Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

„Jak Wojtek został strażakiem”, czyli tragedyja w jednym akcie… prawnym

Po lekturze poprawek do kodeksu pracy wprowadzonych ustawą z 21 listopada 2008r. o zmianie ustawy - Kodeks pracy (Dz.U. Nr 223, poz. 1460) mam nieodparte wrażenie, że obecnie rządząca koalicja nie mogąc wpływać bezpośrednio na ramówkę telewizyjną w Telewizji Polskiej S.A. postanowiła zafundować przedsiębiorcom ekstra horror nowego gatunku, swoiste połączenie reality show z trzymającym w napięciu dreszczowcem. Całość okraszono wzorem mistrzów kina odpowiednim elementem zaskoczenia, gdyż zmiana przepisów kodeksu została opublikowana 18 grudnia ubiegłego roku, a jej wejście w życie zaprojektowano dokładnie miesiąc później.

Nowelizacja dotyczyła kilku spraw, jak większość dobrych horrorów zaczęła się niewinnie, wręcz sielankowo. Doprecyzowanie definicji dyskryminacji pośredniej w zatrudnieniu, rozbudowanie pojęcia molestowania, czy też wprowadzenie dodatkowej ochrony ofiar dyskryminacji i molestowania u przedsiębiorców przyzwyczajonych przez Ministerstwo Pracy do częstych kosmetycznych zmian prawa, nie wywołało nawet gęsiej skórki. Formalne wprowadzenie do kodeksu pracy uprzednio już doktrynalnie ugruntowanej zasady dotyczącej powrotu pracownicy do pracy po urlopie macierzyńskim nie zaowocowało migotaniem komór, czy też wzmożoną pracą zastawek. Gdy jednak w kadrze pojawił się art. 1 pkt 8 tejże ustawy dodający do kodeksu art. 2091[*], oddech niejednego pracodawcy niebezpiecznie zwolnił, a krew w żyłach małych przedsiębiorców stężała.

A przecież główny bohater tej nowelizacji nie wygląda na pierwszy rzut oka strasznie. Zgodnie z jego brzmieniem pracodawca jest obowiązany zapewnić środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy pracownikom w nagłych wypadkach oraz do gaszenia pożaru i ewakuacji pracowników; musi także zapewnić łączność z zewnętrznymi służbami ratunkowymi i ochrony przeciwpożarowej, co samo w sobie wydaje się logiczne i sensowne. Może co najwyżej wywołać dreszczyk emocji, gdy rzeczony przedsiębiorca skupi się na szczegółach technicznych. Hitchcockowskie trzęsienie ziemi następuje w momencie analizowania treści art. 2091 § 1 pkt 2 przepisu od wprowadzonego obowiązku wyznaczenia przez pracodawcę „pracowników do udzielania pierwszej pomocy oraz wykonywania czynności w zakresie ochrony przeciwpożarowej i ewakuacji pracowników, zgodnie z przepisami o ochronie przeciwpożarowej”. Pozornie od strony logicznej przepisowi temu także nie można nic zarzucić. Słusznym wydaje się bowiem postulat, by jak najlepiej chronić życie i zdrowie ludzi - niewątpliwie bezcenne. Jednak literalna wykładnia przepisu wskazuje niestety, że każdy pracodawca, a nim przedsiębiorca staje się w momencie zatrudnienia chociażby jednej osoby na podstawie umowy o pracę, będzie zmuszony do wyznaczenia pracowników odpowiedzialnych za udzielanie pierwszej pomocy i ochronę przeciwpożarową. Tak definitywne sformułowanie obowiązku każe się zastanowić, jak będzie można go wykonać w firmach małych, na przykład zakładach remontowo-budowlanych, w których oprócz właściciela jest zatrudniony jeden czy też dwóch pracowników. Przepis w kolejnym ustępie próbuje w pewien sposób złagodzić bardzo ostro sformułowany obowiązek, polecając dostosowanie działań podejmowanych przez pracodawcę do rodzaju i zakresu prowadzonej działalności, liczby zatrudnionych pracowników i innych przebywających na terenie firmy osób oraz, co chyba w tym momencie najważniejsze, do rodzaju i poziomu występujących u pracodawcy zagrożeń. Ale nie formułuje konkretnych zwolnień czy wyjątków. Komuś obeznanemu w sposobie tworzenia dyrektyw unijnych od razu rzuca się w oczy to, że przepis operuje stricte ich językiem, podając ogólne wskazania i zasady, wedle których ustawodawca ma dopiero tworzyć konkretne normy prawne w ustawodawstwie wewnętrznym. Jest zatem bardzo ogólny i trudno uznać go za podstawę do uchylenia obowiązku posiadania pracowników odpowiedzialnych za udzielanie pierwszej pomocy i wykonywanie ochrony ppoż. Na szczęście po pierwszych głosach ze strony Ministerstwa Pracy, które nie brzmiały uspokajająco, w których wprost oświadczano, że „przepis art. 2091 kp obowiązuje wszystkich pracodawców bez względu na liczbę zatrudnionych pracowników”, istnieje szansa na rozsądną zmianę powyższej regulacji. Jest to chyba skutek interpelacji wielu środowisk zajmujących się od strony praktycznej prawem pracy, wskazujących w szczególności na komplikacje powstające na płaszczyźnie odwołania się nowego przepisu kodeksu pracy do ustawy o ochronie przeciwpożarowej.

