Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Czy przetarg ograniczony jest potrzebny?

W poprzednim numerze kwartalnika "Buduj z Głową" (1/2005), w artykule "Projekt nowelizacji Prawa Zamówień Publicznych. Co ma się zmienić 'w robotach budowlanych' ?" zawarłem kilka uwag dotyczących projektowanych zmian w ustawie - Prawo zamówień publicznych związanych z robotami budowlanymi. Opierałem się wówczas na tekście projektu z dnia 21 lutego 2005 r. Okazało się, jak przypuszczałem, że nie była to wersja ostateczna. Do uzgodnień międzyresortowych został skierowany projekt z dnia 14 kwietnia 2005 r.[1], nieco różniący się od wersji poprzedniej. Gdy piszę ten artykuł dobiegają końca uzgodnienia, zgłaszane są ostatnie - niekiedy bardzo obszerne - uwagi do projektu. W tym uwagi dotyczące nie tylko sfery legislacyjnej, ale także przyjętych rozwiązań merytorycznych.

 

Projekt zakłada wprowadzenie nowego trybu udzielenia zamówienia, tzw. dialogu konkurencyjnego, dopuszcza stosowanie dynamicznego (w pełni elektronicznego) systemu zakupów, umożliwia poprzedzenie udzielenia zamówienia aukcją elektroniczną (w związku z czym obecna "aukcja elektroniczna" zostaje nazwana "licytacją elektroniczną"), na nowo reguluje problematykę umów ramowych, konkursu, udzielania i wykonywania koncesji na roboty budowlane oraz zamówień sektorowych. Wprowadza także instytucję tzw. centralnego zamawiającego.

 

Należy w tym miejscu zauważyć, że głównym celem nowelizacji, wg autorów projektu, jest dostosowanie przepisów Prawa zamówień publicznych do postanowień dyrektyw 2004/18 (tzw. dyrektywa klasyczna) i 2004/17 (tzw. dyrektywa sektorowa)[2]. Tyle tylko, co wynika zarówno z przepisów szczegółowych dyrektywy 2004/18 jak i z preambuły do niej (pkt (16)) "Z uwagi na różne okoliczności występujące w Państwach Członkowskich, należy pozostawić im wybór (podkr. J.K.), czy instytucje zamawiające mogą korzystać z umów ramowych, centralnych jednostek zakupujących, dynamicznych systemów zakupów, aukcji elektronicznych, czy też procedury dialogu konkurencyjnego, zdefiniowanych i uregulowanych niniejszą dyrektywą". A zatem dyrektywa nie nakłada na państwa członkowskie UE obowiązku wprowadzania nowych instytucji do swych systemów zamówień publicznych. Czy ich wprowadzenie do polskiego systemu okaże się celowe, z pożytkiem dla zamawiających (oszczędność środków publicznych), przedsiębiorców (rozszerzenie, a nie - ograniczenie dostępu do zamówień publicznych) oraz - co wydaje się najistotniejsze - czy ograniczy zjawiska patologiczne występujące dość nagminnie w tym systemie, czas pokaże. Jeżeli wolno wyrazić swój pogląd (obym się mylił), podejrzewam, że nowe rozwiązania nic dobrego nie wróżą.

 

Projekt zakłada też dostosowanie istniejących przepisów do rozwiązań przyjętych w dyrektywach. Dotyczy do zarówno poszczególnych trybów udzielenia zamówienia, jak i przepisów ogólnych, wspólnych dla wszystkich trybów. W tym, w szczególności, dla przetargu ograniczonego. I właśnie temu trybowi udzielenia zamówienia chciałbym się nieco bliżej przyjrzeć. Nie ukrywam, że bardzo krytycznie.

 

