Poniższy artykuł opracowano w oparciu o stan prawny obowiązujący w momencie powstania tego artykułu.
Redakcja nie gwarantuje aktualności tekstu w okresie późniejszym, jak również nie ponosi odpowiedzialności za ew. stosowanie się do zawartych w nim zaleceń.

Przypadek (ale nie Kieślowskiego)

Człowiekowi wciąż wydaje się, że jest cały czas młody, może góry przenosić i szczyty zdobywać. Sądzi, że to dzieci się starzeją, a nie zauważa u siebie siwych włosów, czy łysinki. Niestety latka lecą, a sił zamiast przybywać to zaczyna brakować… Nie ma jednak co zbytnio się rozczulać, bo póki duch młody, to…. itp. itd.

Ale zaraz, zaraz – o czym to ja miałem…

 

Nie, proszę się nie martwić, to jeszcze nie skleroza, tak to miało być o przypadku; o przypadku, który (jak to zwykle on) pojawił się nieoczekiwanie i w najmniej odpowiedniej chwili. A chwila o tyle nieciekawa, że wiosna za oknem, lody dawno puściły, a na rynku budowlanym coraz więcej przetargów, a tym samym zatrzęsienie pracy dla nas kosztorysantów. Tak, jestem kosztorysantem; trochę kosztorysów już sporządziłem, a i sądzę optymistycznie, że wciąż więcej jeszcze przede mną. Powiecie Państwo – to dobrze, jest praca, są pieniądze, interes się kręci. Oczywiście to prawda, choć w całym tym kosztorysowym zgiełku wiemy, jak dużo kosztorysów trzeba sporządzić, by i na przysłowiową bułkę, a i na masło starczyło. Wymagania rynku są bardzo duże, zresztą jak w każdej dziedzinie. Kosztorysanci spotykają się z przypadkami, gdy kalkulację trzeba wykonać „na wczoraj”, często na podstawie niekompletnej dokumentacji. Zdarza się, że robimy kilka, kilkanaście kosztorysów ofertowych zanim któryś zwycięży w przetargu. Normalka w codziennym życiu kosztorysantów. Jak sobie radzimy? Jak zwykle trochę poklniemy, spalimy trochę papierosów, wypijemy za dużo kawy, a i tak zdążymy na czas. A jak możemy ułatwić sobie pracę? Oczywiście dysponując odpowiednimi narzędziami. Ponieważ komputery są powszechnie dostępne, to od wielu lat korzystamy z ich pomocy. Nie trzeba nikomu mówić, że sam komputer to nie wszystko, dlatego wytrawny kosztorysant ma na nim zainstalowany nie jeden, lecz kilka programów kosztorysowych. Dlaczego kilka? Na to też mamy prostą odpowiedź, a właściwie parę. Po pierwsze – mamy inwestora, który życzy sobie kosztorysu, wydruku w ściśle określonym formacie, do którego jest przyzwyczajony, podoba mu się etc. Kto sprzeciwi się inwestorowi, który płaci za nasz kosztorys? Nie widzę chętnych i odważnych. Po drugie – my mamy swój ulubiony program (taki, którego nie lubi inwestor). A co może być takiego w programie, że jeden „lubimy” bardziej, a po drugi sięgamy tylko gdy musimy? Na pewno będzie to łatwość posługiwania się nim, dobrze „zestrojone” funkcje, słowem wszystko pod ręką. Będzie to też bogata baza katalogowa – nie będziemy przecież robić co chwila pozycji per analogia, kalkulacji własnych. Chcemy wszak korzystać z bazy, która jest dostępna na rynku nie tylko w postaci książkowej, lecz w tej dla nas ważniejszej, mianowicie elektronicznej. I na koniec niezbędna będzie nam do kalkulacji baza cenowa. Baza cen materiałów, sprzętu, czy też cen robót. Wygrywa w tym momencie ten, kto zapewni dostęp do wszystkich ww. baz. Do tej pory korzystałem z baz cenowych przede wszystkim Sekocenbudu i Orgbudu (to też w wielu przypadkach zależało od inwestora, z której bazy miałem skorzystać). Od pewnego czasu posługuję się również Intercenbudem. Niektórzy powiedzą, że to tylko kolejne źródło cen i pewnie będą mieli rację. Tyle tylko, że w pracy kosztorysanta im więcej takich źródeł, tym lepiej.

Co więc wyróżnia Intercenbud? Co może sprawić, że ta baza może stać się konkurencyjna dla innych? Ponieważ życie kosztorysanta toczy się w nieustającym pośpiechu, nie zdawałem sobie sprawy, że można „wyciągnąć” z tego serwisu tyle informacji. Tu właśnie „zadziałał” tytułowy przypadek. Cóż, dla mnie nie był zbyt przyjemny i nikomu nie życzę, by go podobny spotkał, ale w sumie wyszło mi to na dobre. Przypadek może prozaiczny (zwichnięcie nogi), ale na tyle nieprzyjemny, że na dobry tydzień unieruchomił mnie w domu. Przyzwyczajony do ciągłego ruchu, z bólem przyjąłem fakt „uziemienia”. Owszem, kilka kosztorysów było do zrobienia, ale pozostały czas postanowiłem wykorzystać na porządki w komputerze oraz na zapoznanie się funkcjami programu (Norma Pro), z których do tej pory nie korzystałem.

