Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Zdążyć zdobyć uprawnienia budowlane

Były sobie kiedyś piękne czasy. Nie chodzi mi tu oczywiście o okres tzw. belle epoqe, lecz (w odniesieniu do tytułu artykułu, ale przecież, jak się zastanowić, także kilku innych rzeczy) o lata 1975 – 1994. W nurcie ogólnego optymizmu społeczno-gospodarczego, ugruntowywanego systematycznie przez codzienne wydanie Dziennika Telewizyjnego (wszak zręby „drugiej Polski” prawie już było widać), zrezygnowano wówczas z obowiązku zdawania egzaminów na tzw. uprawnienia budowlane. Bardzo liberalna, obowiązująca od 1 marca 1975 roku ustawa Prawo budowlane, zlikwidowała obowiązek egzaminacyjny. O uzyskaniu pełnych uprawnień do wykonywania zawodu „budowlańca” miały decydować już wyłącznie posiadane wykształcenie i odbyta praktyka.

Przez 19 ww. lat wystarczało więc położyć odpowiednie dokumenty i zaświadczenia we właściwym organie, a dokument, zatytułowany wówczas jako „stwierdzenie posiadania przygotowania zawodowego do pełnienia samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie” wydawany był niemal automatycznie; pocztą przychodziło wezwanie do jego odebrania (po uiszczeniu opłaty w znaczkach skarbowych). Zacytowana wyżej nazwa dokumentu (przy czym i tak wszyscy mówili w skrócie „uprawnienia budowlane”) była zresztą jeszcze jednym ze znaków charakterystycznych tamtych czasów; wszystko wówczas nazywało się ładniej i dłużej, np. o ileż „podgardle dziecięce stebnowane” brzmi lepiej niż zwykły śliniaczek. A moja babcia mieszkała przy ulicy Związku Młodych Bojowników Walki o Wolność i Demokrację 8 m. 14.

Ale wszystko co dobre kiedyś się kończy (dotyczy to nawet tegorocznego lata). Nowe wróciło już od 1 stycznia 1995 roku wraz z kolejną, czwartą już w historii naszego kraju (1928, 1961, 1974, 1994), ustawą Prawo budowlane (ta z 1928 roku była co prawda rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z 16 lutego 1928 roku „o prawie budowlanym i zabudowaniu osiedli”, ale wydanym „z mocą ustawy”).

 

Już niedługo, jesienią tego roku, wejdzie w życie kolejna nowelizacja obecnej ustawy Prawo budowlane. Dopiero 30-tej od dnia jego wprowadzenia, tj. 1 stycznia 1994 r. (na temat gorączki legislacyjnej w ulepszaniu budowlanej ustawy pisałem już na gościnnych łamach Athenysoft kilka numerów temu), tym razem wprowadzonej w ramach „walki z ciągłymi zmianami przepisów”, o której mówiło się (także w wypowiedziach budowlanych VIP-ów) na zakończonym niedawno już czwartym Zjeździe Sprawozdawczym Mazowieckiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa.

 

Jedne z najistotniejszych przewidzianych w nowelizacji zmian dotyczą nowych zasad nabywania uprawnień budowlanych. Słowo zmiany jest tu eufemizmem, mówiąc bardziej wprost, są to drastyczne zaostrzenia wymagań kwalifikacyjnych związanych z wykształceniem posiadanym przez osobę starającą się o nabycie uprawnień.

Technicy budowlani ze średnim wykształceniem idą w ogóle „na aut”. Średnie wykształcenie techniczne, czyli ukończenie np. dobrego 5-letniego specjalistycznego technikum budowlanego, nie będzie już wystarczające do starania się o nadanie uprawnień budowlanych. Ani w zakresie projektowania, ani do kierowania robotami budowlanymi, ani do innych funkcji wymienionych w art. 12 i 13 Prawa budowlanego. Dla uzyskania uprawnień budowlanych warunkiem minimum ma stać się posiadanie co najmniej dyplomu ukończenia studiów zawodowych.