Nieco historii. Uchylona przepisem art. 225 Prawa zamówień publicznych ustawa z dnia 10 czerwca 1994 r. o zamówieniach publicznych określała przetarg ograniczony jako tryb szczególny, stosowany w sytuacji, gdy "ze względu na specjalistyczny charakter przedmiotu zamówienia istnieje ograniczona liczba dostawców lub wykonawców mogących wykonać dane zamówienie" (art. 32 pkt 1), albo gdy "koszty przeprowadzenia przetargu nieograniczonego byłyby niewspółmiernie wysokie w stosunku do przedmiotu zamówienia" (art. 32 pkt 2). Przetarg ograniczony był stosowany rzadko, a jeżeli już, to wyłącznie z uwagi na przesłankę pierwszą (ograniczona liczba potencjalnych dostawców lub wykonawców) - zamawiający był obowiązany zaprosić wówczas do zgłoszenia zainteresowania udziałem w przetargu wszystkich znanych dostawców lub wykonawców (art. 33 ust. 1). Nowelizacja ustawy z dnia 22 czerwca 2001 r. przyniosła nowe uregulowanie przetargu ograniczonego. Zgodnie z art. 52b zamawiający mógł zorganizować przetarg ograniczony jedynie w przypadku, gdy "specjalistyczny charakter zamówienia publicznego ogranicza liczbę dostawców lub wykonawców mogących wykonać dane zamówienie" (pkt 2) oraz gdy "wartość zamówienia publicznego nie przekracza równowartości kwoty 30 000 euro" (pkt 1). Pomijając tzw. zamówienia o niewielkiej wartości, czyli o wartości do 30 000 euro (można, nieco złośliwie, powiedzieć do "progu korupcji", gdyż wszczynając postępowanie o udzielenie zamówienia do tej wartości wystarczyło, nie tylko zresztą dla przetargu ograniczonego, "powiesić" ogłoszenie na ścianie w siedzibie zamawiającego, a następnie powiadomić dwóch wykonawców do zainteresowania się przetargiem), przetarg ograniczony był trybem, którego stosowanie było związane z istotnym ograniczeniem liczny dostawców lub wykonawców mogących wykonać zamówienie. Art. 52d nakazywał zamawiającemu zaprosić do składania ofert wszystkich dostawców lub wykonawców, którzy spełniali wymagane warunki. Zamawiający mógł jednak w ogłoszeniu określić liczbę dostawców lub wykonawców, których zaprosi do składania ofert, niezależnie od tego ilu z nich złoży wniosek o dopuszczenie do udziału w przetargu (art. 52e ust. 1). Jeżeli zamawiający korzystał z tej możliwości, to liczba ta musiała być zawarta w przedziale między 5 a 20. Przepis ten (ograniczenie liczby zapraszanych dostawców lub wykonawców), chociaż teoretycznie mógł mieć zastosowania tylko do zamówień o wartości do 30 000 euro (jako że powyżej tego progu, z założenia, istniała ograniczona liczba dostawców lub wykonawców mogących wykonać zamówienie, czyli że trudno byłoby zamawiającemu "uzbierać" ich w liczbie większej niż kilku, góra dwóch lub trzech - w przeciwnym przypadku zamawiający powinien stosować przetarg nieograniczony), był stosowany również powyżej tego progu i to w sytuacjach, gdy przedmiot zamówienia bynajmniej nie był specjalistyczny, chociaż z punktu widzenia sprawności postępowania (czasu od ukazania się ogłoszenia do upływu terminu składania ofert) przetarg ograniczony był "wolniejszy" od przetargu nieograniczonego. Stosowanie tego trybu świadczyło albo o "manipulacji" stosowanej przez zamawiającego albo - przepraszam za to określenie - o jego głupocie.

Reasumując. Istota przetargu ograniczonego sprowadzała się do sytuacji, gdy na rynku istniała ograniczona liczba przedsiębiorców mogących wykonać dane zamówienie.

 

Sytuacja uległa radykalnej zmianie po wejściu w życie Prawa zamówień publicznych[3]. Oto bowiem, chociaż utrzymana została nazwa trybu "przetarg ograniczony", to tryb ten został wskazany przez ustawodawcą jako tryb podstawowy, na równi z przetargiem ograniczonym (art. 10 ust. 1). Oznacza to, że nie ma obecnie żadnych ustawowych ograniczeń w zastosowaniu tego trybu. Od uznania zamawiającego zależy, czy zastosuje przetarg nieograniczony, czy ograniczony. Zgodnie z art. 48 ust. 2 pkt 8 zamawiający obowiązany jest (nie zaś "może", jak pod rządami uchylonej ustawy) określić w ogłoszeniu, ilu wykonawców zaprosi do składania ofert, przy czym liczba ta musi być zawarta w przedziale między 5 a 20 (art. 51 ust. 1). Uchwalając ustawę - Prawo zamówień publicznych, ustawodawca kierował się obowiązującymi wówczas dyrektywami, z których jednak nie wynikał obowiązek ograniczenia liczby zapraszanych wykonawców, lecz prawo ograniczenia tej liczby przez zamawiającego (art. 27 ust. 2 dyrektywy 92/50/EWG, art. 19 ust. 2 dyrektywy 93/36/EWG i art. 22 ust. 2 dyrektywy 93/37/EWG). Ostatecznie, w nowej formule przewidzianej Prawem zamówień publicznych, przetarg ograniczony jest trybem udzielenia zamówienia, który chociaż może być stosowany zawsze, to jednak jego istota sprowadza się do sytuacji, gdy na rynku istnieje wielka, wprost nieograniczona, liczba wykonawców (chociaż wielka, to liczba ta zawsze jest ograniczona) mogących wykonać dane zamówienie. Zamawiający, nie chcąc dopuścić do złożenia zbyt wielkiej liczby ofert, ogranicza liczbę wykonawców zapraszanych do składania ofert i wówczas stosuje tryb przetargu ograniczonego.

