicznego. Ale jak uczy doświadczenie, można spokojnie zafundować konia z rzędem takiemu bohaterskiemu inwestorowi, który wyraził na podobny zabieg zgodę, w sytuacji kiedy CBA tylko czyha na takich bohaterów. Bo tłumaczenie, że najważniejszy jest rezultat czyli wybudowanie, żadnego z dżentelmenów z CBA nie przekona, gdyż są święcie przekonani, że każdy Polak z mlekiem matki wyssał skłonność do korupcji. A jak ktoś tym panom udowodni, że mamuńcia mleczkiem nie dysponowała i „rósł na butelce”, to mu i tak niewiele to pomoże, bowiem ci panowie także dobrze wiedzą, że to zabory, okupacja, a wreszcie komunizm - wystarczająco zdemoralizowały cały naród.
Oczywiście z wyjątkiem agentów CBA i ich mocodawców!
Powyższy wywodzik jest moim zdaniem wystarczającym uzasadnieniem ważności tegorocznej konferencji ciechocińskiej.

Wysłuchaliśmy ośmiu referatów, właściwie omówień tychże przez autorów, bo dzieła wytworzyli nie tylko bardzo ciekawe, ale i obszerne.

Wygłoszone referaty, można podzielić na trzy grupy.

Pierwsza, to coroczna analiza rynku dokonana przez p. prof. Andrzeja Borowicza, tym razem pod tytułem „Tendencje i uchybienia w kalkulacji cen zamówień publicznych na roboty budowlane”. Darowując sobie omawianie obszernego referatu, z przyjemnością zapisuję skrót jednego z trzech wniosków końcowych, a mianowicie, że:

"dotychczasowe wyniki pracy zarówno kosztorysantów budowlanych jak i kalkulatorów cen usług związanych z procesem inwestycyjnym należy ocenić pozytywnie, a do takiej oceny upoważniają, pozytywnie kształtujące się tendencje w zakresie wskaźników zróżnicowania cen ofertowych, na wszystkich rynkach objętych badaniem"!!

 

Grupa druga, to opisanie i omówienie zmian w ustawie Pzp w referatach pp. Łucji Lapierre, Krzysztofa Bartyzela, Elizy Niewiadomskiej z których mogłem wyciągnąć następujące wnioski:

  1. Zastosowanie w przyszłej umowie klauzuli waloryzacyjnej, musi być zastrzeżone w treści dostarczonej przez zamawiającego na etapie zamówienia w SIWZ.[1]
  2. Treść klauzuli waloryzacyjnej ukształtowana w ramach swobody kontraktowej musi być na tyle precyzyjna, aby określała w sposób ewidentny zarówno zasadę, jak też szczegółowy sposób waloryzacji oraz jej czasokres, a także sposób wyliczenia.[2]

 

A w efekcie wniosek, który uważam za najważniejszy i wielokrotnie przez wszystkich referentów podkreślany, że

waloryzacja może występować wyłącznie przy ustalonym w umowie wynagrodzeniu kosztorysowym,
natomiast nie jest możliwa, przy wynagrodzeniu ryczałtowym!!!

 

I dobrze, bo wreszcie, zwłaszcza inwestorzy publiczni będą zmuszeni przyjąć do wiadomości oczywisty fakt, że proces budowlany cechuje „INDYWIDUALNY CHARAKTER”, przez co o przykre niespodzianki w czasie jego trwania, czyli o konieczność zmian cen z różnych obiektywnych powodów, nietrudno.

Ciekawy i związany z tą grupą zagadnień, był także referat p. dr. Zbigniewa Boczka, dotyczący stosowania warunków kontraktowych FIDIC w świetle przepisów ustaw Pzp i kc.

 

Grupa trzecia – to referaty dotyczące praktycznych sposobów waloryzacji wygłoszone przez pp. Tomasza Pytkowskiego i dr. Janusza Traczyka, które autorzy podzielili (w zależności od metody i podstawy obliczeń waloryzacyjnych) na trzy grupy metod waloryzacji, a mianowicie:

  1. wskaźnikowej - przy użyciu dostępnych wskaźników wzrostów cen w poszczególnych branżach budowlanych[3]
  2. mieszanej (determinant) - przy użyciu powszechnie dostępnych lub opracowanych wskaźników wzrostu cen wybranych składników (determinant) kosztów, udziału poszczególnych determinant w wartości robót oraz uwzględnieniu czasu (okresu) realizacji robót
  3. kosztorysowej (szczegółowej) - polegającej na przecenieniu cen czynników produkcji budowlanej (R, M, S)

Metoda trzecia wydaje się jednak moim zdaniem trudna w realizacji, zwłaszcza przy obligatoryjnym, uproszczonym sposobie ustalania cen w kosztorysowaniu inwestorskim w zamówieniach publicznych, wielokrotnie w oderwaniu od norm KNR, co w sposób oczywisty determinuje metody kalkulacyjne oferentów.

W czasie dyskusji zapytałem, czy w przypadku wynagrodzenia kosztorysowego, waloryzacja powinna się odbywać wyłącznie „w jedną stronę”, bo przecież jak świadczą o tym dowodnie notowania kwartalne, ruch cen odbywa się w górę i w dół. To może, pytałem dalej, i inwestorzy publiczni, także zarobią na waloryzacji?

Niestety nie uzyskałem na tak postawione pytanie pozytywnej odpowiedzi, ale mam nadzieję, że posiałem pewien niepokój, gdyż w sytuacji zdobycia sobie przez „wynagrodzenie kosztorysowe wraz z waloryzacją” prawa obywatelstwa, problem waloryzacji w dwie strony niebawem sam wypłynie.

 

Ale, ale! w czasie pisania niniejszego tekstu, w „telewizorium”, ujrzałem i usłyszałem jak panowie nadmorscy związkowcy uzasadniają swoją nagłą wizytę w Warszawie i blokadę URM oraz informują, że do niejakiego „Dialogu”, gdzie ich premier zapraszał, nie pójdą i basta!

Panowie zawodowi związkowcy, przez okienko URM, gwarzyli bardzo ciekawie w wyniku czego, strzelił mi do głowy taki sobie wierszyk, oparty na nie byle kim, bo na samym Majakowskim:

My nie odejdziem,
Choć odejść możem,
Niech nikt nas do Tuska nie goni,
PIS-u interes jest najważniejszy,
A nasze pensyjki obronim!

Dziękuję Wam o Związkowcy, bo mój miejscami przesadnie poważny tekst, odbiegający zasadniczo od tonacji, w której się czuję najlepiej, mogłem chociaż zakończyć tak jak lubię.

 

 

 

[1] [2] [3] zaznaczone kursywą cytaty z referatów z konferencji w Ciechocinku autorstwa pp. Łucji Lapierre, Zbigniewa Boczka, Tomasza Pytkowskiego i Janusza Traczyka