Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Dokąd teraz? (część II)

Czas pomiędzy kolejnymi wydaniami Buduj z Głową przeleciał niemalże tak szybko jak mój letni urlop . O ile żal urlopu, to z niecierpliwością i zaciekawieniem czekam na kolejne numery BzG. W nim zawsze znajdzie się coś interesującego do czytania - tak dla odpoczynku, jak i wzbogacającego naszą zawodową wiedzę.
 

W poprzednim "Dokąd teraz" mogliśmy poznać Bogatynię i jej najbliższe okolice. Czas nieco oddalić się od naszej ojczystej granicy i wreszcie dojechać do czeskiej i saksońskiej Szwajcarii, które były pierwotnym celem mojego urlopu. Tylko zanim tam dotrzemy… znowu grzechem byłoby nie poświęcić kilku chwil na zwiedzenie ciekawych miejsc, które wypadają niejako "po drodze". Ponieważ do tego typu eskapad zawsze staram się przygotować merytorycznie, stwierdziłem, że mimo bliskości obiektów na ich zwiedzenie i tak będę potrzebował kilku dni... I z tego "po drodze" zrobiły się dwa dodatkowe dni.
 

Zaczynamy.
Z Bogatyni do niemieckiego Zittau (Żytawa) mamy raptem 15 km. To niewielkie, około 26-tysięczne, miasteczko ma do zaproponowania kilka ciekawych, niepowtarzalnych miejsc. Architektów/ urbanistów zainteresuje z pewnością kościół św. Jana - obiekt w stylu klasycystycznym, wzniesiony w centrum miasta w 1837 r. wg projektu Karla Friedricha Schinkela. Niemiecki architekt, urbanista, projektant i malarz, był jednym z wybitniejszych twórców klasycyzmu w Królestwie Prus. Budowle według jego projektów spotkamy na terenie Niemiec, Polski, Rosji i Czech; niektóre z nich weszły do europejskiego kanonu architektury neoklasycystycznej. Dla chętnych, na wieży południowej kościoła na wysokości 60 metrów mamy punkt widokowy, skąd możemy podziwiać panoramę miasta i Gór Żytawskich (docieramy do niego po pokonaniu 266 schodów!). Oprócz kościoła w rynku dominuje ratusz w stylu włoskiego renesansu zbudowany w latach 1840-45 na podobieństwo „Palazzo grande”, a zaprojektowany również przez Schinkela. Posiada on jedną z najpiękniejszych sal ratuszowych Saksonii. Na rynku znajduje się również kilka zabytkowych barokowych fontann.
Z kolei zbudowany w 1511 r. Żytawski Dom Solny (Salzhaus) jest jednym z największych spichlerzy w Niemczech. W późniejszym okresie budynek otrzymał mansardowy dach i przerobiono go na stajnię, a w XVIII wieku dobudowano do niego kuźnię miejską.
Warto też zobaczyć Basztę Rzeźniczą z kwietnym zegarem, który ozdabiają kuranty z porcelany miśnieńskiej oraz wybudowaną w 1873 r. reprezentacyjną Łaźnię Miejską.
Najcenniejszym zabytkiem Żytawy jest unikalne płótno Wielka Żytawska Szata Wielkopostna. Pochodząca z 1472 roku szata znajduje się w muzeum kościoła św. Krzyża. Przy pomocy tego typu płócien zasłaniano w czasie Wielkiego Postu obrazy i ołtarze w kościołach. Na lnianym płótnie o długości 8,2 m i szerokości 6,8 m namalowano 90 scen ze Starego i Nowego Testamentu. Rozpoczynają się stworzeniem świata na pierwszym obrazie, a kończą sądem ostatecznym na ostatnim. Zasłonę zdejmowano, gdy w Wielką Środę czytane były słowa: et templi scissimum est medium ("a zasłona świątyni rozdarła się na dwoje z góry na dół"). I pierwszy dzień zleciał...
 