Rodzą się spore wątpliwości. Każdy z nas zna zapewne wiele osób mających wykształcenie średnie, czy nawet tylko zawodowe, które zdały egzamin na uprawnienia budowlane przed 1975 czy po 1994 roku i całkiem dobrze sobie w naszym fachu radzą, zwłaszcza w wykonawstwie, niejednokrotnie osiągając nawet spore zawodowe czy biznesowe sukcesy. Ja również znam takich osób sporo, którym fakt nieznajomości rachunku różniczkowego i całek nie przeszkadza w montażu ścianek Nida-Gips, czy zdejmowaniu humusu. A także w obsłudze programu kosztorysowego NORMA PRO.

 

Jeszcze większe wymagania będzie musiał spełnić budowlany adept starający się o uprawnienia w pełnym zakresie, czyli bez żadnych ograniczeń. Tu, jako kwalifikacje do starania się o uprawnienia projektowe wymagane będą już wyłącznie odpowiednie profilowo studia na poziomie magisterskim; tytuł zwykłego inżyniera też już nie wystarczy. Dla wykonawstwa w zakresie bez ograniczeń łaskawie wystarczające mają być studia zawodowe w rozumieniu przepisów o wyższych szkołach zawodowych.

 

Oczywiście, to co wyżej napisałem o pomysłach nowych uregulowań w zakresie uprawnień budowlanych nie działa wstecz. Na szczęście nie ma (jeszcze?) pomysłów zmiany art. 104 Prawa budowlanego, pozwalającego (zgodnie z zasadą nie działania prawa wstecz) zachować uprawnienia budowlane osobom, które je już nabyły. Proszę się więc, szanowni czytelnicy nie denerwować, naszych uprawnień odbierać (na razie?) nie będą. A to, że nowi mają „przechlapane”? Sami są sobie winni, mogli urodzić się wcześniej.

A tak na marginesie, świeżo wydane rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 18 maja 2005 roku w sprawie samodzielnych funkcji technicznych, z takim trudem przygotowane, o czym może świadczyć jego wydanie dopiero po niemal 6 miesiącach od uchylenia (grudzień 2004 roku) obowiązywania poprzednich rozporządzeń tę materię regulujących, nadawać się będzie, po wprowadzeniu opisanych wyżej zmian, do kosza[1].

 

Trzeba więc zdążyć, złapać jakiś dzienniczek praktyk, szybko go zarejestrować i zacząć pisać. Jednocześnie rozglądając się, kto, to co napisaliśmy, jako osoba nadzorująca naszą praktykę, podpisze.

A potem marsz na egzamin.

Nie zaszkodzi przed tym egzaminem zahaczyć o jakiś kurs przygotowawczy. Rynek takich kursów, za 1000 – 2000 zł od głowy, rozwinął się w ostatnich latach dość dynamicznie. Rozmaitych, i tych organizowanych profesjonalnie, z dobrze przygotowanym całym kompendium wymaganej wiedzy i tych robionych „z doskoku”. Ostatnio, a zaręczam, że nie konfabuluję, z pytaniem czy nie poprowadziłbym, jako wykładowca, takiego kursu, zwrócili się do mnie właściciele firmy szkoleniowej prowadzącej miasteczko ruchu drogowego w jednym z byłych miast wojewódzkich. Nie piszę w jakim, bo to znajomi. I byli mocno zdziwieni, a nawet rozgoryczeni, kiedy powiedziałem, że jeden wykładowca „nie obsłuży” całego szkolenia.

Jeden nie obsłuży, no chyba, że będzie to szkolenie typu, na który, jak obserwuję, jest coraz większe zapotrzebowanie. „Niech pan nie opowiada nam jakiś dyrdymałów, bo i tak nikt tego nie zapamięta. Interesują nas egzaminacyjne pytania, a właściwie odpowiedzi”. A więc zajęcia typu pytanie – odpowiedź, „pan mówi, my zaznaczamy”.

