Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Służba bezpieczeństwa i higieny pracy – mity i fakty

Od wielu lat tworzenie służby bezpieczeństwa i higieny pracy jest obowiązkiem każdego pracodawcy, nawet tego, który zatrudnia jednego pracownika. Przez pracodawcę rozumieć tu należy te osoby i jednostki organizacyjne, które zatrudniają osoby fizyczne na podstawie stosunku pracy. Tak więc, jeśli przedsiębiorca nie korzysta z pracy najemnej opartej na umowie o pracę, służby takiej posiadać nie musi, jeżeli natomiast posiada pracownika chociażby na ¼ etatu to wyjścia niestety nie ma, musi zacisnąć zęby i zastanowić się, jaki model funkcjonowania służby będzie dla niego najkorzystniejszy.

Służba BHP stanowi swoistego rodzaju organ opiniodawczo-doradczy pracodawcy, który - najprościej mówiąc - w założeniach ma wyręczyć pracodawcę w myśleniu o szeroko pojętym BHP w firmie. Podstawę funkcjonowania służby stanowi art. 23711 kodeksu pracy, a jej szczegółowe kompetencje określa rozporządzenie RM z dnia 2 września 1997 r. w sprawie służby bezpieczeństwa i higieny pracy (Dz.U. z 1997 r. Nr 109, poz. 704 ze zmianami).
W myśl powyższych przepisów pracodawca zatrudniający ponad 100 pracowników musi obligatoryjnie stworzyć służbę BHP. Na tle praktyki oraz zgodnie z wyjaśnieniami Ministerstwa Pracy i Państwowej Inspekcji Pracy utworzenie służby oznacza zatrudnienie na odpowiednim stanowisku pracownika. Nie musi być to oczywiście pełny etat, ale zatrudnienie powinno być stricte na stanowisku inspektora lub specjalisty ds. BHP. Interpretowane jest to bezpośrednio z § 2 i 3 przepisu art. 23711 kp, który wyraźnie rozróżnia „tworzenie służby” od „powierzania zadań służby”. Stanowisko takie znajduje również szerokie odzwierciedlenie w orzecznictwie sądowym[1]. Dodać jednak należy, że istnieją także odmienne poglądy na to zagadnienie[2]. Wątpliwe jednak, by takie pojedyncze głosy wystarczyły do zmiany stanowiska urzędów i doktryny w tej materii.
W sytuacji zatrudniania mniejszej liczby osób (konkretnie - do 100 pracowników) przedsiębiorca może oczywiście stworzyć całą służbę BHP zatrudniając specjalnie na to stanowisko pracownika. Ustawa pozwala jednak przedsiębiorcy poprzestać jedynie na tak zwanym „powierzeniu zadań służby BHP”. Oznacza to, że obowiązki BHP przekazuje się pracownikowi zatrudnionemu przy innej pracy, o ile posiada odpowiednie kwalifikacje. Jeśli przedsiębiorca nie ma w firmie kompetentnych pracowników może wynająć do prowadzenia spraw BHP specjalistów spoza zakładu pracy; w tym przypadku potrzebna będzie jedynie zwykła umowa handlowa, a usługę będzie można rozliczyć w oparciu o fakturę VAT.
Jeśli natomiast firma jest naprawdę mała (w przypadku sektora budowlanego zatrudniająca nie więcej niż 10 osób), zadania służby BHP może wypełniać osobiście sam pracodawca, pod warunkiem oczywiście, że ukończył szkolenie niezbędne do wykonywania takich czynności. Zauważyć należy, że szkolenie to ma charakter specjalistyczny, stricte dla „służby BHP” lub „pracodawców wykonujących zadania służby BHP”. Nie wystarczy zatem zwykłe szkolenie behapowskie dla pracodawców.