Kolejnego dnia również z Żytawy ruszyłem w Góry Żytawskie. Na powierzchni około 50 km², które zajmują góry, mamy do dyspozycji blisko 300 km znakowanych szlaków pieszych oraz 80 wytyczonych tras wspinaczkowych... Tym razem jako środek lokomocji wybrałem kolejkę wąskotorową kursującą od 1890 roku!!! To alternatywa dla podróży samochodem. Niewątpliwie warto z niej skorzystać. Wiatr we włosach (jak ktoś ma), niezapomniane widoki i po około 45 minutach docieramy do kurortu Oybin. Kolejka zwana przez autochtonów „Bimmelbahn” (pogwizdująca kolej) kursuje codziennie na trasach Zittau Dworzec Główny – Dworzec Bertsdorf (długość linii 8,9 km), Dworzec Bertsdorf – Dworzec Kurort Oybin (długość linii 3,3 km) i Dworzec Bertsdorf – Dworzec Kurort Jonsdorf (długość linii 3,8 km). Wagoniki z pasażerami ciągnie, a jakże, lokomotywa parowa .
To, co będzie nas w szczególności interesowało w kurorcie Oybin, to imponujące rozległe ruiny średniowiecznego czeskiego zamku i pozostałości dawnego klasztoru celestynów z przylegającym do niego cmentarzem, znajdujące się na górze o tej samej nazwie (514 m n.p.m.). Zamek prawdopodobnie powstał w XIII wieku, jako strażnica na szlaku handlowym Czechy - Łużyce. Na początku XIV wieku został rozbudowany, a w jego połowie wybudowano klasztor. W 1577 roku zamek zapalił piorun i niemal cały został zniszczony. W 1681 roku runęła część skały wraz z wieżą zamkową i zawaliła dziedziniec. Wieże zamkowe, kościół i mury odrestaurowano dopiero po 1990 roku i obecnie obiekt jest już w znacznej części udostępniony do zwiedzania. Ruiny pozbawionego dachu kościoła ze strzelistymi, gotyckimi oknami charakteryzują się doskonałą akustyką. Stąd często wykorzystywane są jako miejsce, w którym organizowane są koncerty muzyki poważnej i przedstawienia. Ww. ruiny wznoszą się prawie sto metrów ponad domami uzdrowiska. Warto też zajrzeć do górskiego kościoła (Bergkirche), z wnętrzem w duchu luteranizmu (m.in. centralne umiejscowienie ambony) dostosowanym do stromizny stoku i ścianą "wchodzącą" w górę, którą znakomicie wykorzystali budowniczowie, jako część świątyni.
W łużyckim kurorcie nie mogło zabraknąć licznych, opisywanych przy okazji pobytu w Bogatyni domów przysłupowych.

 

 

Jeżeli opatrzą się nam ruiny i miasteczko, możemy zagłębić się w szlaki turystyczne Gór Żytawskich. Terenu zwanego przez Niemców – Gebirgsidylle (górska idylla). Na szlakach obejrzymy piaskowcowe formacje skalne, podobne do tych, które występują w Górach Stołowych. Nie zabraknie tu skalnych grzybów, uliczek i najróżniejszych formacji skalnych, jak np. papuga, żółw, czy kwoka. Możemy też zauważyć piaskowce pokryte jakby warstwą metaliczną (m.in. ruda żelaza – hematyt) o charakterystycznym czerwonym zabarwieniu. Oprócz przeważającego piaskowca, w górnych partiach natkniemy się na przypominający o aktywności wulkanicznej bazalt.
Przemieszczając się do pobliskiego kurortu Jonsdorf, koniecznie musimy zobaczyć rezerwat „Jonsdorfer Felsestadt” - jonsdorskie skalne miasto. Na terenie rezerwatu znajduje się dawny kamieniołom i kuźnia kopalniana, w którym przez kilkaset lat wytwarzano, dla wszystkich okolicznych młynów, kamienie młyńskie z piaskowca. Możemy zobaczyć je również przed domostwami w kurorcie (ponownie piękne domy przysłupowe).

 

 

Ze skalnego miasta przechodzimy do Nonnenfelsen (Skały Zakonnic), przepięknej grupy skał piaskowcowych o fantazyjnych kształtach. Do kurortu powracamy przez dwie skaliste uliczki, które mają około 100 m długości, 2 do 4 metrów szerokości i 20 do 30 metrów głębokości. Wrażenia niesamowite .
 