 

Tyle tylko, że w polskich realiach, gdy w przetargu nieograniczonym składanych jest średnio od 3 do 5 ofert, a liczba przetargów, w których złożono ich wiej niż 20 jest minimalna (natomiast liczba przetargów, w których złożono więcej niż 50 ofert, choć dodatnia, to jest bliska 0), stosowanie przetargu ograniczonego wydaje się być bezcelowe. W szczególności przy zamówieniach na roboty budowlane i to właśnie specjalistyczne, gdzie przedsiębiorcy budowlani dobrze się znają, a zamawiający z dużym prawdopodobieństwem (z dokładnością do jednego wykonawcy) może przewidzieć ilu wykonawców będzie się ubiegało o zamówienie: trzech, czterech, góra pięciu. Z drugiej strony okres czasu od przekazania ogłoszenia (Prezesowi Urzędu, gdy wartość zamówienia przekracza 60 000 euro oraz Urzędowi Oficjalnych Publikacji Wspólnot Europejskich, gdy wartość ta przekracza 130 000 euro dla dostaw i usług oraz 5 000 000 euro dla robót budowlanych) do upływu terminu składania ofert, dla przetargu ograniczonego wynosi - przy założeniu wyjątkowej sprawności zamawiającego - co najmniej 77 dni, wobec 52 dni dla przetargu nieograniczonego. Natomiast do "progu korupcji" (który został podwojony w stosunku do obowiązującego w przepisach uchylonej ustawy - 60 000 euro, uprzednio 30 000 euro), terminy te wynoszą odpowiednio 22 i 15 dni (na marginesie warto wskazać, że manipulantom ustawodawca dodatkowo ułatwił zadanie, gdyż obecnie wystarczy jedna oferta, która nie podlega odrzuceniu, by wybrać ją jako najkorzystniejszą, co - swoją drogą - nie narusza przepisów dyrektyw). Któż zatem (który zamawiający) zdecyduje się na zorganizowanie przetargu ograniczonego w sytuacji, gdy jest to dłuższa droga do udzielenia zamówienia niż w przetargu nieograniczonym, a nadto liczba ofert, która może wpłynąć w przetargu nieograniczonym jest niewielka, zatem trud zamawiającego z ich badaniem i oceną jest również niewielki ? Odpowiedź może być taka, jak wyżej: manipulant albo - znowu przepraszam - głupek, o ile słowo to może być użyte w stosunku do zamawiającego (raczej do osób działających po jego stronie).

 

Zastrzeżenia do potrzeby ustawowego "umocowania" przetargu ograniczonego jako trybu udzielenia zamówienia miałem praktycznie "od zawsze", tj. od czasu wejścia w życie uchylonej ustawy o zamówieniach publicznych. Argumenty przeciw temu trybowi wysuwali także inni znawcy przedmiotu (i polskich "uwarunkowań", mówiąc oględnie). Jednak to, z czym spotykam się ostatnio, przechodzi już granicę nie tyle głupoty (z tym przedsiębiorca można sobie, wbrew pozorom, łatwo poradzić), lecz nawet stosowanej dotąd manipulacji. Oto zamawiający (który w przetargu nieograniczonym na duże roboty budowlane "przegrał" trzykrotnie przed zespołami arbitrów, by następnie zawrzeć umowę nie wykonując ostatecznie wyroku zespołu arbitrów) decyduje się na wszczęcie postępowania na kolejne podobne roboty tym razem w trybie przetargu ograniczonego. Na co liczy ? Na błąd wykonawców, którzy nie oprotestują ogłoszenia zawierającego dyskryminujące warunki w terminie 7 dni od dnia publikacji (taką wykładnię przepisu dotyczącego wnoszenia protestu na ogłoszenie przyjęły zespoły arbitrów) ? A może na wyeliminowanie z postępowania wykonawców, którzy spełniają warunki udziału w postępowaniu, jednak w rankingu wykonawców znajdą się poza pierwszą piątką (zamawiający, czego można się było spodziewać, ustalił w ogłoszeniu, że do składania ofert zaprosi 5 wykonawców) ? Trudno powiedzieć jednoznacznie na co liczył, gdyż ogłoszenie zostało wprost "zdruzgotane" przez jednego z wykonawców tak, że zamawiający protest uwzględnił i postępowanie unieważnił (miał chyba świadomość, że nic nie wskóra przed zespołem arbitrów). W powtórzonym przetargu ograniczonym już nie popełnił rażących błędów w ogłoszeniu, ale znowu "nadział się" na wykonawcę, którego chętnie pozbyłby się z postępowania. Sztuczka z przetargiem ograniczonym nie udała się.