 

 

Dotychczas przy imporcie cen do programu używałem dwóch opcji – importuj cały dysk lub pojedynczy plik. Teraz zaciekawiła mnie w tym miejscu trzecia możliwość – System – Intercenbud. Przyznam się, że pewnie jak większość z nas, nie za bardzo lubię czytać instrukcje i pliki pomocy, więc nie zastanawiając się zbyt długo, kliknąłem OK i czekałem cóż tam otrzymam. Należało jednak przeczytać…
Program po próbie połączenia z serwerem Intercenbudu zgłosił błąd logowania użytkownika i zakończył import na niczym - w końcu w programie nic nie konfigurowałem, więc można było się tego spodziewać. Na szczęście w tym miejscu program sam udzielił podpowiedzi: Opcje -> Programu -> Konfiguracja baz -> Logowanie (a może - to podpowiedź dla programistów Normy, że opis konfigurowania logowania mógłby się znaleźć w okienku importu cenników?).
Podążyłem tą ścieżką i po uzupełnieniu pól z nazwą użytkownika i hasłem, mogłem - po ponownym wybraniu importu - cieszyć się nowymi cenami. Nie zapominajmy, że aby skorzystać z baz Intercenbudu, należy mieć wykupiony abonament – podobnie zresztą, jak to ma miejsce u konkurencji. Osobiście korzystałem do tej pory z płyt CD, które otrzymuję co kwartał i z nich wczytuję ceny, ale widząc możliwość bezpośredniego ściągnięcia cen do programu z Internetu, postanowiłem sprawdzić cóż jeszcze ciekawego kryje się na stronie www.intercenbud.pl.
Strona, na którą wszedłem, wygląda przejrzyście i układ jej jest zrozumiały. Do wyboru mamy ceny materiałów i pracy sprzętu – średnie oraz od dostawców i producentów oraz ceny robót wg KNR (czyli tak, jak na płytach CD). Mamy tu do dyspozycji wyszukiwarkę uproszczoną oraz wyszukiwarkę zaawansowaną.

 

 

Po wpisaniu w polu wyszukiwania nazwy materiału, sprzętu lub roboty na ekranie otrzymujemy wykaz interesujących nas pozycji z cenami. Znalezione pozycje możemy zapisać na dysk komputera (w tym oknie znajduje się również obrazkowy instruktaż importu cen do programu – super!).

 

 

Oprócz importu ww. cen możemy również skorzystać z informacji o stawkach robocizny i wskaźnikach narzutów Kp, Z, Kz (poza aktualnym kwartałem mamy do dyspozycji także poprzednie).
Cóż jeszcze ciekawego? Niezłe wrażenie (pozytywne) robi katalog dostawców – nie liczyłem dokładnie, ale będzie ich pewnie z 300. Z tej bazy dowiemy się wszystkiego o dostawcy lub producencie, znajdziemy jego dane teleadresowe oraz asortyment (z cenami), którym dysponuje. Tu również dostępna jest wyszukiwarka – możemy szukać po nazwie firmy, miejscowości, województwie, a także po branży – do koloru do wyboru.

 

 

Cieszy także zakładka „Kosztorysanci”, bowiem w tym miejscu możemy bezpłatnie wpisać swoją firmę i skorzystać z darmowej reklamy. A gdybyśmy nie mogli się wyrobić z powodu nadmiaru pracy lub potrzebny byłby kosztorysant z innej branży, zawsze możemy w tym miejscu znaleźć kogoś, kto mógłby nam pomóc w pracy.

 

 

Oczywiście nie mogło zabraknąć „reklamówek” Athenasoftu, czyli „Akademii”, „Buduj z Głową”, „e-Kosztorysu”. Szczególnie ten ostatni mnie zainteresował. Z jego pomocą, gdy znajdziemy się w miejscu, gdzie nie ma programu kosztorysowego, a jest dostęp do Internetu, możemy wykonać kosztorys. Co prawda nie wyobrażam sobie „klepania” kilkuset pozycji w ten sposób, ale kilka, czy kilkanaście spokojnie możemy zrobić. Ponieważ serwis ten korzysta również z bazy Intercenbudu, „od ręki” mamy też ceny materiałów i sprzętu – zatem możemy wykonać pełną kalkulację, a na końcu ją zapisać i wydrukować. Czyli, cytując autorów: „e-Kosztorys - kalkulacja przez Internet w dowolnym punkcie świata”.

To niemalże wszystko z czego można skorzystać na stronie Intercenbudu. Dodać jednakowoż należy, że dostępny jest również kanał RSS (ciekawe, kto ze starszych kosztorysantów wie co to takiego?). Przyznaję się bez bicia, ja też nie wiedziałem, dopóki nie kliknąłem na ikonkę. Otóż kanał RSS to nic innego, jak kanał informacyjny. Czytnik kanałów pozwala wczytywać nagłówki wiadomości publikowanych w kanałach informacyjnych dostępnych w Internecie. Nagłówek zawiera tytuł, zwięzły opis oraz link odsyłający do bardziej szczegółowej informacji znajdującej się w serwisie prowadzonym przez wydawcę kanału (może być nim każda osoba prowadząca serwis www). Czytnik RSS pozwala śledzić wiele kanałów jednocześnie. Zazwyczaj program jest dostarczany z predefiniowaną listą kanałów, ale użytkownik może do nich dodawać nowe, organizując je w grupy tematyczne – a te mądrości to już przytaczam za Wikipedią. Skoro więc i w Intercenbudzie jest możliwość pozyskiwania ciekawych wiadomości poprzez ten kanał, czemu by z niego nie korzystać.

 

 

I tak to przypadek sprawił, że znowu dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy i o programie Norma, i o Intercenbudzie. Jasny wniosek nasuwa się sam - nie należy czekać na przypadek, należy samemu znaleźć trochę czasu, by pogłębić wiedzę z zakresu kosztorysowania (jak i w innych dziedzinach) tak, by nie być jak ta tabaka w rogu i nie dać się zaskoczyć na drugi raz. Teraz mamy Intercenbud – spróbujmy, a będziemy wracać…