I już trzeciego dnia...
Ruszamy wcześnie, gdyż do przejechania mamy około 60 km, po terenie gdzie googlemaps przewiduje 1,5 godziny jazdy (kręte drogi i trochę wzniesień). Cel Hřensko - czeska Szwajcaria. Wieś położona jest między obszarem chronionego krajobrazu Łabskie Piaskowce po południowej stronie, a Parkiem Narodowym Czeska Szwajcaria po stronie północnej. Ciągnie się wzdłuż drogi i rzeki Kamenice, która wpada do pobliskiej Łaby. Położona jest w ciasnym, skalnym wąwozie, którego skalne ściany górują nad miejscowością na kilkadziesiąt metrów. Pierwotnie była to mała osada flisaków i drwali. Później stała się ważnym ośrodkiem przerobu drewna. Od XIX wieku zaczął się tu rozwijać ruch turystyczny. Tym, co przyciąga największą rzeszę turystów, jest Pravčická brána (Brama Pravcicka) - największa naturalna brama skalna znajdująca się na naszym kontynencie, będąca symbolem Parku Narodowego "Szwajcaria Czeska“ (České Švýcarsko). Można do niej dotrzeć szlakiem prowadzącym drogą asfaltową, a później lasem, lub szlakiem wzdłuż rzeki i później lasem; można też sytuację odwrócić. Jeżeli nie mamy zbyt wiele czasu, można też wybrać samą drogę "lądową". Ja wybrałem przełom Kamenicy. Droga wśród wysokich skał plus przejścia przez tunele wydrążone w skałach sprawiają, że droga nie jest monotonna, jak zwykła leśna ścieżka. Po około kilometrze droga się kończy... Docieramy do zapory wodnej, z drewnianym nadbrzeżem, do którego przycumowano łódki. Popłynięcie nimi to jedyny sposób kontynuowania wędrówki. Trochę odpoczynku . Przewodnik/ flisak "wiezie" nas około 20 minut, po drodze wskazując różne, ciekawe formy skalne. Po drodze jest też ręcznie uruchamiany "wodospad" - Czeska Niagara (kupa śmiechu) . Po wyjściu z łódki możemy kontynuować wycieczkę wzdłuż rzeki ku kolejnej rzecznej przeprawie lub przez mostek ruszyć na szlak ku Pravcickiej Bramie. Odpuściłem podróż łódką i wspinając się po serpentynie schodów dotarłem do właściwego szlaku. Tu przewyższenia nie były już zbyt duże, za to formacje skalne - olbrzymie. W końcu dotarłem do celu podróży - największej naturalnej bramy skalnej w Europie!!! Pamiętacie Państwo artykuł "164,8 km" (BzG 3/2017) była tam mowa m.in. o największych mostach stworzonych przez matkę naturę. Dla przypomnienia ten największy Xian Ren Qiao (Most Bajkowy) rozciąga się na 138 metry. A tu mamy... rozpiętość łuku bramy u podstawy 26,5 metra, wysokość otworu 16 metrów, szerokość osiąga 8 metrów. Szczytowa płyta bramy leży na wysokości 21 metrów od jej podstawy. Grubość stropu w najcieńszym miejscu wynosi około 3,0 m. Mało? Nic podobnego, gdy stoi się bezpośrednio pod łukiem bramy i spogląda w górę, szczęka opada... Podobnie, podziwiając ją z licznych tarasów widokowych, znajdujących się na okolicznych skałach o kilkadziesiąt metrów wyżej. Formacja skalna składa się z dwóch skał. Jedna z nich to słup tworzący zewnętrzną podporę stropu, natomiast druga to masyw skalny wraz ze stropem bramy. Dzięki temu brama jest odporna na sezonowe zmiany temperatury, które mogłyby ją zniszczyć. Tuż koło bramy w 1881 roku wybudowano letni pałacyk w stylu alpejskim "Sokole Gniazdo” (Sokolí hnízdo). Pałacyk służył jako baza noclegowa dla ważnych gości. Obecnie znajduje się tu stylowa restauracja z pierwotnym drewnianym zdobieniem ścian i sufitu.

 

 

Napatrzony, zapatrzony ruszyłem dalej w dół na parking i przez Łabę do Königstein i Bastei.
 

Podróż z Hřensko do Königstein zajmuje pół godziny. Po drodze przekraczamy dawny punkt graniczny i rzekę Łabę. Königstein (Królewski Kamień) to niewielka miejscowość położona nad brzegiem Łaby na terenie saksońskiej Szwajcarii. Nie sama miejscowość przyciąga rzesze turystów z całej Europy, lecz znajdująca się nieopodal majestatyczna twierdza Festung Königstein. Twierdzę usytuowano na wysokim skalistym płaskowyżu (247 metrów nad poziomem rzeki). Stanowi ona jedyny w swoim rodzaju przykład europejskiego kunsztu budowy twierdz górskich. Na blisko 10 hektarach rozlokowano zespół licznych budowli obronnych i umocnień, w stylach architektonicznych późnego gotyku, renesansu, baroku i stylu budowlanego panującego do końca XIX wieku.

 

 