Jest w tym głęboki sens. Są to bowiem kursy „skuteczne”. Nauczę się na pamięć kilku tysięcy odpowiedzi, myśli sobie kursant, co jest jeszcze jakoś tam realne, znacznie bardziej niż wkucie 1320 stron A-4 przepisów prawnych, o których nadmienił, na wspomnianym już czwartym Zjeździe Sprawozdawczym Mazowieckiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, jeden z VIP-ów od spraw budownictwa (p. Andrzej Bratkowski, czyli Wiceminister Infrastruktury), co realnym przestało być już dawno.

 

 

Zresztą nauczenie się szczegółowo co należy zaznaczyć (odpowiedź A, B czy C) na każde pytanie z zestawu egzaminu testowego też nie jest w zasadzie konieczne. Są bowiem widoczne pewne prawidłowości pomagające przebrnąć testową część egzaminu. Np. w około 80% pytań zestawów egzaminacyjnych prawidłową odpowiedzią z podanych w rubryczkach A, B i C jest odpowiedź najdłuższa. I znaczna część zdających o tej prawidłowości dobrze wie. Jeśli skonfrontujemy to z wymogiem, że aby zdać egzamin wymagane jest 75 % dobrych odpowiedzi, wnioski nasuwają się same.

Oczywiście, żadna zasada, oprócz uniwersalnych zasad fizyki makroświata (bo w mikroświecie też już nie) nie załatwia wszystkich sytuacji. Przykładowo, na proste pytanie nr 1535, bez znajomości odpowiedzi na które rzeczywiście nie można sobie dać rady z wykonywaniem więźb dachowych czy przy tynkowaniu – „przemieszczenie [s], osiadanie i przechylenie wyznacza się na podstawie obliczeń osiadań pala lub fundamentu przy założeniu, że podłoże : A – opisane jest modelem liniowo-sprężystym Winklera, B – stanowi półprzestrzeń sprężystą, C – stanowi półpłaszczyznę sprężystą”. Niby 6 słów to więcej niż trzy słowa, ale tu jednak, wyjątek, prawidłowym będzie postawienie ptaszka przy odpowiedzi B.

A co można odpowiedzieć na pytanie nr 1552 „jakie parametry fizyczne i mechaniczne gruntu są uwzględnione we wzorach określających wartości składowych pionowych oporu obliczeniowego podłoża gruntowego – Q_fNB i Q_fNL”. Odpowiedzi są trzy : A - φ, c, B - ρ, C - φ, c, ρ. Co Państwo proponujecie zaznaczyć? Jeśli nie wiecie, tzn. już zapomnieliście, że 3 jest większe od 2 i od 1.

Są zresztą także inne, mniej widoczne prawidłowości. Np. przy poprzednim zestawie pytań zamiast przestudiować, krótką, zaledwie 48-stronicową Polską Normę PN-90/B-03200, dotyczącą obliczeń statycznych i projektowania konstrukcji stalowych, co nie powinno sprawić żadnego kłopotu elektrykowi czy hydraulikowi i przygotować się w ten sposób do odpowiedzi na równie proste pytania jak „jaka może być dopuszczalna wielkość przemieszczenia poziomego konstrukcji stalowej w układzie jednokondygnacyjnym w obudowie wrażliwej na pękanie w stosunku do wysokości kondygnacji”, można było sprawę załatwić inaczej. Wystarczyło zapamiętać, że na wszystkie pytania z zakresu ww. normy, występujące w zestawach testowych, prawidłową odpowiedzią jest odpowiedź A. Byle tylko umieć odróżnić, że dane pytanie jest z normy stalowej, a nie z planowania przestrzennego czy Kodeksu postępowania administracyjnego.

