Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Nadeszła jesień

W sierpniu br., na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie, pożegnaliśmy na zawsze Panią Mecenas Łucję Lapierre, znakomitą, wielce zasłużoną dla polskiego budownictwa prawniczkę. Była arbitrem Głównej Komisji Arbitrażowej, a także współpracowniczką zespołu analiz Trybunału Konstytucyjnego. Jak pamięcią sięgam (a sięgam daleko, bo w głąb minionego stulecia) – uczestniczką chyba wszystkich konferencji „kosztorysowych” w Jadwisinie (mój Boże, kto Jadwisin jeszcze pamięta), Częstochowie, czy Ciechocinku. Na konferencjach wygłaszała dla zgromadzonego „światka technicznego” referaty (a ściślej – wykłady) w sposób prosty, umożliwiający słuchaczom przyswajanie zawiłych problemów prawniczych. Co najciekawsze, Jej wiedza, wsparta długoletnią praktyką związaną z budownictwem, była powodem, że gdy zwracaliśmy się do Niej z naszymi problemami będącymi mieszanką techniki, ekonomii i prawa, w lot pojmowała o co nam nieborakom chodzi. No bo Pani Łucja, tak się do Niej zwracaliśmy, zawsze elegancka, i nadzwyczajnie cierpliwa, w przerwach konferencji zawsze była otaczana wianuszkiem potrzebujących jej wiedzy. I nigdy nam nie odmawiała wyjaśnień - pomocy w nękających nas w pracy kłopotach.

Pani Mecenas na zawsze pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci.

 

 

A tak, poza tekstem, muszę stwierdzić, że świetnych fachowców gromadziły niegdysiejsze Komisje Arbitrażowe. Jako biegły sądowy w stanie spoczynku, wspominam przy tej okazji także znakomitych, znających problemy rozliczeń budowlanych sędziów, byłych arbitrów z Komisji Arbitrażowych.

Dziś niestety nie ma ich między nami, a w sądach zgroza!

 

 

Wyczytałem w łódzkiej prasie, że w budowanej przez konsorcjum EC-1 przygotowywane są kolejne przetargi warte miliony złotych. Wprawdzie budowa oglądana z ulicy wydaje się zakończona (przewidywany termin to 2012 r.), ale tak naprawdę pozostało niestety jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Przygotowywany jest przetarg na wyposażenie wnętrz. Przypomina to natychmiast, wielokrotnie opisywany w moich felietonach, nieszczęsny i permanentnie pomijany w WKI, składnik nr 6 (wyposażenie) oczekiwany w rozporządzeniu Rady Ministrów w sprawie inwestycji realizowanych z budżetu państwa. Do wytworzenia elementów wyposażenia jest przygotowywana bardzo obszerna instrukcja opisująca, jak oczekiwane eksponaty mają wyglądać. A będą to eksponaty skomplikowane, bo przecież obiekt ma przedstawiać zwiedzającym elektrownię (wprawdzie niezdolną do produkcji prądu, ale zaopatrzoną w makiety urządzeń niezbędnych do takiej produkcji). Wartość wyposażenia oszacowano na ok. 22 mln zł. Ponadto przewiduje się urządzenie planetarium i kina 3D (mało to w Łodzi kin) oraz zakup mebli za ok. 14 mln zł.

 

Z uwagi na wspomniany wyżej fakt niezakończenia robót budowlanych, te niestety dalej powinny być wykonywane. Realizacja EC-1 przebiegała w podziale na części zachodnią i wschodnią. Wykonawca części zachodniej zszedł z budowy pomimo niewykonania poprawek na kwotę szacowaną w przedziale od 4 do 7 mln zł. A na poprawki miasto przewidziało około pół roku, oczywiście do wykonania już niestety przez inną firmę. Tymczasem zbiegły z budowy wykonawca domaga się dodatkowej zapłaty w kwocie bagatelka 30 mln zł. W celu zabezpieczenia swoich oczekiwań, odmówił przekazania dokumentacji powykonawczej budowy, co najpewniej nie ułatwi inwestorowi zaprojektowania i realizacji skomplikowanego wyposażenia obiektu. W opisanej sytuacji prawnicy inwestora złożyli w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa! Natomiast wykonawca czym prędzej wystąpił do sądu o zabezpieczenie swych roszczeń na kontach bankowych EC-1 i uzyskał to zabezpieczenie, dzięki czemu komornik ochoczo zajął te konta.

