Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Rachunek sumienia, taki ekonomiczno-polityczny

Według notowań Orgbud-Serwisu z IV kwartału 2008 r., przeciętny budynek mieszkalny-wielorodzinny o powierzchni użytkowej ok. 1.200 m2 kosztuje:

1.200 m2 x 2.330 zł/m2 = ok. 2.800.000 zł netto

Przyłącza z drobną infrastrukturą w warunkach miejskich – nie więcej niż 30.000 zł
jak troszeczkę więcej, to niewiele.

Razem 2.830.000 zł netto, a z Vatem - 7% ok. 3.030.000 zł

Koszt projektu wg stawek np. rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 18 maja 2004 r. w najkorzystniejszym dla autorów projektu przypadku, powiedzmy 6,25 ÷ 6,9% kosztów budowy, czyli:

2.830.000 x 6,5% = ok. 180.000 zł netto, a z Vatem już 22%, to ok. 220.000 zł

Podobnie tzw. inżynier kontraktu przy stawce, powiedzmy 5% kosztów budowy czyli:

2.830.000 x 5% = ok. 140.000 zł netto, a z Vatem 22%: ok. 170.000 zł

Razem koszty budowy brutto, czyli z Vatem (tymi: niższym i wyższym) to:

3.030.000 + 220.000 + 170.000 = 3.420.000 [zł]

Stąd cena 1 m2 mieszkania:

3.420.000 zł : 1.200 m2 = 2.850 zł/m2

Niedrogo, nieprawdaż!

W powyższym rachunku niestety nie uwzględniliśmy ceny gruntu, który w centrum Łodzi kosztuje 2.000 zł/m2.

Zakupmy dla naszej budowy 2.500 m2 (powinno wystarczyć) i dodajmy do poprzedniego rachunku.
Co nam wyszło (?):

2.500 m2 x 2.000 zł/m2 = 5.000.000 zł
2.850.000 + 5.000.000 = 7.850.000 [zł]

a więc koszt 1 m2 wzrasta do:

7.850.000 : 1.200 m2 = ok. 6.540 zł/m2

Ufff! Drogo!

 

Ale są też grunty tańsze, a gminne mogą być jeszcze tańsze.

Bo przecież wiele gruntów jest własnością gmin czy Skarbu Państwa, którym podobno (jak głoszą radni czy posłowie) zależy na tanim budownictwie dla ludności, a zwłaszcza dla młodych Polaków.

A ponadto nie wszystkie budynki będą budowane w centrum, w którym i tak pozostało niewiele miejsca, natomiast peryferie są zdecydowanie tańsze.

 

Tymczasem jak informuje internet, mieszkania, na które młodzi Polacy biorą kosztowne kredyty, a nabywane u deweloperów kosztują różnie w różnych miastach, bo w:

Krakowie-Podgórzu 7.400 zł/m2
Poznaniu-Naramowicach 7.800 zł/m2
Warszawie-Woli 8.300 zł/m2 i dużo więcej
Łodzi od 5.000 ÷ 7.000 zł/m2

 

Usiłowałem odnaleźć w internecie powierzchnię niezabudowanych gruntów stanowiących własność gmin i Skarbu Państwa i nie znalazłem?!

Czyżby jakaś tajemnica czy zwykły bałagan?

No bo wtedy, gdybym znał tę wielkość, to bym podał ile jest tych wolnych gruntów, które gminy mogłyby przeznaczyć pod względnie tanie budownictwo mieszkaniowe, a co ważne - mógłbym ustalić, którym to gminom podobno na mieszkaniach zależy, a którym wcale.

Zależy?

Chyba nie za bardzo, bo najbardziej zależy na uszczęśliwianiu Kościoła oraz społeczeństwa, ale spragnionego podobno nie mieszkań, lecz oper, sal koncertowych i setek muzeów, o czym zresztą pisałem niedawno!

Więc może politycy zechcą wreszcie pomyśleć nad sposobem uporządkowania mienia gruntowego i zabudowania tegoż na warunkach umożliwiających młodym spłatę kredytów przed dożyciem do emerytury. Bo to dożycie do tejże emerytury w obecnych warunkach (kiedy deweloperzy wydają miliony na działki budowlane) przez dzisiejszych bezdomnych młodych Polaków nie wydaje się możliwe.

Co, że ziemi nie daje się nikomu za darmo?

Jak to nikomu? Przecież staremu Kościołowi się daje. To co, młodym Polakom nie wolno?

 

Jestem już starym człowiekiem, który większość swego życia spędził w PRL-u i nie kochałem tzw. komunistów. Chociaż od 1970 r., nie byli to już komuniści, bo ci zaczęli wymierać i przyszli młodzi, ale już nie komuniści, lecz KONIUKTURALIŚCI, bo tak ich nazywaliśmy w tamtych latach w biurze projektów, w którym spędziłem ostatnich 30 lat peerelu. Nie kochałem ani tych pierwszych ani drugich chociażby dlatego, że mój ojciec został zamordowany w Starobielsku. Podobnych koniunkturalistów mamy i dzisiaj.

Mój ulubiony pisarz, Stefan Kisielewski mawiał, że nie jest ateistą zawodowcem, tylko ateistą-hobbystą. Dzisiaj, niestety, mamy katolików zawodowców. Hobbystów nie widać. A przecież powszechnie wiadomo, że najwierniejszym w zamiłowaniu, czy jak kto woli umiłowaniu, bywa wyłącznie hobbysta.

Ostatnio krytykuje się tamten czas totalnie. Niektórzy nawet starają się go traktować jako czarną dziurę.

Tymczasem wielu z nas, nie z własnej winy zmuszonych przez los do odbycia poważnej części swego żywota w tejże czarnej dziurze, coraz częściej zaczyna wydobywać z niepamięci pewne pozytywy.
Te najważniejsze moim zdaniem - to willa na Żoliborzu i dwa doktoraty, wszystko to braci Kaczyńskich.
Te mniejsze - to chociażby konstatacja Janusza Głowackiego w wywiadzie udzielonym ks. Andrzejowi Koterowi w Świątecznej Gazecie Wyborczej.

A ona takowa:

„Ależ drogi księże, litości. PRL wiadomo Sodoma. Ja się boję odwracać (pamięcią wstecz - przyp. autora). Pamiętasz co spotkało żonę Lota? Najgorsze, że w tej pieprzonej Sodomie, z przyczyn niezrozumiałych, powstały najlepsze filmy i literatura. A w sporcie sukces za sukcesem.
Ohyda.
Nieporozumienie.
Zapomnijmy o tym!”

Od siebie dodaję, że w tej pieprzonej Sodomie realizowano także i spółdzielcze budownictwo mieszkaniowe, byle jakie, jak ten cały PRL, ale realizowano.

A wspomniany wywiad wszystkim polecam, bo ks. Andrzej Koter to bardzo mądry człowiek. A Janusz Głowacki to może nie? Kto śmie zaprzeczyć?