 

W innym przetargu, gdzie z góry wiadomo było, że oferty może złożyć jedynie 6 wykonawców i chodziło o wyeliminowanie konkretnego wykonawcy, jeden z wykonawców wspólnie z zamawiającym ustalili, że "na wszelki wypadek" (może się uda) zamawiający zastosuje przetarg ograniczony, ustalając tak warunki udziału w postępowaniu, by ów niechciany wykonawca znalazł się poza "piątką". Niestety dla zamawiającego i owego wspólne z nim manipulującego wykonawcy i tu się nie udało - wnioski o dopuszczenie do postępowania złożyło 3 wykonawców, w tym ten niechciany.

 

Takich historii, jak wyżej, mógłbym wskazać więcej. Niekiedy manipulacja łączy się z głupotą, jak w przypadku, gdzie wiadomo było, że istnieje potencjalnie trzech wykonawców dużego, by nie powiedzieć wielkiego zamówienia (i dużego zamawiającego). Czemu tu miało służyć zastosowanie trybu przetargu ograniczonego ? Jako żywo nie wiadomo. Podobno wyeliminowaniu ewentualnych wykonawców, którzy mogliby przystąpić do postępowania i być "groźni", a którzy nie byli znani na rynku polskim (wykonawcy zagraniczni). Zamawiający ustalił tak specyficzne warunki udziału w postępowaniu, że praktycznie żaden wykonawca (poza tymi trzema, którzy mieli się "dogadać" o ewentualne podwykonawstwo) nie mógł ich spełnić. Jedyne co mógł zrobić, to oprotestować ogłoszenie. Ale nikt na czas (7 dni od daty publikacji) nie zdążył tego uczynić. Sztuczka się udała. Wpłynęły 3 wnioski, potem 3 oferty i "wygrał" ten, który miał wygrać.

 