Po pierwsze - niejasny pozostaje zakres wykonywania ochrony przeciwpożarowej określony w dodanym art. 2091 kp. Ustawa o ochronie przeciwpożarowej definiuje ją w trzech aspektach - jako zapobieganie powstawaniu i rozprzestrzenianiu się pożaru, zapewnienie sił i środków do jego zwalczania oraz prowadzenie działań ratowniczych. I tu rodzi się pytanie, czy pracodawca w związku z tym musi mieć pracownika do wszystkich trzech rodzajów działań określonych w ustawie łącznie z prowadzeniem akcji ratowniczo-gaśniczej, czy też jego rola ma się ograniczać do profilaktyki przeciwpożarowej i do ewentualnej ewakuacji innych pracowników ze strefy zagrożenia oraz zawiadomienia odpowiednich służb ratunkowych w razie wystąpienia pożaru? Czy w takim razie pracodawca ma samodzielnie dokonać oceny skali zagrożeń w myśl § 3 art. 2091 kp i ustalić zakres stosowania ustawy o ochronie przeciwpożarowej przez wyznaczonych pracowników? Być może ustali to praktyka, choć takie normowanie obowiązków przez ustawę nie ma nic wspólnego z pojęciem „stanowienia dobrego prawa”. Wydaje się, że zakres ustawy o ochronie przeciwpożarowej jest zbyt obszerny, by kodeks pracy blankietowo odsyłał pracodawcę w tej materii do przepisów o ochronie pożarowej bez konkretyzacji tych obowiązków. Można oczywiście oczekiwać na autentyczną lub legalną interpretację powyższych norm dokonaną przez Ministerstwo Pracy, jednak wydaje się, że nie zlikwiduje ona wątpliwości i jak każda wykładnia próbująca sztukować miernej jakości przepis prawny, będzie rodziła kolejne nowe wątpliwości.

Po drugie - znaczne kontrowersje wzbudza zakreślony przez ustawę o ochronie przeciwpożarowej cenzus posiadania przez osobę zajmującą się zadaniami ppoż. odpowiedniego wykształcenia. Przepis wymaga co najmniej wykształcenia w specjalności technika pożarnictwa albo zamiennie posiadania średniego wykształcenia i odpowiedniego szkolenia dla inspektorów ochrony przeciwpożarowej. Takie warunki nie będą straszyć firm większych, jednak dla małych zakładów remontowo-budowlanych, które opierają się na pracownikach po szkołach zawodowych, mogą stanowić znaczne utrudnienie.