Przepisy prawa pracy są tak sformułowane, że to pracodawca odpowiada za zapewnienie na stanowiskach pracy bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, a więc w przypadku prowadzonej działalności gospodarczej będzie to osobiście właściciel przedsiębiorstwa, w przypadku jednostek organizacyjnych – ich przedstawiciele (np. w spółkach osobowych - wspólnicy, a w kapitałowych - zarząd). Trudno zatem od ludzi zajmujących się bieżącą działalnością gospodarczą, często managerów po szkołach ekonomicznych, by swobodnie poruszali się wśród technicznych warunków obiektów budowlanych, zasadniczych i minimalnych wymagań dla maszyn i urządzeń oraz pozostałej ogromnej liczby przepisów dotyczących bhp. Część przedsiębiorców budowlanych, nawet jeśli dość dobrze zna szczegóły technologiczne wykonywanych w ramach działalności swojej firmy robót, to jednak w ferworze pracy często nie ma czasu na spokojną i dokładną analizę występujących zagrożeń. A niestety dla naszego państwa bezpieczna praca to jeden z konstytucyjnych priorytetów; przede wszystkim liczy się zdrowie i życie obywatela, choć nie czarujmy się, nie bez znaczenia jest także to, że każdy statystyczny wypadek kosztuje budżet około 300.000 złotych. Większość zaistniałych poważnych zdarzeń wypadkowych jest analizowana przez PIP oraz policję i prokuraturę, co niestety dla pracodawcy może się zakończyć dużymi nieprzyjemnościami, włącznie z wyrokami karnymi. Tak więc obowiązek obowiązkiem, ale dobry behapowiec to naprawdę przydatna osoba w firmie. Obejrzy stanowiska pracy, wypunktuje błędy, opisze, jakie działania przedsięwziąć, by je usunąć, sporządzi okresową analizę stanu bezpieczeństwa i higieny pracy, pomoże przy tworzeniu aktów prawa wewnątrzzakładowego, zaopiniuje a nawet stworzy instrukcje BHP na poszczególne stanowiska pracy, będzie prowadzić rejestry oraz całą dokumentację wypadków przy pracy i chorób zawodowych, zajmie się pomiarami czynników szkodliwych, wreszcie dopilnuje, by ocena ryzyka zawodowego w przedsiębiorstwie miała ręce i nogi. Co ważne, w częstych ostatnio przypadkach „zrzucania” przez wykonawców robót budowlanych obowiązków dotyczących bezpieczeństwa na swoich podwykonawców, może merytorycznie doradzić, na co przedsiębiorca-podwykonawca może się zgodzić, a co w znacznym stopniu utrudni mu pracę i na co przystać nie powinien, a przynajmniej bronić się przed tym do upadłego. Specjalista ds. BHP może również pomóc pracodawcy w ewentualnych kontrolach prowadzonych przez organy nadzoru nad warunkami pracy; to zazwyczaj z nim prowadzone są merytoryczne dyskusje, on udziela wyjaśnień, czasem negocjuje.

Współpraca pracodawcy i służby BHP powinna być jasna i dobrze sformalizowana, a więc żadnych tajnych akt, ukrytych umów czy zakonspirowanych pracowników. Wszystko czarnym tuszem na białym papierze w pełnym świetle biurowych jarzeniówek. Rzeczywistość jednak, jak to w życiu bywa, podąża swoimi ścieżkami. Niby człowiek od BHP jest, ale go nie widać. W zasadzie umowa została z nim podpisana, ale nikt nie może jej znaleźć. Praktycznie gotowy na każde wezwanie, ale nikt nie wpadł nigdy na pomysł, żeby sprawdzić, czy to w ogóle możliwe. Żadna ze stron nie jest wtedy zobowiązana do należytej staranności i, jak przychodzi co do czego, pracodawca zostaje sam, albo jest już za późno na jakiekolwiek działania prewencyjne. A przecież przy panującej w RP zasadzie swobody umów można stworzyć coś naprawdę korzystnego dla obu stron; można swobodnie kształtować zakres obowiązków i związanych z tym płatności; nie trzeba polegać na krążących w internecie szablonach umów, które tak naprawdę niewiele dają obu stronom.

Zarówno pracownik służby BHP, jak i osoba wykonująca zadania tej służby, muszą posiadać odpowiednie kwalifikacje. Rozporządzenie w tej sprawie jest bardzo kazuistyczne. Dla służb BHP wymienia szereg stanowisk oraz powiązanych z nimi parytetów wykształcenia i stażu pracy, oprócz oczywiście szkolenia dla pracowników służb BHP. Specjalista spoza firmy musi wykazać się wyższym wykształceniem o kierunku lub specjalności w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy albo studiami podyplomowymi w tym zakresie oraz co najmniej 1 rokiem stażu pracy w służbie bhp – interpretuje się ten wymóg jako pozostawanie w stosunku pracy. No i rzecz najważniejsza, rozmowa i sprawdzenie, na ile taka osoba będzie współpracowała, na ile będzie elastyczna i przydatna firmie. Na nic bowiem największy autorytet, jeśli wspólna praca będzie przypominała drogę przez mękę, a skoro już jesteśmy zmuszeni do zawarcia umowy i musimy za nią płacić, to przynajmniej miejmy za co.

Oczywiście zawsze można mieć uzasadnione wątpliwości, po co w malutkiej firmie osobny specjalista ds. BHP – wydaje się przecież całkiem zbędny. Takie argumenty są często podnoszone w sklepach, bankach, szkołach. W branży budowlanej jest trochę inaczej, to zupełnie inny świat, pełno w nim urządzeń poddozorowych i elektrycznych oraz związanych z nimi zagrożeń, prace na wysokości, liczne strefy niebezpieczne, a więc ryzyko zagrożenia wypadkiem całkiem spore. Ale na dobrą sprawę obcięty palec na krajalnicy do wędlin wygląda równie samotnie jak ten odspojony szlifierką kątową, no może bardziej estetycznie. Tak więc skoro musimy kupić już usługę, to wybierzmy dobrze, tak byśmy mieli z niej pożytek, a nie tylko krótką radość ze świątecznej promocji – owe 2,99 za pół kilo całkiem świeżych specjalistów.

 

 

 

 

 

[1] – np. orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego z 13 października 2006 r., sygn. I OSK 263/06 (publ. LEX nr 281409) oraz z dnia 23 września 2005 r., sygn. I OSK 40/05 (publ. LEX nr 195033)

[2] – wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 26 listopada 2008 r. sygn. IV SA/Wr 432/08 (publ. LEX nr 507920)