Dokonałem analizy porównawczej wszczętych postępowań za okres 1 miesiąca, od dnia 15 kwietnia do dnia 13 maja 2005 r., na podstawie ogłoszeń publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. Spośród 22 biuletynów, które się ukazały w tym okresie (od nr 73 do nr 94) wybrałem losowo 10 z nich i wyznaczyłem liczbę ogłoszeń o przetargach nieograniczonych i ograniczonych (bez tzw. "sektorówki"). Ogłoszeń tych było w sumie 1377, w tym 1339 o przetargu nieograniczonym, co daje 97,2 %, i zaledwie, a może "aż", 2,8 % ogłoszeń o przetargu ograniczonym. W rozbiciu na rodzaje zamówień najwięcej ogłoszeń dotyczyło robót budowlanych - 54,9 %, kolejno dostaw - 28,2 % i usług - 16,9 %. Wśród ogłoszeń na roboty budowlane 3,3 % dotyczyło przetargu ograniczonego, a więc powyżej przeciętnej. Najbardziej interesująca jest jednak liczba złożonych ofert w przetargach. I tak, na podstawie ogłoszeń o udzieleniu zamówienia zawartych w dwóch losowo wybranych biuletynach okazało się, że w postępowaniach o udzielenie zamówienia na roboty budowlane w trybie przetargu nieograniczonego średnia liczba ofert złożonych w przetargu jest równa 5,2, w postępowaniach na dostawy średnia ta wynosi 5,6 oferty, natomiast w postępowaniach na usługi zaledwie 3,0 (wartości środkowe to odpowiednio 4, 3 i 3 oferty). Ponieważ liczba ogłoszeń o udzieleniu zamówienia w trybie przetargu ograniczonego zawarta w tych dwóch biuletynach nie była reprezentatywna (zaledwie 7 ogłoszeń), do analizy tego trybu posłużyłem się wszystkimi ogłoszeniami o udzieleniu zamówienia w całym analizowanym okresie (37 ogłoszeń). Jak pamiętamy, zamawiający udzielając zamówienia w tym trybie obowiązany jest określić w ogłoszeniu liczbę wykonawców, których zaprosi do składania ofert, przy czym nie może ona być mniejsza od 5 i większa od 20. W większości przypadków (51,3 %) liczba ta była równa 5, przy czym w ogłoszeniach o roboty budowlane wyniosła ona 59,2 %. Najbardziej interesujący wynik to liczba ofert złożonych w przetargu ograniczonym. W przetargach na roboty budowlane średnia liczba złożonych ofert wyniosła 3,5 %, a w przetargach na dostawy 2,9 % (nie podaję informacji o przetargu na usługi, jako że w badanym okresie ukazało się tylko jedno ogłoszenie o udzieleniu zamówienia w trybie przetargu ograniczonego). Jeszcze bardziej interesująca jest inna liczba. W blisko 3 przetargów (20 na 27) złożono mniej niż 5 ofert, a średnia wynosi zaledwie 2,25 % oferty. Wynik może wydawać się zaskakujący. Średnia liczba ofert złożonych w przetargu ograniczonym jest istotnie niższa, niż w przetargu nieograniczonym. Na obraz ten wpływa jednak fakt, że liczba ofert podawanych w ogłoszeniach o udzieleniu zamówienia to liczba wszystkich ofert, także tych podlegających odrzuceniu (w przetargu ograniczonym i nieograniczonym) oraz złożonych przez wykonawców wykluczonych z postępowania (w przetargu nieograniczonym, gdyż w przetargu ograniczonym wykonawcy, którzy nie spełniają warunków udziału w postępowaniu, nie są zapraszani do złożenia oferty). Ponieważ część wykonawców nie spełnia warunków udziału w postępowaniu, zatem potencjalna liczba wykonawców, którzy mogliby złożyć oferty w przetargu ograniczonym jest tym samym ograniczona. Mniejszy wpływ na tę liczbę ma tu ograniczenie liczby wykonawców, których zamawiający zamierza zaprosić do składania ofert - tylko w trzech przypadkach zostały złożone oferty w liczbie zadeklarowanej przez zamawiającego, w pozostałych przypadkach liczba ta była mniejsza lub wprost istotnie mniejsza. Biorąc poprawkę na wspomniane wyżej wykluczenia można stwierdzić, że w przetargu ograniczonym składana jest istotnie mniejsza liczba ofert niż w przetargu nieograniczonym, a w każdym razie, jeżeli nie istotnie mniejsza, to liczba porównywalna. A przecież założenie dla udzielenia zamówienia w trybie przetargu ograniczonego jest takie (i jedyne), o czym pisałem wyżej, że potencjalna liczba wykonawców, którzy mogliby złożyć oferty jest tak wielka, że celowe jest ograniczenie liczby wykonawców dopuszczonych do składania ofert.

 

Wniosek. Praktyka zdecydowanie nie potwierdza tezy, że przetarg ograniczony - poza być może kilkoma przypadkami - czemukolwiek pożytecznemu służy. W każdym praktycznie przypadku, gdy zamawiający stosuje ten tryb udzielenia zamówienia, z równym powodzeniem mógłby udzielić zamówienia w przetargu nieograniczonym. A nadto znacznie sprawniej.

 

Wypada zatem powtórzyć, w nieco innej formie, postawione wyżej pytanie: czemu służy przetarg ograniczony ? Odpowiedź jest prosta. W polskich realiach dokładnie niczemu, a zamawiający, którzy stosują ten tryb udzielenia zamówienia powinni od niego odejść i stosować przetarg nieograniczony, jako jedyny tryb w pełni konkurencyjny, ograniczający możliwość manipulowania postępowaniem.

 

Trzeba wszak nadmienić, że jest jeden przypadek, który może (choć nie musi) dawać przewagę przetargowi ograniczonemu nad nieograniczonym. To sytuacja, o której mowa w art. 49 ust. 4 - pilna potrzeba udzielenia zamówienia.