W tej administracyjnej krucjacie zmierzającej do zapewnienia pracownikom najwyższych możliwych standardów bezpieczeństwa gdzieś jednak zagubiono sens i zdrowy rozsądek. Jeszcze można sobie wyobrazić potrzebę posiadania pracownika, który będzie miał pojęcie o udzielaniu pierwszej pomocy, wszak licho nie śpi i fachowa wiedza zawsze się przydaje, to jednak człowiek od ochrony przeciwpożarowej w firmie, która prowadzi działalność w zakresie układania glazury i terakoty, wykonującej gładzie szpachlowe lub chociażby w biurze projektowym sprawującym nadzór inwestorski, to już chyba lekka przesada. Przeraża to, że po pierwszych wypowiedziach pracowników Ministerstwa Pracy w jednym z artykułów w fachowym periodyku sformułowano tezę, że takich pracowników przeszkolonych w udzielaniu pierwszej pomocy i ochronie ppoż. pracodawca winien zapewnić na każdej zmianie roboczej, przynajmniej po jednym. Dlatego słusznym wydaje się przyjęcie postulatu, by osobę kompetentną z zakresu ochrony pożarowej wyznaczać u takich pracodawców, u których faktycznie występują realne zagrożenia pożarem, tam gdzie składuje się materiały niebezpieczne lub występuje atmosfera wybuchowa. W takich firmach szkolenie pracowników w udzielaniu pierwszej pomocy i ochronie przeciwpożarowej rzeczywiście ma sens. Na razie jednak, mimo zmierzającej ku rozsądkowi zmianie podejścia Ministra Pracy do przepisu art. 2091 kodeksu pracy, do jego nowelizacji jeszcze daleko. Norma wyrażona w tym artykule od 18 stycznia 2009 już obowiązuje i można jedynie ubolewać, że urzędnicy resortu pracy nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, że wprowadzenie powyższego przepisu do kodeksu zniechęci właścicieli małych firm do zatrudniania pracowników na podstawie umów o pracę. Bardziej bezpieczne będzie przyjęcie zleceniobiorcy lub człowieka na umowę o dzieło, wszak przepis obliguje pracodawcę nie przedsiębiorcę.

Co mają zatem robić na chwilę obecną pracodawcy? Jeśli w firmie występują zagrożenia wybuchem lub szczególne zagrożenia pożarowe, to należy rozejrzeć się za wyborem szkolenia dla pracowników. Takie przedsiębiorstwa nawet po szczęśliwej zmianie przepisu art. 2091 kp z pewnością będą zobligowane do posiadania wśród swojej załogi osób kompetentnych na wypadek konieczności udzielenia pierwszej pomocy lub ewakuacji. W pozostałych przypadkach lepiej poczekać na zapowiadany ruch Ministerstwa Pracy i 460 posłów. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że feralny przepis zostanie doprecyzowany, a przede wszystkim złagodzony w swej treści w stosunku do firm małych oraz takich, w których zagrożeń pożarowych praktycznie nie ma. Ewentualna wizyta organów nadzoru nad warunkami pracy w tym czasie może, co prawda, spowodować wydanie decyzji administracyjnej nakazującej zgodnie z art. 2091 kp zapewnienie wykwalifikowanych pracowników w przedsiębiorstwie do udzielenia pierwszej pomocy oraz wykonywania czynności z zakresu ochrony przeciwpożarowej, ale jak zapewnił rzecznik Głównego Inspektora Pracy, do obowiązku określonego w tym przepisie inspektorzy pracy będą podchodzić niezwykle ostrożnie i wyrozumiale.

Nie pierwszy to przypadek, kiedy urzędnicy kalkują postanowienia dyrektyw europejskich do naszego systemu prawnego. Przypomina to trochę próbę dosłownego rozumienia filmów Davida Lyncha… niby można, ale wychodzi bełkot. Zostaje więc poczekać jeszcze trochę mając nadzieję, że wewnętrzny rozsądek urzędników Ministerstwa Pracy, a potem i naszych parlamentarzystów, przeważy zaćmę upojenia administracyjnego i przepis zostanie poprawiony. Inaczej czeka nas inwazja nowego pokolenia Wojtków, co chcieliby koniecznie zostać strażakami.

 

 

 

[*] Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (tekst jednolity Dz.U. z 1998 r. Nr 21, poz.94, z późn.zm.)

Art. 2091.
§ 1.Pracodawca jest obowiązany:
 

1) zapewnić środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, gaszenia pożaru i ewakuacji pracowników,

2) wyznaczyć pracowników do:

a) udzielania pierwszej pomocy,

b) wykonywania czynności w zakresie ochrony przeciwpożarowej i ewakuacji pracowników, zgodnie z przepisami o ochronie przeciwpożarowej,

3) zapewnić łączność ze służbami zewnętrznymi wyspecjalizowanymi w szczególności w zakresie udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, ratownictwa medycznego oraz ochrony przeciwpożarowej.

§ 2.Działania, o których mowa w § 1, powinny być dostosowane do rodzaju i zakresu prowadzonej działalności, liczby zatrudnionych pracowników i innych osób przebywających na terenie zakładu pracy oraz rodzaju i poziomu występujących zagrożeń.
§ 3.Liczba pracowników, o których mowa w § 1 pkt 2, ich szkolenie oraz wyposażenie powinny być uzależnione od rodzaju i poziomu występujących zagrożeń.