Kłopoty wystąpiły także na części wschodniej EC-1. Tu również powstał spór (nie chcę ujawniać dokładnej nazwy firmy) z drugim wykonawcą. Spór dotyczy oczekiwanej przez wykonawcę kwoty 6 mln zł za instalację ppoż. droższą niż przewidywano. A miasto wychodząc z założenia, że na inwestycji realizowanej w systemie „projektuj i buduj” wykonawca powinien w oferowanej cenie uwzględnić ryzyko występujące zawsze w takich przypadkach, nie wyraża na jakiekolwiek dopłaty zgody.

Wszystko to prawda panie inwestorze, ale wypada zauważyć, że przetargi na obydwie części EC-1 (tak zachodnią, jak i wschodnią) zostały rozstrzygnięte w oparciu o KRYTERIUM NAJNIŻSZEJ CENY!!

Można na tej podstawie wysnuć wniosek:

NAJNIŻSZA CENA PRZYSPARZA INWESTOROWI ZAWSZE NAJWYŻSZYCH KŁOPOTÓW!

Nie wolno także zapominać o jakości robót, bo poprawki usterek na części zachodniej oceniono w przedziale od 4 do 7 mln zł.

Wprawdzie rządzący zaczynają wreszcie rozumieć klęski wynikające z oczekiwania rozstrzygnięć przetargów w oparciu o ww. nieszczęsne kryterium, ale, jak zauważyłem w felietonie „Wiecznie o tym samym, oby do skutku”, rządowo-sejmowe sposoby ominięcia tego kryterium, moim zdaniem nie przyniosą pozytywnych rezultatów! Bo zawsze musi działać na wszelakich inwestycjach zasada:

  1. Wykonawca oblicza cenę realną w sposób przejrzysty i możliwy do zweryfikowania;
  2. Inwestor dzięki temu otrzymuje gwarancję uzyskania oczekiwanego rezultatu.

Oczywiście, pragnąc zapewnić to o czym wyżej, inwestor powinien mieć gwarancję swobody wyboru wykonawcy, posiłkując się wykwalifikowanymi doradcami, co powinno go zabezpieczyć przed wszelkimi podejrzeniami o nieuczciwość.

 

Ale są grupy zawodowe zadowolone z permanentnego stosowania na inwestycjach publicznych „kryterium najniższej ceny”. Są to adwokaci i komornicy! Mniej się cieszą sądy zawalane tonami akt opisujących komplikacje budowlane. Tym bardziej, że sądy wspomagane przez biegłych w sytuacji, kiedy rzetelne kosztorysowanie i rozliczanie robót zostało zastąpione karteczkami formatu A4 (pardon – harmonogramami zaopatrzonymi w ceny elementów), na których zapisano najniższe ceny, bardzo często nie znajdują żadnego uzasadnienia w odniesieniu do wycenionej roboty! Bo często można zaobserwować filozofię praktykowaną przez oferentów:

ZAROBIĘ NA WYKOPACH, CZY USTALANEJ SZACUNKOWO ILOŚCI STALI, TO STARCZY NA INSTALACJE.

Nie zawsze proszę szanownych oferentów, bo np. w EC-1 Wschód nie starczyło na instalację ppoż.!

 

 

 

od Redakcji – w nawiązaniu, proponujemy Państwu zapoznać się z artykułem p. inż. Wojciecha Żnińskiego „Analiza składników cen stanów i elementów w wybranych obiektach budowlanych