Zamawiający może wówczas skrócić termin składania wniosków do 15 dni oraz termin składania ofert do 10 dni (art. 52 ust. 4). To istotnie, o około połowę, skraca termin składania ofert od dnia wysłania ogłoszenia o zamówieniu w stosunku do terminu przewidzianego dla przetargu nieograniczonego. Nadmienię jedynie, że tych przypadków, w których zachodzi pilna potrzeba udzielenia zamówienia nie uwzględniłem w przeprowadzonej analizie statystycznej. Inaczej mówiąc uwzględniłem tylko te przypadki, w których zamawiający nie powoływał się na pilność udzielenia zamówienia i przyjmował w ogłoszeniu "standardowe" terminy. Pilność udzielenia zamówienia powinna być jedyną przesłanką zastosowania trybu przetargu ograniczonego.

 

Co w projekcie nowelizacji ustawy zmieni się w zakresie przepisów regulujących udzielenie zamówienia w trybie przetargu ograniczonego? Zmiany są kosmetyczne, polegające przede wszystkim na skróceniu terminu składania wniosków o dopuszczenie do udziału w przetargu ograniczonym z 37 do 30 dni, gdy ogłoszenie jest przekazywane drogą elektroniczną (na marginesie należy nadmienić, że także w przetargu nieograniczonym ulega w analogicznej sytuacji skrócenie terminu składania ofert z 52 do 45 dni), na obowiązku poinformowania wykonawców, którzy spełniają warunki udziału w postępowaniu o wynikach oceny spełniania warunków i ocenach spełniania tych warunków (dość bełkotliwy zapis). Pojawia się odpowiednik niezbyt szczęśliwego przepisu art. 24 ust. 4 ("ofertę wykonawcy wykluczonego uznaje się za odrzuconą"), tj. przepis, że wykonawcę niezaproszonego do składania ofert traktuje się jak wykluczonego z postępowania. Jedyny istotny, aczkolwiek także nie merytoryczny zapis, dotyczy wyjaśnienia treści specyfikacji (art. 38 ust. 1). Otóż w przypadku pilnej potrzeby udzielenia zamówienia zamawiający ma obowiązek udzielenia wyjaśnień treści SIWZ, chyba że prośba o wyjaśnienie treści specyfikacji wpłynęła do zamawiającego na mniej niż 4 dni przed terminem składania ofert (zamiast standardowych 6 dni). Ten właśnie przepis, żywcem przejęty z dyrektywy 2004/18, wskazuje na istotną - i moim zdaniem jedyną - potrzebę stosowania przetargu ograniczonego.

 

Swoją drogą, dlaczego nie można (ale to już w dyrektywie, a nie w Prawie zamówień publicznych) przyjąć rozwiązania prostszego: skrócić termin składania ofert do np. 25 dni od dnia przekazania ogłoszenia o przetargu nieograniczonym, jeżeli zachodzi pilna potrzeba udzielenia zamówienia ? A przetarg ograniczony pozostawić na wypadek nadmiernej liczby wykonawców mogących potencjalnie złożyć oferty (co najmniej kilkadziesiąt spodziewanych ofert), która to okoliczność musiałoby być przed wszczęciem postępowania w tym trybie wszechstronnie przez zamawiającego zbadana i udokumentowana.

 

W polskich warunkach - póki co - z tego trybu udzielenia zamówienia należałoby zrezygnować lub, przy obecnie obowiązującej dyrektywie, dopuścić go tylko do przypadku pilnej potrzeby udzielenia zamówienia.

 

 

 

[1] Ustawa z dnia ………… o zmianie ustawy - Prawo zamówień publicznych oraz o zmianie niektórych innych ustaw (projekt z dnia 14 kwietnia 2005 r.)

przyp. red. - w dniu 10 czerwca 2005 r. projekt ustawy po uzgodnieniach międzyresortowych wpłynął do Sejmu i 17 czerwca 2005 r. został skierowany do I czytania do Komisji Gospodarki

 

[2] - DYREKTYWA 2004/17/WE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 31 marca 2004 r. w sprawie koordynacji procedur udzielania zamówień przez podmioty działające w sektorach gospodarki wodnej, energetyki, transportu i usług pocztowych
- DYREKTYWA 2004/18/WE PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY z dnia 31 marca 2004 r. w sprawie koordynacji procedur udzielania zamówień publicznych na roboty budowlane, dostawy i usługi
- ROZPORZĄDZENIE KOMISJI (WE) NR 1874/2004 z dnia 28 października 2004 r. zmieniające dyrektywy 2004/17/WE i 2004/18/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w odniesieniu do progów ich stosowania w zakresie procedur udzielania zamówień

 

[3] Ustawa z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych (Dz.U. nr 19, poz.177 z późn.zm.)