Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Życie pełne niespodzianek

Mamy kolejnego, zupełnie nowiutkiego pana ministra, po prostu budownictwa, tym razem i na szczęście, wbrew salomonowemu opisowi naszej branży w ustawie „Prawo zamówień publicznych”.

Pan minister na razie zabrał się za ustawę „Prawo budowlane”. Roboty będzie miał huk, bo „pana ministrowe” pomysły są naprawdę rewolucyjne. Pewną przeszkodą w tej rewolucji może być (najpewniej) zupełny brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, o czym pan minister jeśli jeszcze nie wie, to niebawem się dowie.

Pomimo to, nowe pomysły mają poparcie przyszłych inwestorów, więc popularność pana ministra w masach powinna wzrosnąć. My kosztorysanci mamy nadzieję, że ogrom pracy uniemożliwi panu ministrowi dokonywania zmian w funkcjonujących już trzeci rok rozporządzeniach w sprawach kosztorysów inwestorskich w zamówieniach publicznych.

Bo chociaż te dwa rozporządzenia są troszeczkę kulawe, to lepsza ich stabilność od najlepszych korekt. Na każdym kolejnym kursie kosztorysowania przestrzegam słuchaczy, że to czego się uczymy, może się zmienić. Oby nie w połowie kursu, czego już kilka razy doświadczyłem! Szczęśliwie, autor aktualnych rozporządzeń udzielił nam szeregu wyjaśnień na konferencjach ciechocińskiej i częstochowskiej; chociaż wypada dodać, że ta wiedza jakoś bardzo powoli dociera do kosztorysantów, a przede wszystkim do inwestorów publicznych. Wypada także dodać, że na łamach „Buduj z Głową” również zamieszczano szereg wyjaśnień w tych sprawach.

Pomimo to, w dalszym ciągu z rozporządzeń nie dowiadujemy się, czy kosztorys inwestorski (nie przedmiar) oraz specyfikacja techniczna wykonania i odbioru robót (w zamówieniach publicznych) są integralną częścią dokumentacji technicznej i kto powinien te opracowania wykonać!?

 

Na rynku budowlanym zamieszanie. Oszalałe ceny mieszkań spowodowały w wielu przypadkach zamianę zamiarów oczekujących na mieszkania. Wielu bowiem uznało, że jeśli mają ponieść koszty zakupu mieszkania często przekraczające koszty budowy domku jednorodzinnego, to wybrali budowę domku.

A rynek, jak to rynek, od razu na taką zmianę zareagował. Producenci i sprzedawcy, poczuwszy koniunkturę, zaczęli podnosić ceny materiałów. Słyszy się o „listach społecznych” czekających na dostawę wymarzonych materiałów. Wraca więc, znana starszym, sprzedaż materiałów i wyrobów „na pniu”. Zobaczcie młodzi, jak to kiedyś bywało!

 

W telewizji ogrom reklam zapraszających nas do inwestowania posiadanych pieniędzy. Czego tam nie ma, same korzyści dla klienteli. Ciekawe na czym będą zarabiać reklamujący się, kiedy z informacji niezbicie wynika, że korzyści uzyskuje wyłącznie klient.

A to ci dopiero altruiści. Ja oczywiście też zainwestuję, ale tylko w taki fundusz, który poda w swojej reklamie, w miarę dokładną datę ucieczki prezesa z kasą.

Bo tylko w takim przypadku, mam nadzieję odebrać obiecywane pożytki!

 

Drożeje nam robocizna kosztorysowa.

Żalił mi się znajomy przedsiębiorca, który od swoich panów murarzy usłyszał: szefie, od lutego płacisz pan nam formalnie i w papierach nie jak do tej pory po 1000 zł/m-c lecz po 2000 zł. A jak pan zarobisz, to nie wykluczamy możliwości pobrania dodatkowej premii „pod stołem”. Tak jak dawniej. A jak nie, to wyjeżdżamy do Irlandii.

Domyślam się, że podobne rozmowy odbywają ze swoimi pracownikami i inni przedsiębiorcy. Krótko mówiąc, notowana stawka robocizny kosztorysowej naprawia się w sposób absolutnie rynkowy.

Z ogromnym zaciekawieniem oczekujemy kolejnych notowań.

Najpewniej w I kwartale nie będzie jeszcze rewelacji, ale trochę później to…???

 

No cóż, życie przynosi nam wiele niespodzianek, czasem zabawnych, ot choćby takich jak niżej.

Po pracowitym dniu, w domowych pieleszach zasiadłem sobie w fotelu, uprzednio nalewając do szklaneczki troszeczkę tego co lubię. Zapaliłem także papierosa.

W tym momencie zadzwonił telefon.

- Tu Instytut Badania Zdrowia i czegoś jeszcze tam (bo dokładną nazwę już zapomniałem), czy zgadza się pan wziąć udział w naszej króciutkiej ankiecie?

Odpowiedziałem: - proszę bardzo, słucham uprzejmie.

- Czy pali pan papierosy?

Odp: - jak diabli!

- Czy pan się gimnastykuje?

Odp: - chyba tak, bo jak wsiadam rano do samochodu, to zginam nogi w kolanach, a jak wysiadam to wyprostowuję.

- Ile pan ma lat?

Odp: - siedemdziesiąt proszę łaskawej pani, ale muszę dodać, że gdyby pani, zadała mi te pytania jakieś dwadzieścia lat temu, ty byłbym zmuszony dodać, że oprócz szklaneczki, którą właśnie trzymam i papierosa, mam dodatkowo, na kolanach gołą panienkę!

 

Tu z góry przepraszam panie o skłonnościach, że tak powiem feministycznych, i dodaję dla ich satysfakcji, że gdybym był kobietą, to na moich kolanach siedziałby goły facet.
Innych opcji, lub jak kto woli konfiguracji, z uwagi na ograniczone miejsce w „Buduj z Głową”, nie rozpatruję.

 

 

Po tygodniu przyszło pocztą zaproszenie z tego Instytutu na spotkanie uświadamiające w jakimś łódzkim hotelu.

Domyślam się, że będą chcieli sprawdzić, dlaczego egzemplarz, który używa wszystkiego co dobre, jeszcze żyje. Chyba na spotkanie nie pójdę. A nuż mnie przekonają, że źle robię i przez to pożyję trochę dłużej. Ale wtedy, co to będzie za życie?