Pierwsze pisemne wzmianki o istnieniu zamku pochodzą z 1233 roku - średniowieczny zamek należał do królestwa czeskiego. W 1408 r. przechodzi w ręce Sasów. W 1559 roku rozpoczęto przebudowę zamku na twierdzę, co trwało do 1731 roku. Bramę wjazdową ozdobiono wówczas kartuszem z herbem I Rzeczypospolitej. W 1563 roku na rozkaz księcia elekta Augusta pod kierownictwem mistrza górnictwa z Freibergu Martina Planera wywiercono najgłębszą studnię w Saksonii o głębokości 152,5 metrów!!! W 1589 - Książę elekt Christian I rozkazuje rozbudowę zamku na miarę twierdzy krajowej. Do 1594 r. powstają między innymi: brama wejściowa, stare koszary, zamek Christiansburg (Friedrichsburg) i stara zbrojownia. W kolejnych stuleciach następuje bieżąca modernizacja budowli obronnych. Twierdza jest również ulubionym miejscem wycieczkowym dla dworu saskiego i miejscem organizowania licznych festynów. W latach 1591 do 1922 r. twierdza pełniła także funkcję więzienia. W 1725 na życzenie Augusta Mocnego bednarze budują największą beczkę do wina (pojemność 238.000 dm³), która do 1818 r. stała w piwnicy zamkowej. W czasach politycznej zawieruchy za bezpiecznymi murami twierdzy znajdował schronienie saksoński skarb państwowy. Od 1939 do 1945 roku zamek służył jako obóz jeniecki dla polskich jeńców, a później dla francuskich generałów i oficerów. Od 1955 otwarty areał twierdzy o powierzchni 9,5 hektara został udostępniony publiczności w formie muzeum historyczno-wojskowego. Twierdza nie została nigdy zdobyta. Możemy dostać się do niej stromym, śliskim podejściem przez dwie bramy lub wjechać windą . Wzdłuż murów ciągnie się ścieżka panoramiczna o długości 1,7 km pozwalająca oglądać rozległe tereny Saskiej Szwajcarii, wschodnie Rudawy oraz Drezno. Na terenie twierdzy zobaczymy najstarsze zachowane w Niemczech koszary wojskowe (1589/90), pierwszy w Saksonii kościół garnizonowy (1676), budynek studzienny ze studnią, zamek Magdaleny, nową zbrojownię, zamek Fryderyka – barokowy budynek zbudowany w latach 1589-1591 przez Augusta II Mocnego przebudowany na pałacyk, w którym odbywały się dworskie zabawy. Na uczciwe zwiedzenie całego kompleksu należy przeznaczyć kilka godzin, a czeka jeszcze Bastei…
Dobrze, że to tylko 15 km do przejechania drogą i mostem przez Łabę lub (ja wybrałem tę drogę) 10 km samochodem i piesza przeprawa promowa przez meandrującą rzekę. Bastei (czyli "baszta") wraz z kamiennym mostem to formacja skalna stanowiąca jedną z największych atrakcji turystycznych Parku Narodowego Saskiej Szwajcarii. Pierwsze wzmianki pisemne o skałach pochodzą z końca XVI w. W 1826 roku w pobliżu punktu widokowego zbudowano pierwszą kwaterę noclegową dla turystów oraz wzniesiono pierwszy, drewniany most nad wąwozem Mardertelle, który łączył zewnętrzną półkę skał z zamkiem Neurathen (ruiny z XII w.). W połowie XIX w. konstrukcja została przebudowana na piaskowcową ze względu na dużą ilość turystów. Most ten osiągnął długość 76,5 m długości i wzniósł się na wysokość 40 m ponad dno wąwozu i jest głównym celem wędrówki rzeszy turystów. Widoki z mostu i licznych platform widokowych na spektakularne formacje skalane wznoszące się majestatycznie na blisko 200 metrów nad poziom doliny rzeki Łaby potrafią zachwycić każdego.

 

 

A po rzece leniwie płyną statki wycieczkowe… Wycieczka całodniowa, przeprowadzona niemal biegiem (urlop się kończył); dlatego polecam rozłożyć ją jednak na dwa dni, co najwyżej zrobimy dodatkowe 100 km, ale ze spokojem obejrzymy, przeczytamy, zajrzymy w każdą dziurę na naszym szlaku.

 

 

Na koniec, z zawodowego obowiązku/ przyjemności – nieodparcie przy zwiedzaniu towarzyszyła mi myśl ile odbudowa, renowacja tych wszystkich zamków, budynków, budowli mogła pochłonąć funduszy i jak długo trwała. Przecież to wszystko „podpada” pod nadzór konserwatorski. W ruch idą Tymczasowe Zakładowe Katalogi Norm Budowlano-Konserwatorskich, specjaliści z branży konserwatorskiej, specjalne materiały… to musi kosztować . Jedyne, co udało mi się doczytać, to, że po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku, Wolne Państwo Saksonii przeznaczyło na renowację i rozbudowę twierdzy Königstein 61 milionów euro.
 

Na pewno są wśród Czytelników tacy, którzy widzieli już opisane przeze mnie miejsca i ufam, że podzielają moje spostrzeżenia i zachwyty. Jeśli jednak ktoś z czytających „BzG” wciąż stoi przed dylematem, gdzie spędzić nadchodzący urlop, zachęcam do udania się w podróż szlakami, które opisałem w „Dokąd teraz? 1 i 2”.
A kolejne miejsca podróży czekają.