Zostaje do pokonania oczywiście jeszcze egzamin ustny. Ale tam już zawsze można coś powiedzieć, postarać się nawiązać, tak jak w szkole, gdzie odpowiednio wytresowany, elokwentny uczeń na pytanie o budowę układu wydalniczego pająka krzyżaka po minucie mówił już o genezie bitwy pod Grunwaldem.

Byle zrobić to zgrabnie, z wrodzonym wdziękiem, a nie tak, jak kilka lat temu pewien elektryk, który na pytanie na jakiej minimalnej wysokości można, w ogrodzeniu działki budowlanej, zamocować drut kolczasty, ze zgrabnością słonia w składzie porcelany odpowiedział, że to pytanie nie dla niego, tylko raczej dla architekta. Słusznie więc spotkał się z ostrą ripostą komisji egzaminacyjnej, która stwierdziła, że jest wyjątkowo bezczelny, bo, jako elektryk, akurat o drutach powinien wiedzieć wszystko.

Są więc drodzy czytelnicy jeszcze szanse „zdążenia”, o którym była mowa w tytule artykułu. Bo to, że opisane zmiany w nabywaniu uprawnień staną się faktem, jest pewne niemal jak dwa razy dwa. Wszak każdy czarny scenariusz się na ogół sprawdza. Głosy zawodowych malkontentów takich jak ja, którym ciągle coś się nie podoba, pozostaną głosem wołającego „na puszczy” i żaden artykuł, czy to w „Buduj z Głową” docierający do prenumeratorów Athenasoftu, czy nawet w „Inżynierze Budownictwa” (o ile mi go wydrukują), docierającym do 90.000 czytelników nic tu nie zmieni.

Dlatego też wszystkim naszym młodym czytelnikom, życzę aby jeszcze zdążyli. A jeśli się nie uda – świat się nie kończy, dalej będzie można robić kosztorysy do których (jeszcze?) żadnych specjalnych uprawnień nie potrzeba.

 

 

 

[1] przyp.red. – w Dzienniku Ustaw nr 163 (poz.1364) ukazała się Ustawa z dnia 28 lipca 2005 r. o zmianie ustawy – Prawo budowlane oraz o zmianie niektórych innych ustaw, którą m.in. rozszerzono dotychczasowy art.16 o ust.1a

 

Art. 16.

 

1.

Minister właściwy do spraw budownictwa, gospodarki przestrzennej i mieszkaniowej określi, w drodze rozporządzenia: rodzaje i zakres przygotowania zawodowego do wykonywania samodzielnych funkcji technicznych w budownictwie, sposób stwierdzania posiadania tego przygotowania, ograniczenia zakresu uprawnień budowlanych, wykaz kierunków wykształcenia odpowiedniego i pokrewnego dla danej specjalności, wykaz specjalizacji wyodrębnionych w ramach poszczególnych specjalności, a także sposób przeprowadzania i zakres egzaminu, zasady odpłatności za postępowanie kwalifikacyjne oraz zasady wynagradzania członków komisji egzaminacyjnej.

1a.

W rozporządzeniu, o którym mowa w ust.1, należy w szczególności uregulować sprawy:

(...)

w taki sposób, aby mając na względzie zachowanie interesu osób ubiegających się o nadanie uprawnień budowlanych, rozporządzenie nie stwarzało problemów interpretacyjnych przy stosowaniu w praktyce.

 

Przywołana ustawa zawiera również:

 

Art. 5. W stosunku do osób ubiegających się o uprawnienia budowlane, które przed dniem wejścia w życie ustawy uzyskały wykształcenie wymagane na podstawie przepisów dotychczasowych oraz rozpoczęły odbywanie wymaganej praktyki, stosuje się przepisy dotychczasowe.

 

Art. 6.

Dotychczasowe przepisy wykonawcze wydane na podstawie art.16 ust.1 (...) zachowują moc do czasu wejścia w życie nowych przepisów wykonawczych wydanych odpowiednio na podstawie art.16 ust.1 i 1a (...).